AktualnościMiłe złego początki… Górnicy świętują Barbórkę

Miłe złego początki… Górnicy świętują Barbórkę

        Niestety, nie tym razem. Po zwycięstwach nad Koroną i Zagłębiem, Żółto-Czerwoni zostali pokonani przez Górnika Zabrze. Przyjezdni uczcili swoje święto zwycięstwem, które ważyło się do ostatnich minut, kiedy rozstrzygającym trafieniem, piątym w tym tygodniu popisał się Roman Gergel.

Nie czekali

Żółto-Czerwoni powody do radości swoim kibicom dali już w 4. minucie. Z głębi pola daleką piłkę w kierunku Frankowskiego posłał Taras Romanchuk. We wszystko wmieszał się Rafał Kurzawa, ale zrobił to na tyle nieudolnie, że Przemek stojąc za plecami rywala zdołał w nieczęsto spotykany sposób uderzyć piłkę wolejem i umieścić ją tuż obok słupka. Spryt, cwaniactwo, wyrachowanie – to przez ostatnie lata charakteryzowało innego Frankowskiego – Tomka. W tej sytuacji w ślady starszego kolegi poszedł Przemek i trzeba powiedzieć, że zrobił to po „profesorsku”.

Jaga walczy z Górnikami i sędziami

Szybko strzelona bramka wyraźnie nakręciła gospodarzy, którzy od razu chcieli znów trafić do bramki Radosława Janukiewicza. Bardzo bliscy szczęścia byli już po upływie kolejnych 10 minut. Stały fragment gry został wykonany w książkowy sposób, piłka zmierzała wprost na głowę Igorsa Tarasovsa, ale Łotysz za wcześnie wyskoczył do piłki i minął się z nią. Następnie futbolówka trafiła w ramię jednego z obrońców drużyny przyjezdnej, a już po chwili na bramkę uderzał Romanchuk, piłka znów trafiła w rękę innego zawodnika Górnika, co wywołało szybką i energiczną reakcję wśród piłkarzy Michała Probierza, którzy słusznie zgłaszali sprzeciw wobec decyzji arbitra Tomasza Kwiatkowskiego i braku reakcji sędziego liniowego, którzy do spółki w ogóle nie zobaczyli kontaktu z piłką żadnego z zawodników Górnika Zabrze.

W 21. minucie pierwszy groźny i celny strzał na bramę Drągowskiego oddał Szymon Skrzypczak i … Górnik wyrównał. Górnicy unieśli ręce w geście radości, a gospodarze ruszyli w kierunku arbitra zgłaszając faul w walce o pozycję Skrzypczaka na Tarasovsie, który wciąż leżał na murawie. Telewizyjne powtórki pokazały kontakt między strzelcem wyrównującego gola a obrońcą Jagiellonii, a komentatorzy spotkania stwierdzili, że o ile nie był to jakiś nadzwyczajnie ostry faul (nazwali go miękkim przewinieniem), o tyle było to przewinienie kwalifikujące się do zatrzymania gry i przyznania piłki gospodarzom.

Zgubiony rytm i kolejne okazje

Żółto-Czerwoni jakby nieco stracili pomysł na grę. Do momentu straty bramki w bądź co bądź kontrowersyjnych okolicznościach w pełni kontrolowali grę. Kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń i często utrzymywali się przy piłce. W pewnym momencie statystyki posiadania piłki wyglądały następująco – 66-34 % na korzyść piłkarzy Michała Probierza. Mimo wszystko to jednak Górnicy atakowali coraz odważniej i groźniej, ale na szczęście nie potrafili żadnej z akcji przekuć na bramkę, choć w 34. minucie byli bardzo bliscy powodzenia. Wówczas, na nasze szczęście, na wysokości zadania stanął Drągowski, którego zaskoczyć próbował Adam Danch.

Mimo wszystko, jako ostatni w pierwszej połowie piłkę do bramki znów mogli skierować gospodarze. Z lewej strony dośrodkował Karol Mackiewicz, a piłkę głową uderzył Fedor Cernych, wydawało się, że za chwilę będziemy cieszyć się z drugiego gola, ale piłka zatrzymała się na spojeniu słupka z poprzeczką bramki Janukiewicza. Po chwili Fedor próbował wykorzystać jeszcze jedną wrzutkę, ale drugie uderzenie głową było zbyt słabe, żeby mogło zaskoczyć bramkarza rywali.

Górnicy nabierają tempa

Po przerwie Górnicy nie byli już tą drużyną, którą gospodarze tak łatwo zdominowali tuż po rozpoczęciu zawodów. Przyjezdni wyraźnie nabrali pewności siebie i co gorsza coraz więcej im się przy Słonecznej udawało. Trener Michał Probierz nie czekał zbyt długo na to, co się wydarzy i do gry desygnował Konstantina Vassiljeva, który po zajęciu miejsca Karola Świderskiego miał zapewnić więcej spokoju w środku pola i poszukać jakiegoś niekonwencjonalnego otwarcia drogi do bramki Fedorowi Cernychowi, bądź któremuś z innych ofensywnych graczy naszego zespołu.

Wprowadzenie doświadczonego Estończyka na niewiele jednak się zdało. W 68. minucie przyjezdni wznowili grę rzutem z autu, Łukasz Madej uprzedził w walce o piłkę Tarasovsa i po chwili stanął oko w oko z Bartkiem Drągowskim. Doświadczony zawodnik nie miał problemów z pokonaniem naszego bramkarza i wyprowadzeniem swojej drużyny na prowadzenie.

Va banque!

Do końca meczu pozostawało niewiele ponad 20 minut. Michał Probierz nie zwlekał. Najpierw do gry posłał Piotrka Grzelczaka, a kilka minut później Łukasza Sekulskiego. Jak się po chwili okazało nasz trener miał nosa do przeprowadzonych zmian. W 83. minucie piłkę w narożniku boiska ustawił, Vassiljev. Kosta zagrał w pole karne, tam piłka odbiła się od zaskoczonego Shevelyukhina, a na wszystkim skorzystał Piotrek Grzelczak, który z najbliższej odległości umieścił piłkę obok Janukiewicza dając swojej drużynie wyrównanie.

Krótkotrwała radość

Była to 5-ta bramka „Grzela” w trwającym sezonie. Co jednak z tego skoro po chwili swoją 5-tą bramkę, ale w tygodniu zdobył Roman Gergel… Okazało się, że nie tylko Probierz miał nosa do zmian, ale również Leszek Ojrzyński, bowiem przy bramce Słowaka asystował wprowadzony 7 minut wcześniej Sadzawicki.

Bramka Gergela była ostatnią jaką w tym meczu oglądali kibice zgromadzeni tego dnia przy Słonecznej. Niestety. Po zwycięstwach nad Koroną i Zagłębiem, Żółto-Czerwoni nie sprostali zabrzańskiemu Górnikowi. Choć wszystko zaczęło się zgodnie z planem, to już zakończenie pozostawia wiele do życzenia i jednocześnie ostudza bardzo dobre nastroje jakie nasi zawodnicy wywołali swoimi ostatnimi występami. Przed nami ciężki wyjazd na Cichą. Oby za tydzień nasi zawodnicy mieli więcej szczęścia i znów zdołali przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00