AktualnościWalczymy o utrzymanie

Walczymy o utrzymanie

  Jagiellończycy nie potrafią odbić się od głębokiego dołka. Tym razem, pogromcą białostoczan okazała się drużyna Śląska Wrocław (0:3), która sprawiła, że podopieczni Tomasza Hajty ponieśli piątą porażkę z rzędu. Widmo spadku zagląda nam w oczy…

Jagiellonia od początku spotkania cofnęła się bardzo głęboko. Piłkarze Tomasza Hajty byli bardzo skoncentrowani i zmobilizowani, a ich defensywne usposobienie wynikało ze scenariusza, według którego przebiegały trzy poprzednie spotkania ligowe, kiedy rywale zdobywali bramki tuż po pierwszym gwizdku arbitra. Jagiellończycy oddali pole gry gościom i konsekwentnie wyczekiwali na swoje sytuacje.

Pierwsza miała miejsce już w 2. minucie. Pod linią końcową piłkę dogonił Tomasz Kupisz i wyłożył ją Maciejowi Gajosowi. Młody pomocnik „Jagi” uderzył mocno, ale minimalnie niecelnie i futbolówka  poszybowała tuż nad poprzeczką. Chwilę później miała miejsce niemalże bliźniacza sytuacja, z tą różnicą, że po drugiej stronie boiska. Na szczęście, czujność w bramce zachował Łukasz Skowron, wybijając piłkę na rzut różny.

Czas mijał, a obraz gry nie ulegał zmianie. Białostoczanie ograniczali się do destrukcji, zdecydowaną optyczną przewagę miał Śląsk. Wrocławianie częściej utrzymywali się przy piłce, spokojnie ją rozgrywali, i raz po raz prostopadłymi podaniami przedostawali się pod bramkę Skowrona. Wysoko grający goście długimi fragmentami paraliżowali poczynania ofensywne Żółto-Czerwonych, którzy nie potrafili na dłużej opuścić własnej połowy. W 29. minucie szczęścia próbował Dawid Plizga, jednak jego strzał bez problemu zatrzymał były bramkarz Jagiellonii – Rafał Gikiewicz. Dwie minuty później groźnie było z kolei pod bramką gospodarzy. Łukasza Skowrona w ekwilibrystyczny sposób, strzałem z powietrza, pokonać próbował Sebastian Mila. Kapitan Mistrzów Polski w tej sytuacji pomylił się nieznacznie.

Piłkarze Jagiellonii odliczali już upływające minuty do zakończenia pierwszej odsłony spotkania. Z kolei podopieczni Stanislava Levy’ego, ani na moment nie myśleli o wstrzymaniu swoich ataków. W 39. minucie popisową kontrę przeprowadzili zawodnicy z Wrocławia i tylko świetna interwencja w polu karnym Alexisa Norambueny, uratowała gospodarzy od straty pierwszego gola. Po upływie regulaminowych 45. minut, sędzia Marcin Borski zaprosił zawodników obu drużyn na zasłużoną przerwę.

Na drugą odsłonę oba zespoły wyszły bez zmian. Przyjezdni kontynuując swoją ofensywną grę w pierwszej połowie, ani na trochę nie spuszczali z tonu. Opłaciło się. W 49. minucie Śląsk wreszcie zdobył bramkę. Ogromne nieporozumienie Tomasza Porębskiego z Łukaszem Skowronem, z zimną krwią wykorzystał Waldemar Sobota.

Po straconej bramce, Jagiellończycy jeszcze bardziej cofnęli się pod własne pole karne. Z kolei, uradowany Śląsk zwolnił tempo i spokojnie budował kolejne dogodne dla siebie sytuacje. To prędzej, czy później musiało się skończyć źle. Trzy minuty potem, białostoczanie przegrywali już stosunkiem dwóch goli. Sobota zagrał klepkę z Kowalczykiem, który odegrał do niepilnowanego Sebastiana Mili, a temu nie pozostało nic innego jak skierować piłkę do bramki. Kibice, patrząc na grę defensorów swojej drużyny – z niedowierzania łapali się za głowy.

Gospodarze po drugim ciosie zadanym przez Śląsk, totalnie zwątpili. Drużyna Levy’ego mądrze rozgrywała kolejne minuty, nie dopuszczając swoich przeciwników do jakichkolwiek sytuacji strzeleckich. Jeśli takowy miały miejsce, to absolutnie nie zagrażały bramce strzeżonej przez Rafała Gikiewicza. Trener Tomasz Hajto swojej ostatniej szansy upatrywał w zmianach, lecz i te w większy sposób nie przyczyniły się do poprawy gry, momentami bezradnej Jagiellonii. Czarę goryczy przelał podręcznikowy kontratak, zakończony „happy end’em” gości w 82. minucie. Autorem dzieła zniszczenia okazał się Piotr Ćwielong, który wykorzystał prostopadłe podanie od rewelacyjnego tego dnia – Soboty.

Czarna seria trwa dalej. Jagiellonia przegrywając dzisiaj ze Śląskiem Wrocław doznała piątej porażki z rzędu. Tak złej serii swojej drużyny, nie pamięta chyba żaden białostocki kibic. Co więcej, sytuacja dojrzała do tego stopnia, że Żółto-Czerwoni muszą oglądać się za siebie, bo tam widmo spadku zagląda im w oczy z coraz większym przerażeniem.

Białystok, 26.05.2013r
Jagiellonia Białystok – Śląsk Wrocław 0:3 (0:0)

0:1 – Sobota 49′

0:2 – Mila 52′

0:3 – Ćwielong 82′

Jagiellonia Białystok: Skowron – Straus, Porębski, Pazdan, Modelski – Grzyb, Norambuena (62. Quintana), Kupisz, Gajos, Plizga (77. Smolarek) – Frankowski (84. Mackiewicz)

Śląsk Wrocław: Gikiewicz – Ostrowski, Kokoszka, Pawelec, Kowalczyk – Socha, Stevanović, Sobota, Mila, Ćwielong – Gikiewicz (85. Więzik)

Żółta kartka: Porębski

Sędziował: Marcin Borski(Warszawa).
Widzów: 2.570.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00