AktualnościHermes, człowiek od czarnej roboty

Hermes, człowiek od czarnej roboty

– Gdy ruszam do ataku, to trener krzyczy na mnie, żebym wracał, bo ja jestem od czarnej roboty – mówi Gazecie Wyborczej Hermes, 36-letni pomocnik Jagiellonii Białystok.

Tomasz Piekarski: Podczas przerwy w rozgrywkach znowu pojawiają się różnorakie informacje o zainteresowaniu innych klubów piłkarzami Jagiellonii. Nie żałujesz, że nie jesteś trochę młodszy i o ciebie już nikt nie zabiega?

Hermes Neves Soares (pomocnik Jagiellonii Białystok): – Nic z tych rzeczy. Oczywiście jest teraz dobry okres dla Jagiellonii, dla młodszych piłkarzy, a ja cieszę się, że przez zainteresowanie poszczególnymi zawodnikami docenia się wartość całej drużyny.

Gdy osiem lat temu przyjeżdżałeś do Polski, spodziewałeś się, że zostaniesz tu tak długo?

– Na pewno nie. Plany moje i mojego menedżera były takie, by po roku – góra półtora – zmienić klub. Stało się inaczej. W sumie teraz cieszę się, że tak wyszło. Jestem osiem lat w jednym kraju, cały czas gram, co też świadczy o tym, że ciągle prezentuję sobą jakiś poziom.

Kiedy w 1993 r. zdobywałeś mistrzostwo świata do lat U-20, marzyłeś na pewno o grze w silniejszej lidze, niż polska…

– Każdy z nas miał wówczas takie marzenia, ze mną nie było inaczej. Tym bardziej że grałem wówczas w kilku meczach w podstawowym składzie. Nie zawsze jednak marzenia się spełniają.

Dlaczego nie zrobiłeś większej kariery?

– Po zdobyciu tamtego mistrzostwa miałem różne propozycje z innych krajów, ale w Brazylii obowiązywały przepisy, że do 23. roku życia nie można było zmienić drużyny bez pozwolenia klubu. Nawet gdy kończyła się umowa, to do 23. roku życia była automatycznie przedłużana. Teraz jest zupełnie inaczej, niestety wtedy zmiana klubu nie była taka prosta. Były różne propozycje transferów, ale kluby nie mogły się porozumieć i tak zostałem w Brazylii na dłużej.

A gdy grałeś już w Polsce, to nie było ofert z innych krajów?

– Było kilka propozycji, ale konkretnych ofert – nie za wiele. Kiedy grałem w Koronie Kielce, miałem propozycję przejścia do Portugalii do Santa Clara. Wówczas jednak graliśmy o awans do ekstraklasy i nie chciałem zmieniać klubu.

Polska aż tak ci się spodobała, że nawet teraz, gdy masz przerwę w rozgrywkach, nie wyjechałeś do rodzinnego kraju?

– Jestem w Polsce z rodziną i dlatego zdecydowaliśmy się nie lecieć do Brazylii. Co prawda tęsknię za rodziną będącą tam, ale żyjemy w Polsce, przyzwyczailiśmy się i jest fajnie.

Święta będą tradycyjne polskie z karpiem na stole czy też brazylijskie?

– Brazylijskie. Zaprosiłem trochę znajomych, przyjeżdża do mnie m.in. dobrze znany w Polsce Jean Paulista (były piłkarz Wisły Kraków – red.), który gra teraz na Cyprze. Mam nadzieję, że miło spędzimy czas. W Brazylii święta oczywiście wyglądają trochę inaczej niż w Polsce. U nas świętuje się 24 i 25 grudnia, 26 jest już normalnym dniem. Ale nie brakuje i choinek, i mikołajów.

Za to śniegu nie ma. Lubisz naszą zimę?

– Bardziej chyba moje dzieci niż ja osobiście. Gdy wychodzimy na sanki, to one się cieszą, a ja chcę jak najszybciej wrócić do domu, bo zaraz jestem zmarznięty.

Może Paulistę przy świątecznym stole namówisz do gry w Jagiellonii?

– On był na rozmowach w Białymstoku chyba z dwa lata temu. Wówczas się nie porozumiał z władzami klubu i wybrał inną ofertę. Pewnie, że chciałbym, by trafił do Jagiellonii, ale ma ważny kontrakt w swoim obecnym klubie.

Twój kontrakt z Jagiellonią jest natomiast ważny do czerwca 2012 r. Co potem?

– Nie wiem jeszcze. Jak będę miał jakąś propozycję pracy w Polsce, jakiś interes tutaj, to zastanę. Jeżeli nie, to wrócę do Brazylii.

Jesteś w Polsce już tyle lat. Nie starasz się o obywatelstwo?

– Najpierw chcę zamknąć jedną sprawę, która wciąż się toczy. Wierzę, że skończy się dla mnie bardzo dobrze i wówczas może postaram się o obywatelstwo.

Ta sprawa to proces dotyczący twego udziału w korupcji podczas gry w Koronie?

– Tak. Już wcześniej mówiłem, że do zakończenia tej sprawy zostaję w Polsce.

Nie obawiasz się tego, że wiosną możesz mieć zakaz gry w piłkę? 20 stycznia Wydział Dyscypliny Polskiego Związku Piłki Nożnej ma się zająć twoim udziałem w korupcji i może cię zawiesić.

– Ale dlaczego mają mnie karać? Moja sprawa wciąż trwa, dlatego mam nadzieję, że wszystko będzie dla mnie pozytywne.

Jak chcesz przekonać do tego, że grając w Koronie nie miałeś świadomości, iż część twoich zarobków idzie na łapówki?

– Na ten temat nie chcę rozmawiać. Wszystko już powiedziałem w tej kwestii i czekam na koniec procesu. Jestem przekonany, że zakończy się dla mnie pomyślnie.

W Jagiellonii gra coraz więcej obcokrajowców. Jak sobie radzicie z komunikacją?

– Wszyscy rozmawiają po polsku, rozumieją co się do nich mówi i w tej chwili nie mamy żadnych kłopotów z porozumiewaniem się.

Alexis Norambuena też nie ma żadnych problemów?

– On wszystko rozumie, ale nadal ciężko jest mu rozmawiać. Na jego przykładzie można udowodnić, że nie tak łatwo jest nauczyć się polskiego, przecież w Jagiellonii jest już trzy lata.

Za to Thiago Cionek szybko się nauczył języka. Jemu może było łatwiej, bo ma polskie korzenie?

– Thiago, gdy tylko podpisał kontrakt z Jagiellonią, od razu bardzo się starał, by jak najszybciej nauczyć się języka. Na zgrupowaniach mieszkałem z nim w pokoju, to widziałem jak siedział przy komputerze i studiował różne kursy językowe. Ponadto ma dziewczynę Polkę i po prostu musiał nauczyć się języka. Co innego z Alexisem, który po treningu wraca do domu i z rodziną nie rozmawia po polsku.

Mijający rok był może najlepszy w twojej karierze?

– Jeżeli chodzi tylko o moją grę, to nie. Grałem lepiej w Brazylii czy też w Koronie. Jeżeli natomiast mówimy o drużynie, to na pewno był to wyjątkowy rok dla Jagiellonii. Zdobyliśmy Puchar Polski, Superpuchar, utrzymaliśmy się w lidze, mimo dziesięciu minusowych punktów, po jesieni jesteśmy na pierwszym miejscu w tabeli. To był wspaniały rok.

Przed rundą jesienną obecnego sezonu wydawało się już, że możesz grać coraz mniej. Mladen Kašćelan wskoczył na twoje miejsce w pierwszym meczu z Arisem Saloniki w eliminacjach Ligi Europy.

– Trener posadził mnie na ławce, ale się nie zrażałem i pracowałem dalej. Wszyscy wiedzą, że ja lubię trenować i nie odpuszczam na żadnych zajęciach. To przyniosło efekt, bo wróciłem do pierwszego składu. Zdrowie też mi dopisuje. Chociaż wszystko wskazuje na to, że przestanę grać w 2012 r., to kto wie, jak będzie naprawdę.

A jakbyś miał wskazać jakieś mankamenty w swojej grze? Nie masz za wiele asyst, bramek nie strzelasz…

– Jestem defensywnym pomocnikiem i jak ruszam do ataku, to trener krzyczy na mnie, żebym wracał. Nie biorę też udziału pod bramką rywali w stałych fragmentach gry. Może dlatego tych okazji do zdobycia goli nie mam za dużo. Moim podstawowym zadaniem jest organizacja gry w środku pola i bronienie. Tego wymaga ode mnie trener i to są moje obowiązki. Generalnie atakujemy zazwyczaj piątką, szóstką zawodników, a reszta ma zabezpieczać dostęp do naszej bramki. Ja jestem wśród tych drugich. Jestem od czarnej roboty.

W czym tkwi siła Jagiellonii?

– W zespole. Już przez dwa i pół roku trenujemy w podobnym składzie. Każdy wie, o co chodzi, co ma robić na boisku. Gdy dwa i pół roku temu przychodził tu nowy trener i kilkunastu nowych zawodników, wiadomo było, że nie wystarczy nam dwóch miesięcy na to, żeby wszystko było w porządku. Ponadto ważni są zmiennicy. Gdy ktoś za kogoś wchodzi na boisko, też dokładnie wie, co ma robić. Gramy bardzo zespołowo i to jest pozytywne. Chociaż i to wszystko czasami nie wystarcza – czasami grasz dobrze, a i tak nie uda ci się wygrać.

Jak chociażby jesienią w Kielcach.

– Zgadza się. Takie mecze też się zdarzają, nie zawsze da się wygrać.

Rundę wiosenną rozpoczniecie z trzema punktami przewagi nad Wisłą Kraków i Legią Warszawa.

– To może nie jest za dużo, ale to dobry wynik. Oczywiście marzyliśmy, żeby ten dystans był większy, ciężko na to pracowaliśmy, ale nie udało się. Dlatego też wiosną nie będzie łatwo. Zresztą pewnie wszyscy już uważają, że jak Wisła, Legia zaczęły wygrywać, to Jagiellonia nie będzie się liczyć w walce o zwycięstwo w lidze. Na razie jednak jest tak, że oni muszą wygrywać i martwić się, byśmy punkty stracili, a tego nie planujemy. Ważny będzie początek rozgrywek. Gramy z Wisłą, Lechem Poznań, Lechią Gdańsk i trzeba dobrze się przygotować do tych spotkań.

W maju Jagiellonia będzie cieszyć się z mistrzostwa?

– Mam taką nadzieję. Skoro od tylu kolejek jesteśmy na czele tabeli, to szkoda byłoby to stracić.

Powyższy wywiad, autorstwa Tomasza Piekarskiego, ukazał się 23 grudnia 2010 roku w internetowym wydaniu Gazety Wyborczej Białystok.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00