AktualnościOstatnim razem z Górnikiem na wyjeździe

Ostatnim razem z Górnikiem na wyjeździe

Tytuł tego artykułu przypominającego ostatni mecz wyjazdowy z Górnikiem Łęczna miał pierwotnie się nazywać ‘Ostatnim razem w Łęcznej’, ale od tego sezonu Zielono-Czarni występują nie na swoim własnym obiekcie, ale na Arenie Lublin. Oto, jak wyglądała ostatnia wyprawa Jagi na Lubelszczyznę, która miała miejsce w sezonie 2015/16.

W sobotę 17 października 2015 roku, w 12. kolejce, piłkarze Michała Probierza udali się do Łęcznej, aby przerwać serię trzech kolejnych porażek w meczach oficjalnych. Przed tym spotkaniem Żółto-Czerwoni przegrywali bowiem z Pogonią Szczecin (1:2) i Lechią Gdańsk (0:3) w lidze, a także z Zagłębiem Lubin (0:2) w Pucharze Polski. Białostoczanie zajmowali wówczas w tabeli dziewiąte miejsce z dorobkiem 14 punktów, ale jedenastego Górnika wyprzedzali tylko minimalnie lepszym bilansem bramkowym.

Dość nieoczekiwanie trener Probierz posadził na ławce rezerwowych zawodników, którzy chwilę wcześniej byli na zgrupowaniach swoich reprezentacji, czyli Fiodora Cernycha, Konstantina Vassiljeva i Igorsa Tarasovsa, których zastąpili Karol Mackiewicz, Alvarinho oraz Rafał Augustyniak. Mimo to, pierwszą dobrą okazję stworzyli sobie Żółto-Czerwoni, gdy po kwadransie gry bardzo ładne długie podanie Rafała Grzyba trafiło do wspomnianego Mackiewicza, ale ten uderzeniem z powietrza posłał piłkę obok słupka.

Dalsze minuty w pierwszej połowie należały do Górników, którzy wykorzystywali fatalne straty Żółto-Czerwonych w środku pola i na własnej połowie. W 29. minucie gry błąd popełnił Przemysław Frankowski, kontrę gospodarzy wyprowadził Grzegorz Piesio, a po jego prostopadłym podaniu Bartosz Śpiączka pokonał w sytuacji sam na sam Bartłomieja Drągowskiego.

Dosłownie chwilę później pomylił się Sebastian Madera. Tym razem w kontrze Śpiączka dogrywał piłkę w pole karne do Piesia, ale ten uderzył centymetry obok bramki Żółto-Czerwonych. Niefrasobliwość Jagiellończyków trwała jednak w najlepsze. W 39. minucie spotkania znowu stracił piłkę Frankowski, Grzegorz Bonin świetnym podaniem uruchomił Grzegorza Piesia, a ten po ograniu Sebastiana Madery pięknym technicznym strzałem podwyższył na 2:0.

Tuż przed przerwą część win odkupił Frankowski, który po pięknym długim zagraniu Rafała Augustyniaka wykorzystał nieporozumienie między Silvio Rodiciem i Leandro, zdobywając uderzeniem z powietrza gola kontaktowego.

Jaga dobrze skończyła pierwszą połowę i równie dobrze rozpoczęła drugą. W 52. minucie w kontrataku Żółto-Czerwonych Karol Mackiewicz zagrał prostopadle w pole karne do Piotra Grzelczaka, ten oddał słaby płaski strzał na bramkę Rodicia, ale ku zaskoczeniu wszystkich golkiper gospodarzy przepuścił piłkę pod pachą, dzięki czemu na tablicy świetlnej był już remis 2:2.

Ostatnie słowo należało jednak do Górnika, bowiem w 66. minucie gry precyzyjne płaskie uderzenie zza pola karnego Grzegorza Bonina zaskoczyło Bartłomieja Drągowskiego, a Zielono-Czarni zdobyli zwycięskiego gola w tym spotkaniu.

Mecz ten nie musiał się jednak zakończyć takim wynikiem. W końcówce Jagiellończycy próbowali doprowadzić do wyrównania, a najlepszej sytuacji do tego nie wykorzystał Konstantin Vassiljev, który w kontrataku Jagi znalazł się sam na sam z Rodiciem, ale podjął złą decyzję, nie oddał strzału i ostatecznie akcja spaliła na panewce, a Jagiellonia wyjechała z Łęcznej bez punktów, ponosząc czwartą porażkę z rzędu we wszystkich rozgrywkach.

– To są trudne momenty dla trenera. Po poprzednim sezonie była bardzo duża euforia, bo wychodziło nam bardzo dużo. Teraz mamy duży kryzys. Mieliśmy problemy, nad którymi pracowaliśmy i rzeczywiście – ze strony fizycznej to wszystko wyglądało lepiej, ale piłkarsko popełniliśmy zbyt proste błędy – mówił po tym spotkaniu trener Michał Probierz.

Jak się później okazało, Jaga jeszcze w tym samym sezonie zdołała się zrewanżować Górnikowi i to dwukrotnie. Dwa wiosenne mecze w Białymstoku zakończyły się dwiema wygranymi Żółto-Czerwonych – 1:0 i 2:0.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00