AktualnościGórski: Jaga nagrodą za ciężką pracę

Górski: Jaga nagrodą za ciężką pracę

– Trenując z Ljuboją lub rywalizując z Immobile wiedziałem, że mogę zakotwiczyć na wysokim poziomie. Tak się nie stało, ale odbudowałem się i dzisiaj gram dla Jagiellonii. W sobotę nie interesuje mnie innego, poza punktami dla Jagi – powiedział w obszernym wywiadzie z jagiellonia.pl napastnik „Żółto-Czerwonych”, Maciej Górski.

Jagiellonia.pl: W sobotę możesz zadebiutować w barwach Jagiellonii w meczu z Legią. Na stadionie przy Łazienkowskiej rozegrałeś pierwsze spotkanie w Ekstraklasie właśnie w barwach „Wojskowych”. Czy sobotnie starcie będziesz traktował w szczególny sposób?

Maciej Górski: Może nie traktuję tego spotkania w szczególny sposób, ale nie jest też tajemnicą, że w Legii spędziłem wiele lat, trenowałem z drużyną występującą w Młodej Ekstraklasy oraz z pierwszym zespołem. Oczywiście wrócą wspomnienia, ale to jest już przeszłość. W sobotę nie interesuje mnie nic innego, tylko punkty dla Jagi.

Jagiellonia.pl: Relacje między kibicami Legii i Jagiellonii nie są, delikatnie mówiąc, najlepsze. Czy czuć w drużynie specjalną mobilizację przed spotkaniem z mistrzem Polski?

MG: Przyznam, że nie ma jakiegoś wielkiego spięcia. Oczywiście przed nami odprawy i przygotowania taktyczne, dlatego wszystko jeszcze przed nami. Oczywiście koncentracja jest, chociaż wszystko w granicach rozsądku. Czasami, przy nadmiernym napompowaniu może łatwo ujść powietrze, a wtedy łatwo o błędy. W sobotę musimy rzetelnie wybiegać swoje, zrealizować założenia i to pomoże nam w osiągnięciu korzystnego rezultatu. Poza tym wszyscy widzieliśmy ostatnie mecze Legii i nie da się ukryć, że warszawski zespół nie jest w optymalnej dyspozycji. Moim zdaniem drużyna z Łazienkowskiej jest w naszym zasięgu.

Jagiellonia.pl: Jak duże, twoim zdaniem, znaczenie dla postawy Legii będzie miał udział tak wielu piłkarzy w EURO 2016 oraz liczne transfery z klubu?

MG: Jestem pewien, że wszystkie te sprawy zostały uwzględnione przez trenera Probierza. Jeżeli będziemy stosować się do jego uwag, to powinno być dobrze. Zapewne zagramy z kontry i kilka sytuacji sobie stworzymy. Musimy być skoncentrowani w ofensywie i defensywie. Legia ma znakomitych piłkarzy ze świetnymi statystykami, ale z drugiej strony i oni zmagają się ze swoimi problemami. Plotki głoszą, że szykują się kolejne odejścia z klubu, zobaczymy, czy to wpłynie w jakikolwiek sposób na rywali. My nie zaprzątamy sobie tym głowy, tylko patrzymy na siebie.

Jagiellonia.pl: Nie obawiasz się, że oczekiwania Kibiców wobec was przed meczem z Legią nie są zbyt duże?

MG: Dlaczego? Cieszę się, że Kibice jasno określili swoje oczekiwania. Moim zdaniem mamy solidne podstawy, aby być optymistami przed spotkaniem w Warszawie.

Jagiellonia.pl: Chociaż od twojego pobytu w Legii minęły cztery lata, w zespole jest jeszcze kilku starych znajomych, m.in. Jakub Kosecki i Michał Kucharczyk. Znajdziesz czas na spotkanie z nimi?

MG: Dawno z nimi się nie widziałem. Kiedy oni występowali w najwyższej klasie rozgrywkowej, kolekcjonowali trofea, ja tułałem się po niższych ligach. Fajnie będzie spotkać się z nimi po latach, ale uprzejmości skończą się wraz z pierwszym gwizdkiem. Każdy chce udanie zainaugurować sezon. Cieszę się, że zaczynamy z Legią, bo to będzie fajna weryfikacja tego, co do tej pory wykonaliśmy.

Jagiellonia.pl: Przez cztery lata tułałeś się po klubach z I i II ligi. Dlaczego, mając opinię olbrzymiego talentu, dopiero teraz otrzymałeś szansę na regularną grę w Ekstraklasie?

MG: Zawsze miałem łatwość w odnajdywaniu się w polu karnym. Niestety, w pewnym momencie za bardzo chciałem, pojawiła się wewnętrzna presja. Nie szło to w dobrym kierunku, w końcu powstała totalna blokada. Dopiero w ostatnich dwóch sezonach wróciłem na właściwe tory i dzięki udanym występom, najpierw w Zniczu, a potem w Chrobrym zapracowałem na angaż u trenera Probierza. Stąd chcę apelować do młodszych kolegów, aby nigdy się nie podłamywali, tylko ciężko pracowali. Ja też miałem chwile zwątpienia. Pojawiały się nawet myśli, czy futbol jest dla mnie, czy nie powinienem zająć się czymś innym. Nikt nie chciał mnie testować, z drugiej strony nie broniły mnie liczby. Gole strzelałem incydentalnie, a przecież gram jako napastnik. Dzisiaj wiem, że w piłce trzeba mieć mnóstwo cierpliwości, nieustępliwości. W przeszłości podjąłem wiele złych decyzji, ale jakoś udało mi się wyjść na prostą. Nie zawsze pamiętałem, że piłkarzem jest się przez 24 godziny na dobę, a nie tylko podczas treningów. Trochę czasu mi uciekło, straciłem go bezpowrotnie, ale chcę o tym zapomnieć i cieszyć się grą w Ekstraklasie od nowa.

Jagiellonia.pl: Jako młody chłopak doświadczyłeś futbolu z najwyższego poziomu. Podczas turnieju Viareggio Cup zmierzyłeś się z rówieśnikami z Juventusu, w którym grał wtedy Ciro Immobile, w Legii trenowałeś u boku Danijela Ljuboi. Czy w momentach kryzysu przychodziła refleksja, że wielki futbol przeszedł Ci obok nosa?

MG: Oczywiście, że się pojawiały. Nie pomagały również komentarze z zewnątrz. Gdzieś krążyły mi myśli, że mogłem zakotwiczyć na poziomie Ljuboi czy Immobile. Niestety, mi się to nie udało, ale lepiej wyciągnąć nauczkę z błędów młodości. To pomogło mi trafić do Jagiellonii. W przeciwnym razie mógłbym dzisiaj grać w piłkę rekreacyjnie z kolegami na podwórku i wspominać, że kiedyś wiodło mi się lepiej. Trzeba do końca walczyć o swoje. Nigdy nie wiesz, kto siedzi na trybunach i Cię obserwuje.

Jagiellonia.pl: W młodym wieku zderzyłeś się również z patologią w polskim futbolu, bo pobyt w Gorzowie Wielkopolskim do najprzyjemniejszych nie należał.

MG: Moim zdaniem coś takiego nie powinno się nigdy wydarzyć, mam na myśli wszystkie nieprzyjemności, które spotkały nas w Gorzowie. Tam zetknęliśmy się z piłkarską patologią. Można sobie wyobrazić przeprowadzkę z Legii, w której wszystkie mieliśmy podane pod nos, do GKP, gdzie nieraz brakowało wody na treningu, nie wspominając o zapleczu do treningu, jakichkolwiek odżywkach, pensjach czy innych kwestiach. Po prostu decyzję o wypożyczeniu podjąłem spontanicznie, bez przemyślenia jej na chłodno. Za bardzo się podpaliłem, co nie wyszło mi na dobre.

Jagiellonia.pl: Z drugiej strony była to próba charakteru.

MG: Można na to spojrzeć również z tej strony. Miałem wtedy 20 lat i można było się załamać widząc, w jakich warunkach przyszło nam grać w piłkę. Ostatecznie drużyna nie dokończyła sezonu, a ja wróciłem do Warszawy. Również kolejne decyzje nie były do końca przemyślane z mojej strony. W końcu postanowiłem zrobić krok wstecz, trafiłem do drugiej ligi, do Znicza Pruszków. Tam miałem okazję współpracować z trenerem Banasikiem, który prowadził mnie w Młodej Legii. Dzięki temu odbudowałem się, znowu zacząłem strzelać gole i pojawiły się zapytania z I ligi oraz Ekstraklasy. Po długim namyśle postawiłem na Chrobrego i nie zawiodłem się. Wiem, że przykre doświadczenia wyniesione z Gorzowa i Sandecji spowodowały u mnie zmianę myślenia pod kątem doboru klubu. Decyzje podejmuję na chłodno i na razie nie narzekam.

Jagiellonia.pl: W Zniczu stworzyliście dobry zespół. Trener Banasik odpowiednio was poukładał, a Wy dotarliście do ćwierćfinału zmagań o Puchar Polski, w którym ulegliście Lechowi Poznań.

MG: Co prawda bohaterami tamtej edycji została drużyna Błękitnych Stargard Szczeciński, która dotarła do półfinału.

Jagiellonia.pl: I też odpadli z Lechem Poznań.

MG: To prawda, ale my dostaliśmy od „Kolejorza” tęgie lanie w Pruszkowie. Po drodze wyeliminowaliśmy jednak Zagłębie Lubin i Termalikę. Tamte wygrane dodały nam wiary we własne umiejętności. Już wtedy chcieliśmy awansować do I ligi, ale trener Banasik nie miał szerokiej kadry. Było niewielu zawodników o określonej jakości, a połączenie zmagań ligowych z pucharowymi totalnie nas „zarżnęło”. Z drugiej strony dzięki zmaganiami o Puchar Polski udowodniłem sobie, że stać mnie na udaną rywalizację z piłkarzami znanymi z Ekstraklasy. Z „Miedziowymi” i „Słoniami” graliśmy jak równy z równym. Przeciwko Lechowi zagraliśmy za bardzo otwarty futbol. Chcieliśmy wygrać w Pruszkowie, a „Kolejorz” solidnie nas za to skarcił. Mimo tego w Zniczu odbudowałem się, a trener Banasik przekonał mnie, że umiem strzelać gole.

Jagiellonia.pl: Z drugiej strony była to próba charakteru.

MG: Można na to spojrzeć również z tej strony. Miałem wtedy 20 lat i można było się załamać widząc, w jakich warunkach przyszło nam grać w piłkę. Ostatecznie drużyna nie dokończyła sezonu, a ja wróciłem do Warszawy. Również kolejne decyzje nie były do końca przemyślane z mojej strony. W końcu postanowiłem zrobić krok wstecz, trafiłem do drugiej ligi, do Znicza Pruszków. Tam miałem okazję współpracować z trenerem Banasikiem, który prowadził mnie w Młodej Legii. Dzięki temu odbudowałem się, znowu zacząłem strzelać gole i pojawiły się zapytania z I ligi oraz Ekstraklasy. Po długim namyśle postawiłem na Chrobrego i nie zawiodłem się. Wiem, że przykre doświadczenia wyniesione z Gorzowa i Sandecji spowodowały u mnie zmianę myślenia pod kątem doboru klubu. Decyzje podejmuję na chłodno i na razie nie narzekam.

Jagiellonia.pl: W Zniczu stworzyliście dobry zespół. Trener Banasik odpowiednio was poukładał, a Wy dotarliście do ćwierćfinału zmagań o Puchar Polski, w którym ulegliście Lechowi Poznań.

MG: Co prawda bohaterami tamtej edycji została drużyna Błękitnych Stargard Szczeciński, która dotarła do półfinału.

Jagiellonia.pl: I też odpadli z Lechem Poznań.

MG: To prawda, ale my dostaliśmy od „Kolejorza” tęgie lanie w Pruszkowie. Po drodze wyeliminowaliśmy jednak Zagłębie Lubin i Termalikę. Tamte wygrane dodały nam wiary we własne umiejętności. Już wtedy chcieliśmy awansować do I ligi, ale trener Banasik nie miał szerokiej kadry. Było niewielu zawodników o określonej jakości, a połączenie zmagań ligowych z pucharowymi totalnie nas „zarżnęło”. Z drugiej strony dzięki zmaganiami o Puchar Polski udowodniłem sobie, że stać mnie na udaną rywalizację z piłkarzami znanymi z Ekstraklasy. Z „Miedziowymi” i „Słoniami” graliśmy jak równy z równym. Przeciwko Lechowi zagraliśmy za bardzo otwarty futbol. Chcieliśmy wygrać w Pruszkowie, a „Kolejorz” solidnie nas za to skarcił. Mimo tego w Zniczu odbudowałem się, a trener Banasik przekonał mnie, że umiem strzelać gole.

Jagiellonia.pl: Jakie są wasze relacje z Fedorem?

MG: Bardzo dobre, siedzimy obok siebie w autokarze i zawsze mogę liczyć na jego pomoc. Rywalizacja między nami toczy się tylko na boisku. Poza nim nasze relacje są wzorowe.

Jagiellonia.pl: Czy przychodząc do Jagiellonii poczułeś, że odzyskałeś nowe piłkarskie życie?

MG: Oczywiście! Co ciekawe, na początku mojej przygody ze Zniczem rozgrywałem sparing z Jagiellonią i wtedy nawet nie marzyłem, aby ponownie zagrać w Ekstraklasie. Po prostu chciałem się odbudować, a dzisiaj jestem w Białymstoku. Za mną dwa udane lata, teraz priorytetem jest ciężka praca. Ona zostanie nagrodzona.

Jagiellonia.pl: Czy zdążyłeś już poznać miasto?

MG: Trochę tak, ale w tej chwili jestem na etapie organizowania rzeczy do mieszkania. Wspólnie z narzeczoną zdążyliśmy już obejrzeć plac w centrum miasta (Rynek Kościuszki, przyp. red.) i bardzo nam się spodobało. Białystok jest ładnym, rozwijającym się miastem, a stadion prezentuje się mega. Nic, tylko trenować i dobrze grać dla Jagi!

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00