AktualnościWażne zwycięstwo nad Śląskiem

Ważne zwycięstwo nad Śląskiem

Żółto-Czerwoni odnieśli bardzo cenne zwycięstwo ze Śląskiem Wrocław. Choć mecz nie zaczął się po myśli białostoczan, bo od straconej bramki, to później było już tylko lepiej i po bramkach Rafała Grzyba i Karola Świderskiego pokonali przyjezdnych 2:1 (1:1).

Pierwszą groźną okazję Żółto-Czerwonych oglądaliśmy w 14. minucie spotkania. Z piłką przed polem karnym znalazł się Piotrek Grzelczak. Nasz napastnik zagrał futbolówkę na lewą stronę do Frankowskiego. Przemek minął próbującego zatrzymać go rywala i podał piłkę w pole karne z powrotem do Grzelczaka, ten przyjął piłkę, zrobił sobie miejsce do strzału, uderzył, ale jego próba była zbyt słaba i niecelna, by zaskoczyć Mariusza Pawełka.

W 16. minucie odpowiedzieli przyjezdni. W polu karnym Bartka Drągowskiego Roberta Picha na ziemię powalił Matija Sirok. Sędzia Frankowski nie miał wątpliwości i wskazał na 11 metr od bramki „Drążka’. Do stojącej piłki podszedł Tomasz Hołota i mocnym strzałem w prawy dolny róg bramki dał prowadzenie zespołowi Romualda Szukiełowicza.

Zdobyta przez gości bramka dodała im pewności siebie, czego przykładem mogą być popisy japońskiego pomocnika Śląska – Ryoty Morioki. Japończyk w 30. minucie zabawił się w polu karnym z naszymi obrońcami, wyłożył piłkę Bilińskiemu a ten po chwili dogrywał futbolówkę do Roberta Picha, który był o włos, od dosięgnięcia piłki i najprawdopodobniej podwyższenia prowadzenia swojej drużyny.

Po dziewięciu minutach wrocławski samuraj sprawdził jeszcze Bartka z rzutu wolnego. Na szczęście nasz bramkarz nie dał się zaskoczyć i trudny strzał zdołał sparować na rzut rożny.

Gospodarze mocniej zaatakowali dopiero w końcówce pierwszej odsłony gry, ale za to jak! Najpierw z pierwszej piłki po podaniu Vassiljeva uderzał Fedor Cernych, piłka po jego strzale odbiła się od jednego z obrońców i trafiła znów pod nogi Estończyka, który tym razem postanowił sam sprawdzić bramkarza gości. Mariusz Pawełek odbił piłkę przed siebie, a tam najczujniej zachował się Rafał Grzyb, który uderzeniem tzw. „szczupakiem” umieścił piłkę w siatce. W ten sposób nasza drużyna złapała bardzo głęboki oddech przed drugą częścią spotkania.

W przerwie trenerzy obu zespołów dokonali po jednej zmianie. Szansę debiutu w nowym zespole dostał Łukasz Burliga, dla którego był to drugi mecz przeciwko Śląskowi w przeciągu tygodnia. Sześć minut po wznowieniu Jagiellończycy zagrali tak, jak oczekuje tego od nich trener Probierz. Dalekim i celnym wznowieniem do Grzelczaka popisał się Bartek Drągowski. Piotrek przyjął piłkę, zagrał ją na skraj pola karnego do Konstantina Vassiljeva, a reprezentant Estonii zostawił piłkę Rafałowi Grzybowi. Nasz kapitan uderzył bez przyjęcia i zrobił to niecelnie. Może gdyby przyjął sobie futbolówkę, zdołałby strzelić celnie, a tak… Tak czy inaczej po przerwie gra naszego zespołu uległa zdecydowanej poprawie przez co Mariusz Pawełek miał zdecydowanie więcej pracy niż przed przerwą.

W 63. minucie piłka po raz drugi wylądowała w bramce Bartka Drągowskiego. Radość piłkarzy i kibiców Śląska nie trwała jednak długo, gdyż strzelający na naszą bramkę kapitan wrocławian – Piotr Celeban był na pozycji spalonej. Następnie tempo nieco spadło i na kolejne sytuacje podbramkowe musieliśmy czekać do 76. minuty, wówczas znów zrobiło się bardzo groźnie pod naszą bramką, ale nad wszystkim czuwał Rafał Grzyb, który wybił piłkę w bardzo groźnej sytuacji.

W 77. minucie na kolejny strzał z dystansu zdecydował się Konstantin Vassiljev. Piłka podobnie jak w 42. minucie sprawiła Pawełkowi sporo problemów. Bramkarz gości ponownie wybił piłkę przed siebie, gdzie tym razem czekał na nią Karol Świderski. Świder bez skrupułów skorzystał z prezentu i pewnym strzałem pod poprzeczkę dał prowadzenie naszemu zespołowi! Niesamowitego nosa miał trener Probierz, który wprowadził Świderskiego trzy minuty wcześniej.

Końcowe minuty upłynęły na obronie wyniku. To Śląsk w pogoni za choćby jednym punktem przycisną gospodarzy, którzy tylko raz za sprawą Piotrka Grzelczaka mogli pokusić się o kolejną bramkę. W ostatnich sekundach dwukrotnie, kapitalnie interweniował Bartek Drągowski, którego parady doprowadziły do rozpaczy zawodników przyjezdnych. Kilka sekund później sędzia Frankowski zakończył spotkanie a Bartek tonął w objęciach nie tylko swoich kolegów z drużyny ale również dumnego ze swojego podopiecznego trenera Grzegorza Kurdziela.

To nie był łatwy mecz dla naszego zespołu, ale najważniejsze, że Żółto-Czerwoni rozstrzygnęli go na swoją korzyść. Za tydzień widzimy się w Poznaniu, gdzie gościć będziemy na boisku aktualnego mistrza kraju – Lecha Poznań.

Białystok 19.02.2016r., godz. 18:00

Jagiellonia Białystok 2 (1:1) 1 Śląsk Wrocław

0:1 – Hołota 17’ (rzut karny)

1:1 – Grzyb 42’

2:1 – Świderski 77’

Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń)

Jagiellonia Białystok: Drągowski – Sirok ŻK (46. Burliga), Tarasovs, Madera, Wasiluk ŻK – Grzyb, Romanczuk ŻK – Frankowski (85. Mackiewicz), Vassiljev, Grzelczak – Cernych (74. Świderski).

Śląsk Wrocław:  Pawełek – Ostrowski ŻK, Dwali, Celeban, Pawelec ŻK – Hołota ŻK (89. Kaczmarek), Gecov – Pich (86. Grajciar), Gosztonyi (46. Kiełb), Morioka – Biliński ŻK.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00