AktualnościBez goli przy Słonecznej

Bez goli przy Słonecznej

        W trzecim meczu rundy dodatkowej w grupie spadkowej Żółto-Czerwoni podzielili się przy Słonecznej punktami z Górnikiem Zabrze. Mimo kilku dogodnych sytuacji stworzonych przez zawodników obu zespołów nikomu nie udało się pokonać bramkarza drużyny przeciwnej i mecz zakończył się wynikiem 0:0.

Od początku spotkania drużyną przeważającą byli goście. Górnicy stworzyli sobie kilka dogodnych okazji. Kilkukrotnie dośrodkowywali w piłkę w pole karne Drągowskiego z rzutów rożnych oraz wolnych, a także po bardzo dobrze przygotowanych akcjach. Efektem tego mogła być szybko stracona bramka przez nas zespół, co było blisko w 10. minucie meczu, kiedy bliski pokonania naszego bramkarza był Rafał Kurzawa. Na nasze szczęście pomocnik zabrzan trafił w poprzeczkę.

Nasz zespół skupiał się raczej na przeszkadzaniu gościom i czekaniu na dogodną okazję do kontrataku. Pierwsza groźna okazja do szybkiego ataku przyszła w 17. minucie. Z piłką lewą stroną pobiegł Karol Świderski. Nasz napastnik widząc wbiegającego w pole karne Fiodora Cernych zdecydował się na podanie, ale jego próba była za silna by Litwin był w stanie przyjąć futbolówkę bądź próbować uderzenia z pierwszej piłki. Po chwili z dystansu uderzał jeszcze Tomasik, ale piłka po jego uderzeniu poszybowała wysoko nad bramką.

Po chwili znów mocniej zaatakowali Górnicy. Najpierw nieznacznie z linii pola karnego przestrzelił Armin Cerimagić, a następnie w kapitalnej stuprocentowej sytuacji pojedynek z Bartkiem Drągowskim przegrał Jose Kante. Instynktowna interwencja naszego bramkarza z pewnością nie umknie uwadze osobom odpowiedzialnym za nominacje do interwencji kolejki, a być może nawet i sezonu. Kantemu pozostało tylko schować głowę w koszulce, a Drągowskiemu pobudzenie swoich kolegów z linii obronnej, którzy dali się wymanewrować dwójce Gergel-Kante.

Żółto-Czerwoni poważniej bramce Górnika zagrozili po upływie 30 minut pierwszej połowy. Z lewej strony dośrodkował płasko Karol Mackiewicz, a sytuację wykończyć próbował Karol Świderski, którego uderzenie skutecznie zablokował jeden z obrońców drużyny Jana Żurka. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, zza pola karnego ponownie uderzał Świderski, jego próba była jednak zbyt słaba, a dodatkowo trafiła w stojącego w polu karnym Grzegorza Kasprzika Tarasa Romanchuka, spalonego nie było, ale nic z tej akcji już się nie wydarzyło, gdyż przyjezdni zdołali skutecznie wybić piłkę poza swoją szesnastkę.

Oba zespoły nie rezygnowały z kolejnych prób otworzenia wyniku jeszcze przed przerwą. Pierwsi spróbowali goście. Dośrodkowanie Cerimagicia dotarło na głowę Adama Dancha. Kapitan Górnika uderzył jednak nieczysto, a piłkę po koźle wypiąstkował z pola bramkowego Drągowski. W odpowiedzi z dystansu uderzył Mackiewicz, jego uderzenie sprawiło co prawda nieco problemów bramkarzowi Górnika, który odbił piłkę, zamiast ją złapać, ale czujnie zachowali się jego koledzy, którzy zażegnali niebezpieczeństwo i odcięli od możliwości dobitki Świderskiego. Ostatecznie na przerwę oba zespoły schodziły przy stanie 0:0.

Po przerwie lepiej zaczęli gospodarze, którzy w 52. minucie byli bliscy pokonania Grzegorza Kasprzika. Fiodor Cernych zagrał prostopadłe podanie na wolne pole do Konstantina Vassiljeva. Estończyk przyjął futbolówkę, wbiegł w pole karne i oddał mocny strzał. Uderzenie naszego pomocnika przeleciało niestety nad prawym okienkiem zabrzańskiej bramki. Kilka minut później po dośrodkowaniu z rzutu rożnego odpowiedzieć próbował Górnik Zabrze. Uderzenie Jose Kante przeleciało jednak w znacznej odległości obok naszej bramki.

W 61. minucie było już zdecydowanie groźniej pod naszą bramkę. W pole karne dośrodkował Kurzawa, piłkę próbował przeciąć Szymonowicz, ale ta prześlizgnęła mu się po nodze i trafiła w Szymona Matuszka. Pomocnik Górnika był tym nieco zaskoczony przez co nie zdołał opanować piłki, którą po chwili, na szczęście, wybili gospodarze.

Trener Michał Probierz chcąc dać kolejny impuls do jeszcze lepszej gry swojej drużynie przeprowadził pierwszą zmianę. Na boisku pojawił się Przemek Mystkowski, a na ławkę powędrował Karol Świderski. Po chwili Mystkowski brał udział w bardzo składnej akcji swojego zespołu zakończonej obronionym strzałem Fiodora Cernycha. Po chwili okazało się jednak, że nawet gdyby Cernych się przełamał, to bramka i tak nie zostałaby uznana, gdyż podający piłkę Mackiewicz wypuścił ją sobie za mocno w efekcie czego ta nieznacznie przekroczyła linię końcową boiska na chwilę przed zagraniem do Litwina.

W 67. minucie w ekwilibrystyczny sposób Kasprzika pokonać próbował Dawid Szymonowicz. Nasz obrońca wykorzystał zamieszanie w polu karnym po dośrodkowaniu Vassiljeva, ale piłka powędrowała nad bramką i spadła pomiędzy kibicami. Dwie minuty później Szymonowicz znów walczył o piłkę w polu karnym Górnika i został kopnięty w twarz przez Matuszka. Wszystko doskonale widział sędzia Musiał, który był w tej sytuacji bardzo dobrze ustawiony. Arbiter z Krakowa nie zdecydował się jednak odgwizdać jedenastki czym rozwścieczył zarówno kibiców naszej drużyny, jak i cały nasz zespół z trenerem Probierzem na czele. Nie ma się co dziwić, kontakt nogi zawodnika Górnika z twarzą obrońcy Jagiellonii niewątpliwie miał miejsce, więc nieodgwizdanie tej sytuacji na korzyść Jagiellonii było totalnie niezrozumiałe.

Żółto-Czerwoni znów mocniej przycisnęli przyjezdnych w ostatnich dziesięciu minutach. Najpierw dobrą okazję stworzyli Cernych do spółki z Vassiljevem i wpuszczonym kilka minut wcześniej na boisko Alvarinho. Kasprzika próbował zaskoczyć ten ostatni. Portugalczyk niepotrzebnie próbował przekładać piłkę do swojej lepszej, lewej nogi. W ten sposób dał czas na poprawienie nienajlepszego ustawienia obrońcom Górnika, którzy ostatecznie zablokowali uderzenie skrzydłowego Jagiellonii. Po chwili w pole karne dogrywał Tomasik, do piłki doszedł Mystkowski, ale jego uderzenie zostało zablokowane. Górnicy poczuli zagrożenie i postanowili przesunąć się do przodu. Kilka razy dograli piłkę w pole karne, próbowali uderzać, ale czujność w bramce zachował Drągowski. Na boisku robiło się coraz bardziej nerwowo. Wszystko przy bocznej linii próbował uspokajać Michał Probierz, który chciał by jego zawodnicy nie dali się ponieść emocjom, by nie dali się wybić z uderzenia i poszukali jeszcze jakiejś dogodnej okazji w końcowych minutach.

Ostatecznie jednak takiej nie udało się już stworzyć ani gospodarzom, ani gościom. Nie pomogły nawet dodatkowe cztery minuty doliczone przez głównego arbitra. Po zwycięstwie z Górnikiem Łęczna i porażce we Wrocławiu Żółto-Czerwoni zremisowali przed własną publicznością z Górnikiem Zabrze. Mimo, że jeden punkt za wiele nie zmienia w sytuacji Jagiellonii i Górnika, to trzeba szanować punkt, który nie przyszedł tak łatwo w te niedzielne popołudnie. Za tydzień znów przy Słonecznej Jagiellonia podejmie Podbeskidzie Bielsko-Biała. Do zobaczenia!

Białystok 24.04.2016r. | godz. 15:30

Jagiellonia Białystok 0 (0:0) 0 Górnik Zabrze

Jagiellonia Białystok: Drągowski – Sirok, Tomelin, Szymonowicz, Tomasik – Romanchuk, Grzyb –Cernych, Vassiljev, Mackiewicz (73. Alvarinho) – Świderski (63 Mystkowski).

Górnik Zabrze: Kasprzik – Danch, Kopacz, Oss – Matuszek ŻK, Kurzawa, Przybylski, Kallaste –  Gergel (77. Steblecki), Cerimagić (81. Janota) – Jose Kante (86. Skrzypczak).

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00