AktualnościMamrot: Lubię ciężką pracę, bez niej nie będzie wyników

Mamrot: Lubię ciężką pracę, bez niej nie będzie wyników

– Bez pracy nigdy wyników nie będzie, więc mogę zapowiedzieć, że zawodników czeka ciężka praca. Ja sam też lubię pracować i wymagać od siebie jak najwięcej. Uważam, że najważniejsze jest, aby to, co będziemy robić na treningach, umieć przekładać na mecze i do tego będziemy dążyć – mówi w wywiadzie z Jagiellonia.pl nowy trener Jagiellonii Białystok, Ireneusz Mamrot.

Trenerze, jest Pan cenioną postacią w 1. lidze, ale wielu kibiców Jagiellonii nie obserwuje na bieżąco tych rozgrywek, więc dla części z nich jest Pan postacią w pewnym sensie anonimową. Jak by się trener im przedstawił?

Najgorzej jest mówić o sobie (śmiech). Na pewno jestem człowiekiem wymagającym wobec piłkarzy, który lubi pracować oraz lubi, gdy ciężką pracę wykonują zawodnicy. Nie jestem zwolennikiem lekkiego trenowania czy też tego powiedzenia o grze „na świeżości”. Dla mnie ono nie istnieje. Bez pracy nigdy wyników nie będzie, więc mogę zapowiedzieć, że zawodników czeka ciężka praca. Ja sam też lubię pracować i wymagać od siebie jak najwięcej. Uważam, że najważniejsze jest, aby to, co będziemy robić na treningach, umieć przekładać na mecze i do tego będziemy dążyć. Media ostatnio sporo piszą, bo wiadomo, że w Głogowie pracowałem przez siedem lat, co w polskich warunkach jest ewenementem. Ten rekord pewnie szybko nie zostanie pobity, ale uważam, że nie tylko długość pracy, ale przede wszystkim jej jakość jest istotna.

Nasz kierownik drużyny, Arkadiusz Szczęsny, napisał na Twitterze, że Pana byli zawodnicy uznają Pana za „skromnego profesjonalistę pod każdym względem”, a nawet „pracoholika”. Wszystko się zgadza?

O tego pracoholika jest wiele pytań, ale ja się za takiego nie uważam. Niemniej jednak, lubię pracować i uważam, że to normalna rzecz. Pracując w klubie trener nie może się zajmować tylko pierwszym zespołem. Czasem musi też przyjść na trening rezerw czy juniorów, zobaczyć utalentowanych chłopaków. Bardzo lubię to robić, bo to mi sprawia przyjemność, dlatego nie traktuję tego jako uzależnienia.

Kiedy pojawił się temat Pana przyjścia do Jagiellonii?

W sobotę dostałem telefon od prezesa Kuleszy i nie ukrywam, że byłem tym zaskoczony. W środowisku piłkarskim jest często tak, że pewne rzeczy wypływają wcześniej i wiele się na dany temat wie, a to było dla mnie kompletne zaskoczenie. Nie spodziewałem się tego telefonu, bo wprawdzie latem miałem wiele propozycji, ale przede wszystkim z pierwszej ligi. To były kluby, które mają postawiony cel awansu do Ekstraklasy, natomiast gdy zadzwonił telefon od prezesa Kuleszy, to byłem zaskoczony i przez chwilę była cisza w telefonie. Prezes wyczuł w moim głosie to zaskoczenie, ale krótko porozmawialiśmy i umówiliśmy się na rozmowę telefoniczną następnego dnia. Przez noc mogłem to wszystko przemyśleć i oczywiście decyzja była „na tak”, bo jest to dla mnie duże wyzwanie. Takich propozycji po prostu nie można odrzucać. Przyjechałem tu z dużą radością, aczkolwiek zdaję sobie sprawę z tego, jakie są tu oczekiwania. Wiadomo, po jakim sukcesie jest drużyna. Często mówi się, że zmiany trenera następują w trudnym momencie, ale tak naprawdę wtedy jest to najlepszy moment do przejęcia drużyny. Gdy się nie układa, to wiadomo, co trzeba poprawić. Ten zespół ma dużo plusów, a ja mam swój pomysł na grę i pracę w Białymstoku. Mam nadzieję, że on się sprawdzi.

ie da się ukryć, że zastąpienie trenera Probierza w Białymstoku nie będzie łatwym zadaniem. Jak Pan podchodzi do tej sytuacji?

To jest chyba obecnie najczęstsze pytanie, z którym się spotykam. Nie ma wątpliwości, że trener Probierz wykonał tu wielką pracę i odniósł ogromny sukces. Należy się mu wielki szacunek, bo to, czego dokonał, zrobiło wielkie wrażenie nie tylko w Białymstoku, ale w całej Polsce. Ja jednak nie mogę o tym myśleć i do tego wracać. Muszę się zająć tym, co jest teraz, bo tylko na to mam wpływ.

Wymagania są duże, a czasu bardzo niewiele. Zaczyna Pan z „grubej rury”, bo już za dwa tygodnie startują eliminacje Ligi Europy.

I tutaj na pewno czeka nas najwięcej pracy. Trzeba będzie się nagłowić nad tym okresem przygotowawczym, bo potrwa on tylko dwa tygodnie i za chwilę czeka nas maraton meczów co trzy dni. Trzeba to wszystko rozsądnie poprowadzić, żeby nie popełnić żadnego błędu. Już zaczęliśmy nad tym pracować, ale wiele wyjaśnią nam również badania wydolnościowe. Wtedy będziemy wiedzieli, w którym kierunku powinniśmy pójść.

Kibice z pewnością chcieliby wiedzieć, jak Pan postrzega grę w europejskich pucharach? Nie ma wątpliwości, że udział w nich jest dużym doświadczeniem i wiąże się ze sporym prestiżem dla klubu, ale z drugiej strony mówi się również o „pocałunku śmierci”, bo rozpoczęcie sezonu dwa tygodnie wcześniej od pozostałych jest na pewno jakimś utrudnieniem, co później przekłada się na nie najlepsze wyniki „pucharowiczów” w lidze.

Jest to na pewno jakieś utrudnienie, bo trzeba sobie zadać pytanie, czy zrobić pełny okres przygotowawczy z dużymi obciążeniami, co na pewno sprawi, że forma na puchary nie będzie najwyższa, ale za to przyjdzie ona na ligę. Jeśli z kolei zdecydujemy się na lżejsze przygotowania, to jest szansa, żeby grać dobrze w pucharach, natomiast w pewnym momencie to się odbije na lidze. Jest to kłopot, bo w poprzednich sezonach Zagłębie Lubin, Piast Gliwice, Cracovia, Ruch Chorzów czy nawet Jagiellonia pokazały, że praktycznie wszystkie drużyny w Polsce mają problem z tym, żeby to pogodzić. Dlatego ważne będzie, żeby nasza kadra była szeroka i wyrównana, aby można było sobie pozwolić na rotacje, bo to pozwoli na odpowiednie rozłożenie sił naszych zawodników.

Wspomniał Pan o polityce kadrowej – ma już Pan w głowie zarys tego, jak to powinno wyglądać w Jagiellonii?

Wczoraj spotkałem się z prezesem i rozmawialiśmy na ten temat. Oczywiście, to jeszcze nie wszystko, bo późno przyjechałem do Białegostoku. Niemniej jednak, siedzieliśmy do późnej nocy i rozmawialiśmy o tym, a jeszcze dzisiaj będziemy to kontynuować. Jest jeszcze trochę niejasności, jak to będzie wyglądało. W ciągu 2-3 dni wiele powinno się wyjaśnić. Zobaczymy, jakie będą ubytki w drużynie i wtedy będziemy myśleć, na których pozycjach są potrzebne wzmocnienia i kogo powinniśmy sprowadzić. Dla mnie idealnie by było, gdyby ta kadra pozostała w niezmienionym kształcie, ale trochę świeżej krwi również jest potrzebne drużynie i by jej nie zaszkodziło.

Z pewnością ma Pan bardzo dobre rozeznanie na rynku pierwszoligowym, a i wiemy, że transfery z zaplecza ekstraklasy zazwyczaj wychodziły Jagiellonii na dobre. Ma Pan już w głowie nazwiska jakichś kandydatów do gry w Jagiellonii z tego szczebla rozgrywek?

No tak, przykłady Jacka Góralskiego i Dawida Szymonowicza pokazują, że Jagiellonia ma na tym rynku bardzo dobre rozeznanie. Ja również znam tych zawodników bardzo dobrze, bowiem grali przeciwko mojej drużynie. Wiele osób mówi, ze pomiędzy 1. Ligą a Ekstraklasą jest przepaść, ale tak do końca nie jest. Wymowny jest przykład przede wszystkim Jacka Góralskiego, który zrobił błyskawiczne postępy i trafił nawet do reprezentacji. W pierwszej lidze jest wielu zawodników, którym warto się przyglądać, aczkolwiek nie będę podawał ich nazwisk, żeby nie podpowiadać konkurencji. Z pewnością są tam jednak piłkarze, którzy mogliby powalczyć o miejsce w Jagiellonii. Wiadomo też, że taki zawodnik na początku potrzebuje trochę czasu, ale jeśli mentalnie jest odpowiednio przygotowany, to jest to kwestia mniej więcej pół roku, a później jest on bardzo wartościowym zawodnikiem dla drużyny. Nie trzeba się jednak skupiać tylko na zawodnikach z pierwszej ligi, bo każdy transfer, który podniesie jakość drużyny, będzie przeze mnie mile widziany. Jeden człowiek czasem może zrobić różnicę.

A co z Pańskiej pracy w Chrobrym Głogów by Pan najchętniej przeniósł do Jagiellonii?

Na pewno w Chrobrym mogłem cieszyć się dużym zrozumieniem i zaufaniem do mojej osoby. Zawodnicy wiedzieli, że muszą się podporządkować każdej mojej decyzji. Oczywiście, nie jestem żadnym tyranem, ale wiadomo, że w drużynie musi być szef i w Głogowie nigdy z tym nie było problemu. Jak się tak długo pracuje w jednym miejscu, mimo że ten warsztat ciągle jest zmieniany i ulepszany, to wiadomo, że pewne rzeczy robi się automatycznie i fajnie to funkcjonuje. Z pewnością nie przeniósłbym tutaj braku stabilizacji z Chrobrego, bo ta drużyna co pół roku była osłabiana. Jeśli chodzi o Jagiellonię, to oglądając jej mecze widać było, że ten zespół ma ogromny charakter i mam nadzieję, że pod moją wodzą to się nie zmieni, bo na chłopaków z Chrobrego pod tym względem również nie mogłem narzekać. W każdym meczu wykazywali oni bardzo duże zaangażowanie i wysoki poziom motoryczny. Chciałbym, żeby tak było również w Jagiellonii. Do tego dodałbym jeszcze dużą liczbę schematów w grze ofensywnej, nad którymi pracowaliśmy w Głogowie. Na to zawsze trzeba poświęcić bardzo dużo czasu i najdłużej czeka się na efekty.

Jak powinna wyglądać na boisku Jagiellonia pod wodzą trenera Mamrota?

Każdy ma swój pomysł. Na pewno nie mogę powiedzieć, że to było bardzo dobre i nie będę nic zmieniać. Z pewnością Jagiellonia pod względem taktycznym, zwłaszcza jeśli chodzi o defensywę, prezentuje bardzo wysoki poziom. Ja jednak też mam pomysł na pewne rzeczy i choć jest to ryzykowne, to chciałbym swoje piętno odbić na grze ofensywnej zespołu. Czy to się uda, to pokażą wyniki kolejnych meczów, ale na pewno mam jakiś pomysł i będę starał się go realizować.

W Chrobrym miał Pan okazję pracować przez siedem lat. Statystycy obliczyli, że były to dokładnie 2373 dni, co jest swego rodzaju ewenementem w naszych warunkach, ale to też musi być dodatkowym doświadczeniem, bowiem trenerom w Polsce rzadko pozwala się wychodzić z kryzysu, a w ciągu siedmiu lat takie trudne sytuacje w Głogowie musiały mieć miejsce.

To naprawdę dobre pytanie. Muszę przyznać, że o tym, ile dni pracowałem w Głogowie, dowiedziałem się dopiero wczoraj, bo do tej pory wiedziałem tylko, ile było lat. Rzeczywiście brzmi to nieprawdopodobnie. Powiem tak – jeśli chodzi o wychodzenie z kryzysów, to może zabrzmi to nieskromnie, ale jest to moja duża przewaga nad innymi trenerami, bo było ich naprawdę dużo. Takie się zdarzają w każdej drużynie, w każdym sezonie, ale w Polsce najczęściej jest tak, że gdy przychodzi kryzys, to się trenera zwalnia. W Głogowie tak nigdy nie było i zawsze potrafiliśmy wyjść z tego kryzysu, a następnie łapaliśmy dobrą serię punktową i wracaliśmy na dobre tory. Nikt nie chce przeżywać porażek, ale z perspektywy czasu cieszę się, że niejednokrotnie miałem możliwość wychodzenia z kryzysu i zarządzania nim. Nie jest sztuką prowadzić drużynę, gdy ona wygrywa, ale wtedy, gdy zespołowi nie idzie. Wtedy trzeba zachować chłodną głowę. Nie należy szukać kozłów ofiarnych, tylko skupić się na pracy i konsekwencji. Nie trzeba się z niczego wycofywać, robić nerwowych ruchów, bo wówczas nie da się wyjść z tego wszystkiego.

Trzeba powiedzieć, że trenerzy z pierwszej ligi mają teraz w Ekstraklasie dobrą serię. W poprzednim sezonie Maciej Bartoszek w Koronie i Jacek Magiera w Legii zrobili furorę. Chciałby Pan pójść ich śladem?

Na pewno tak. Muszę powiedzieć, że im bardzo mocno kibicowałem, podobnie jak wcześniej Robertowi Podolińskiemu, który wcześniej pokonał tę drogę. To jest też sygnał dla innych trenerów. Z pewnością trenerzy Bartoszek i Magiera bardzo wysoko zawiesili poprzeczkę. Jeśli chodzi o Jacka Magierę, to jest to troszkę inna sytuacja, bo on w Legii spędził wiele lat i znał specyfikę tego klubu. Zdobył mistrzostwo Polski i za to należy mu się wielki szacunek, ale jeszcze większą niespodzianką jest Maciek Bartoszek, który z Koroną nie tylko wywalczył utrzymanie, ale też wszedł do pierwszej ósemki i zrobił z niej drużynę groźną dla każdego. Nie ukrywam, że ja też chciałbym odcisnąć swoje piętno na drużynie z Ekstraklasy.

Czy rozmawiał Pan już na temat celów postawionych przed zespołem?

Na razie tylko rozmawialiśmy o tym wstępnie, ale mogę powiedzieć, że celem podstawowym jest pierwsza ósemka. Poza tym trzeba się skupić na najbliższych spotkaniach, bo to jest w tej chwili najważniejsze.

Wracając na chwilę do tematu polityki kadrowej – czy miał Pan okazję rozmawiać na temat zawodników, którzy są z Jagiellonii wypożyczeni? Bo jest ich obecnie całkiem sporo.

Wczoraj była wstępna rozmowa na ten temat i dzisiaj będziemy ją kontynuować. Część zawodników pewnie wróci, ale na pewno nie wszyscy.

Na przykład Maciek Górski, z którym Pan miał okazję współpracować z Chrobrym?

W tym przypadku jest jakaś skomplikowana sytuacja z umową jego wypożyczenia do Korony, bo jest wypożyczony do grudnia. Dlatego nie wiem, jak to wygląda od strony formalnej.

Trenerze, dziennikarze nazwali Pana „głogowskim Fergusonem”. Można więc powiedzieć, że „głogowski Ferguson” zastąpił w Białymstoku „polskiego Guardiolę”. Trener Ireneusz Mamrot jako trener Jagiellonii przez najbliższe siedem lat – to dobry scenariusz?

Wczoraj pytanie o Fergusona i Guardiolę usłyszałem od jednego z dziennikarzy (śmiech). Co do siedmiu lat pracy w Jagiellonii – na pewno nie będzie to łatwe, bo sam pamiętam, że moja pierwsza umowa w Głogowie była zawarta na pół roku. Moje życie odwróciło się do góry nogami, bo przeniosłem się bez rodziny i zostawiłem dobrą pracę, do której nie było już powrotu. Na poziomie III czy IV ligi nie jest tak, że trenerzy utrzymują się tylko z trenowania drużyny, a Głogów mi tę możliwość stworzył. Wtedy jednak nikt się nie spodziewał, że ta współpraca potrwa tak długo. Najpierw był awans, przedłużenie umowy i dopiero później po bardzo dobrej rundzie klub zaczął podpisywać kilkuletnie umowy. Dlatego teraz najważniejsze będzie pierwsze pół roku i dopiero po nim się okaże, czy taka sytuacja może się powtórzyć. Na pewno człowiek by tego chciał, ale na dzisiaj jest do tego daleko.

Czego należy Panu życzyć na starcie pracy z Jagiellonią?

Bardzo istotne jest dla mnie zaufanie kibiców, bo nie ulega wątpliwości, że Michał (Probierz) zawiesił tę poprzeczkę bardzo wysoko. Chciałbym, żeby mi dali troszeczkę czasu. Druga rzecz, być może najważniejsza, to żeby moi piłkarze byli zdrowi, nie mieli kontuzji, a wtedy powinno być dobrze.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00