AktualnościCLJ: Trenerzy po półfinale

CLJ: Trenerzy po półfinale

Jagiellonia Białystok przegrała z Pogonią Szczecin 1:2 w rewanżowym meczu półfinałowym Centralnej Ligi Juniorów. Oto, co po spotkaniu powiedzieli trenerzy obu zespołów – Tomasz Kulhawik i Paweł Cretti. 

Tomasz Kulhawik (trener Jagiellonii): – Pierwszy raz mam okazję siedzieć na tym miejscu, o czym też sam zawsze marzyłem. Na meczach Ekstraklasy zazwyczaj siedziałem wśród dziennikarzy, a teraz sam jestem tutaj. Marzenia się spełniają. Chłopcy także bardzo długo czekali na ten mecz, bo się śmiałem, że Marcin Listkowski z Pogoni ma więcej występów na tym boisku niż moi zawodnicy.

– Przede wszystkim, chciałbym podziękować kibicom, bo uważam, że ten mecz to było święto Jagiellonii i jej akademii. Trzy tysiące kibiców na trybunach… Ci chłopcy swoją grą przez cały sezon sprawili, że ludzie zaczęli się nimi interesować. Sam fakt, że było tylu kibiców na piłce juniorskiej w Białymstoku, chyba jeszcze się nigdy nie przytrafił. Podziękowania dla kibiców, ale także dla zawodników, bo oni swoją grą i ciężką pracą na treningach w przeróżnych warunkach zasłużyli na takie święto, jakie mieli dzisiaj. Dziękuję też trenerowi Pogoni za miłe słowa.

– Przechodząc do meczu, to początek był dla nas i udało się strzelić bramkę. Później mieliśmy taki moment, gdy błyszczały indywidualności Piotrowskiego, Walskiego, Listkowskiego czy Jarocha, na które byliśmy przygotowani, choć moim zdaniem dzisiaj znakomite zawody rozegrał Sebastian Kowalczyk. Oni w drugiej części pierwszej połowy zaczęli dryblować, nabrali pewności siebie, przez co my nieco uciekliśmy od tej gry.

– Przeciętnie broniliśmy w bocznych sektorach boiska, no i dwie bramki straciliśmy praktycznie po stałych fragmentach gry. Przy pierwszej był to wyrzut z autu i trochę naszego gapiostwa w ustawieniu, a następnie był inny element, na który mieliśmy uważać, czyli rozpoczynanie akcji przez bramkarza Pogoni. W Szczecinie Pogoń wiele razy wprowadzała piłkę do gry poprzez długi wykop bramkarza, a dzisiaj Piotrowski, na którego wzrost nie mieliśmy odpowiedzi w tym spotkaniu, wygrał piłkę w powietrzu, która spadła pod nogi napastników, a Gracjan Jaroch jest na tyle szybki i bystry, że najlepiej się odnalazł w tej sytuacji – wyszedł sam na sam i zdobył bramkę na 2:1.

– Cierpimy w szatni, chłopcy płaczą i łatwo nie będzie, ale się nie poddamy. Praktycznie cały zespół ma jeszcze rok na osiągnięcie sukcesu. Dzisiaj tylko Kacper Piechniak, który grał z kontuzją, rozegrał swój ostatni mecz na tym poziomie. Prawie cały zespół jednak pozostaje. Mam nadzieję, że część chłopców zostanie wyróżnionych za swoją grę otrzymaniem szansy choćby w okresie przygotowawczym u trenera Probierza.

– Druga połowa była zdecydowanie dla nas, ale to też dlatego, że Pogoń pozwoliła nam grać. Zabrakło nam jednak trochę do zdobycia drugiej bramki. Nie chcę mówić, czy przegraliśmy zasłużenie czy niezasłużenie, ale okazaliśmy się słabsi. Mam nadzieję, że za rok również dostaniemy szansę i ta przygoda, którą przeżyliśmy teraz, zaowocuje osiągnięciem finału w przyszłym sezonie.

– Zdobyliśmy szybko pierwszą bramkę, więc nie można mówić, że chłopcom otoczka tego meczu splątała nogi. Co innego, gdybyśmy to my stracili szybkiego gola. Myślę, że na początku spotkania nie wyglądaliśmy najgorzej, będąc przy piłce, ale jakby strzelona bramka nas trochę uśpiła, a Pogoń też nabrała wiatru w żagle. Chłopcy byli podnieceni tym wydarzeniem, na pewno je przeżywali i cieszyli się z tego, aczkolwiek ja już wcześniej mówiłem, że nie wiem, czy boisko naturalne będzie naszym sprzymierzeńcem. Wszyscy wiemy, że na co dzień trenujemy na sztucznej murawie i jako trener wolałbym rozegrać ten mecz na boisku bocznym, bo tam jest nasze ‘środowisko naturalne’. Jednakże ten dzisiejszy występ był dla chłopców nagrodą i bardzo dziękuję klubowi, że stanął na wysokości zadania, bo wiem, że rozmowy w tym temacie nie były wcale proste. Być może troszkę chłopcom pętało nogi, ale to było ich święto. Słodko-gorzkie, bo szkoda, że przegraliśmy, ale cóż – życie toczy się dalej. Postaramy się za rok wrócić na ten stadion.

Paweł Cretti (trener Pogoni): Znamy się z Tomkiem dobrze, bo razem robiliśmy uprawnienia trenerskie. Bardzo go lubię i cenię jako trenera. Już przed pierwszym meczem powiedziałem mu, że trafiliśmy na siebie w półfinale. To była nasza wina, bo Jagiellonia zrobiła wszystko, aby tak nie było, wygrywając swoją grupę, a my zajęliśmy drugie miejsce. Gdybyśmy my wygrali swoją grupę, to jestem przekonany, że spotkalibyśmy się w finale, bo uważam, że te dwa zespoły, szanując oczywiście drużyny Lecha i Legii, powinny się spotkać w finale. Jestem pod dużym wrażeniem gry Jagiellonii, zważywszy na to, że to są chłopcy z rocznika 1998 i 1999. To przebogaty rocznik, czego zazdroszczę trenerowi Kulhawikowi. Oczywiście nie tej sytuacji, w której obecnie jest, bo na pewno odczuwa zawód, ale w przyszłym sezonie to będzie najlepszy zespół w Polsce. My też zbudujemy na pewno silną drużynę i mam nadzieję, że spotkamy się również w przyszłym roku.

– Jeśli chodzi o tę rywalizację, to była ona bardzo wyrównana. W pierwszym meczu trochę brakowało nam szczęścia, ale dzisiaj je mieliśmy. Ja nie jestem osobą, która będzie mówić, że wygraliśmy zasłużenie. Uważam, że w tym meczu wszystko mogło się zdarzyć. Przyjechaliśmy na piękny stadion, na którym było wielu kibiców. Jako trener pierwszy raz miałem okazję uczestniczyć w takim święcie, wielu chłopców też.

– Na początku meczu chłopcy z Jagiellonii nas zaskoczyli rozegraniem stałego fragmentu gry, co nie powinno się zdarzyć. Piękne rozegranie rzutu rożnego i w głowie pojawiły się czarne myśli, ale wierzyłem w naszych chłopców i cały czas będę w nich wierzył. Jestem ich trenerem i jestem im oddany. To są chłopcy, z którymi długo pracuję. Podnieśliśmy się i bardzo się z tego cieszymy. Raz jeszcze gratuluję zespołowi, jaki zbudował Tomek, a my się cieszymy i śpiewamy w szatni. Mamy długą, ale szczęśliwą podróż do Szczecina.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00