AktualnościTrener rywali – Piotr Stokowiec

Trener rywali – Piotr Stokowiec

Nasz najbliższy rywal, Lechia Gdańsk, jest aktualnie liderem LOTTO Ekstraklasy. Drużynę z Pomorza do tak dobrych wyników poprowadził dobrze znany w Białymstoku Piotr Stokowiec. Przyjrzyjmy się sylwetce 46-letniego szkoleniowca Biało-Zielonych.

Urodzony w 1972 roku w Kielcach szkoleniowiec ma za sobą dość ciekawą karierę piłkarską na pozycji pomocnika oraz obrońcy. Wychowanek kieleckich drużyn (Atest, Orlęta) ma na swoim koncie 131 meczów i 8 goli w ekstraklasie w barwach takich klubów jak, KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, Śląsk Wrocław, Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski czy Polonia Warszawa. Swoich sił Stokowiec próbował również za granicą, a dokładniej w Skandynawii – w duńskim Akademisk Boldklub oraz norweskim Notodden. Swoją karierę zakończył w Wigrach Suwałki w roku 2007, gdzie również pracował jako grający trener, rozpoczynając tym samym swoją przygodę w roli szkoleniowca.

Po tym jak Wigry na trzecim poziomie rozgrywkowym zajęły dwunaste miejsce, Stokowiec zdecydował się przenieść do łódzkiego Widzewa, gdzie za namową Pawła Janasa został jego asystentem oraz koordynatorem grup młodzieżowych. Po wywalczeniu przez Widzew awansu do Ekstraklasy zarówno Janas, jak i Stokowiec przenieśli się do warszawskiej Polonii. Janas został wiceprezesem stołecznego klubu, a „Stoki” asystentem trenera Jose Mari Bakero. Tę rolę pełnił również przy kolejnych trenerach „Czarnych Koszul” – Pawle Janasie i Theo Bosie, po czym sam w jednym meczu (porażka z Widzewem) pełnił funkcję pierwszego szkoleniowca Polonii. Potem jednak trenerem warszawskiej drużyny został Jacek Zieliński, ale Stokowiec pozostał w sztabie szkoleniowym.

W sezonie 2011/12 były piłkarz Śląska, KSZO i Polonii objął ekipę Młodej Ekstraklasy w klubie z Konwiktorskiej, która zajęła w rozgrywkach czwarte miejsce, a wraz z przyjściem do klubu nowego właściciela Ireneusza Króla i odejściem trenera Czesława Michniewicza został ponownie, ale tym razem na stałe pierwszym szkoleniowcem Czarnych Koszul. Pracując w dramatycznych warunkach (w klubie nie było pieniędzy na nic, co można dobitnie zobaczyć w filmie o wymownym „Kasa będzie jutro”) Stokowiec zdołał z Polonią wywalczyć bardzo wysokie, szóste miejsce, dzięki czemu, mimo braku licencji warszawskiego klubu na dalszą grę w Ekstraklasie, po sezonie nie musiał się obawiać długiego bezrobocia.

Latem 2013 roku Stokowiec został trenerem Jagiellonii. Pod jego wodzą zespół Żółto-Czerwonych przeżywał w sezonie 2013/14 prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Żółto-Czerwoni przez cały czas oscylowali wokół granicy górnej i dolnej ósemki, a mecze znakomite, takie jak zwycięstwa z Ruchem Chorzów (6:0), Wisłą Kraków (5:2) czy Lechem Poznań (2:0), przeplatali bardzo słabymi. Drużyna grała bardzo nierówno – po serii dobrych wyników przychodziła seria słabych i tak na przemian.

Zdecydowanie lepiej Jagiellończykom szło wówczas w Pucharze Polski. Po wyeliminowaniu Puszczy Niepołomice, Śląska Wrocław i Lechii Gdańsk o pierwszy historyczny finał na Stadionie Narodowym mieli oni powalczyć z Zawiszą Bydgoszcz. Do tego dwumeczu półfinałowego Stokowiec jednak nie dotrwał – seria bardzo słabych meczów ligowych, zakończona porażką w Poznaniu z Lechem aż 1:6, sprawiła, że tuż przed końcem rundy zasadniczej pożegnał się z Jagiellonią, a jego miejsce zajął Michał Probierz.

Na brak pracy urodzony w Kielcach szkoleniowiec nie narzekał zbyt długo. Jeszcze w trakcie jego przygody z Jagiellonią sporo mówiło się o tym, że może przejąć Zagłębie Lubin. Tak się rzeczywiście stało ledwie miesiąc po jego wyprowadzce z Białegostoku. Nie udało mu się jednak dokonać cudu i w ostatnich kolejkach sezonu utrzymać Miedziowych w Ekstraklasie, ale spadek Zagłębia nie był tragedią dla lubinian, lecz początkiem poważnej przebudowy, której pozytywne efekty przyszły bardzo szybko.

Pod wodzą Stokowca zespół z Lubina już w pierwszym sezonie bez większego trudu wywalczył powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej, a już w kolejnych rozgrywkach, jako beniaminek Ekstraklasy, był ich prawdziwą rewelacją. Znakomita runda wiosenna w wykonaniu Zagłębia pozwoliła tej drużynie uplasować się na ligowym podium, ustępując jedynie Legii Warszawa i Piastowi Gliwice. Dzięki temu Zagłębie mogło przeżyć przygodę w eliminacjach Ligi Europy. Miedziowi wyeliminowali w nich bułgarską Slavię Sofia, serbski Partizan Belgrad, aż wreszcie nie sprostali duńskiemu Sonderjyske.

Później jednak tak różowo nie było. Zarówno w sezonie 16/17, jak i rok później Miedziowi wystrzeliwali w rozgrywkach ligowych, jak z armaty, ale bardzo szybko tracili dobry rytm. W rozgrywkach 2016/17 kosztowało ich to nawet miejsce w pierwszej ósemce, przez co musieli rywalizować w grupie spadkowej i zajęli pozycję. W kolejnym sezonie, mimo kapitalnej formy Jakuba Świerczoka, scenariusz wydawał się powtarzać, w związku z czym już w listopadzie 2017 roku Zagłębie pożegnało się ze Stokowcem, zatrudniając swojego wychowanka i wielokrotnego reprezentanta Polski Mariusza Lewandowskiego.

Na bezrobociu były szkoleniowiec Jagi spędził jednak tylko trzy miesiące, bo po tym czasie zgłosiła się do niego mająca ogromne problemy Lechia Gdańsk. Biało-Zieloni, mimo dużych aspiracji, zajmowali miejsce w dolnej części tabeli i musieli zaciekle walczyć o utrzymanie. Stokowiec swojej przygody z drużyną z Gdańska nie rozpoczął najlepiej – trzy porażki z rzędu na start sprawiły, że Lechia znalazła się nawet w strefie spadkowej, ale później dwie kolejne derbowe wygrane nad Arką Gdynia pozwoliły Biało-Zielonym odetchnąć. Później Lechii szło w kratkę, ale ostatecznie utrzymała się ona na kolejkę przed końcem sezonu i zajęła trzynaste miejsce w rozgrywkach.

46-letni Piotr Stokowiec, który był ponoć jednym z kandydatów Zbigniewa Bońka przy wyborze nowego selekcjonera reprezentacji Polski, dokonał latem w Lechii kilku znaczących zmian. Jeszcze w kwietniu zrezygnował z najlepszego strzelca Lechii Marco Paixao, który wielokrotnie dawał się we znaki Żółto-Czerwonym, a już po sezonie pozbył się doświadczonych Jakuba Wawrzyniaka, Sebastiana Mili czy Grzegorza Kuświka. Jego Lechię opuścili przed sezonem także tacy piłkarze, jak Mato Milos, Simeon Sławczew, Joao Oliveira czy Gerson.

Efekty tej rewolucji na razie okazują się być znakomite. Na półmetku rundy zasadniczej Biało-Zieloni zdobyli aż 31 punktów i pewnie prowadzą w tabeli LOTTO Ekstraklasy. Zespół z Gdańska być może nie gra najbardziej efektownej, ale z pewnością najbardziej wyrachowaną piłkę. Lechia ma najlepszą defensywę w lidze, trzeci najlepszy atak i jest najsilniejszym zespołem u siebie w Ekstraklasie. Jedno jest pewne – tego wszystkiego nie byłoby bez pracy Piotra Stokowca i całego jego sztabu szkoleniowego, a w Gdańsku już teraz zadają sobie pytanie, czy drużyna jest w stanie utrzymać to tempo do końca rozgrywek.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00