AktualnościSzczęsny: Trener lubi, jak wszystko jest na tip-top

Szczęsny: Trener lubi, jak wszystko jest na tip-top

 – Trener Michał Probierz lubi, jak wszystko jest na tip-top. Liczy się każda minuta. Współpracuję z trenerem już kilka lat i zdążyłem poznać pewne przyzwyczajenia czy nawyki. Staram się tę wiedzę wykorzystać, by czasem wyprzedzać jego myśli. Staram się być zawsze przygotowany na kilka wariantów. Nasza współpraca nie jest jednak całkowicie telepatyczna. Przed każdym wyjazdem ustalamy istotne szczegóły, o które później dbam i których pilnuję – mówi Arkadiusz Szczęsny, kierownik naszej drużyny.

Zorganizowanie przyjazdu zespołu i transportu wszystkich niezbędnych dla zespołu rzeczy nie jest taki łatwe. Praca nad tym, żeby zgrupowanie przebiegło zgodnie z planem zaczyna się jeszcze przed wylotem. Jedną z najistotniejszych kwestii jest pakowanie. – To chyba najistotniejsza sprawa. Wszystko należy dokładnie poważyć i podzielić na skrzynie. W jednej nie może być więcej niż 32 kilogramy. W przeciwnym razie już na lotnisku może się okazać, że przewoźnik po prostu nie zgodzi się jej zabrać na pokład – tłumaczy „kiero” i dodaje:

– Trenerzy przed wyjazdem przygotowują listę potrzebnych rzeczy, a ja muszę dopilnować, żeby wszystko znalazło się w drodze na zgrupowanie. W tym roku zabraliśmy 14 takich skrzyń, czyli około 450 kilogramów. Wszystkie kilogramy są zliczane. Kompensujemy całą wagę wraz z bagażami zawodników i staramy się zmieścić w określonych normach.

Zanim jednak sprzęt zostanie zamknięty i oznaczony w skrzyniach, trzeba załatwić jeszcze wiele formalności. – Trzeba sprawdzić, czy wszyscy mają ważne paszporty. Żeby wjechać do Turcji, paszport musi być ważny przynajmniej jeszcze przez pół roku. Oczywiście mamy firmę zewnętrzną, która pomaga nam w załatwieniu wszystkich formalności. Ja mam dopilnować, aby wszystkie niezbędne dokumenty dotarły w określone miejsce – wyjaśnia Szczęsny.

Na długo przed wylotem ustalane są kwestie, które mają największe znaczenie już na miejscu zgrupowania. Na kilka miesięcy przed sztab szkoleniowy dokonuje wyboru odpowiedniej bazy hotelowej oraz treningowej, z której korzystają piłkarze. – Byliśmy tu już nie raz. Trenerzy też w przeszłości w niejednym hotelu i na niejednym zgrupowaniu byli, dzięki czemu zdążyli poznać standardy, w jakich swoich gości przyjmują Turcy. Poza tym w całym procesie pomaga nam też Gunduz Donmez. Współpracujemy z nim od wielu lat i mamy do niego pełne zaufanie. To nasz człowiek w Turcji. Co roku trafiamy do bardzo dobrych hoteli. W tym roku warunki mamy wręcz fantastyczne – zapewnia kierownik Jagiellonii.

Równie istotną, co hotele, kwestią są sparingpartnerzy, z którymi Żółto-Czerwoni mierzą się podczas obozu. To w nich sztab szkoleniowy naszej drużyny ocenia postępy przygotowań, sprawdza nowe rozwiązania taktyczne oraz ustawienia, a także przygląda się nowym zawodnikom. O ile liczba zaplanowanych gier kontrolnych jest z reguły niezmienna od początku do końca, o tyle już sami rywale często ulegają zmianom. – Sparingi zawsze się zmieniają. Rzadko jest tak, że początkowa lista do końca zgrupowania nie ulega choćby najmniejszej korekcie. Nic złego jednak się nie dzieje w tej kwestii. Można powiedzieć, że zmiany wychodzą nam na lepsze, gdyż udało nam się dwukrotnie zmierzyć z zespołami, które grały w aktualnej edycji Ligi Mistrzów, a które wiosną rywalizować będą w Lidze Europy. Cały czas rękę na pulsie trzyma także Gunduz, który robi rozeznanie, kto w interesującym nas dniu może zagrać i wybieramy najlepsze dla nas opcje. W zasadzie zagraliśmy z najmocniejszymi zespołami, jakie przebywały w Turcji w tym czasie, co my.

Dobra organizacja nie byłaby możliwa, gdyby nie dobra komunikacja i współpraca na linii kierownik – drużyna. – Ja jestem jeden. Zawodników w tym momencie jest trzydziestu jeden. Ja staram się cały czas robić wszystko, żeby zespołowi było jak najlepiej. Zawodnicy też zdają sobie sprawę z tego, że ja jestem sam i współpracujemy – przekonuje Szczęsny.

Podczas zgrupowania dużą rolę w pracy kierownika pełnią najmłodsi zawodnicy w zespole. To dzięki nim i kierownikowi wszystkie rzeczy zawsze są przygotowane i znajdują się na swoim miejscu. – Dyżurnymi są wszyscy od rocznika 96’ i młodsi. Rocznik 95’ nadzoruje prace dyżurnych. Mamy na obozie trzynastu zawodników, którzy prócz realizacji zadań powierzanych im przez trenerów na boisku muszą dbać też o dobro zespołu, choćby w hotelu lub przed zajęciami. Do ich obowiązków należy dbanie o sprzęt treningowy oraz stroje treningowe. Przygotowanie prania i rozdanie już upranych rzeczy. Przed każdym treningiem trenerzy Krzysztof Brede lub Dariusz Jurczak proszą dyżurnych o przyniesienie potrzebnego do treningu sprzętu. Ja wcześniej przypominam o przygotowaniu i napompowaniu piłek. Żeby wszystko dobrze funkcjonowało, potrzebna jest współpraca – tłumaczy kierownik pierwszego zespołu Jagiellonii.

Teraz wszystko funkcjonuje jak w zegarku. Na wszystko potrzeba czasu. Szczególnie stresujące były początki, w trakcie których trzeba było wypracować sobie odpowiednie schematy współdziałania. – Zdążyłem poznać klub od podszewki. Wiem z czym, do kogo pójść, ale nie ukrywam, że początek był bardzo ciężki, bo musiałem zastąpić kierownika, który swoją funkcję sprawował bardzo długo i miał już w tym zakresie bardzo dużą wiedzę. Nie było łatwo przejąć to wszystko. Z biegiem czasu zawodnicy jednak zobaczyli, że mogą się ze mną normalnie dogadać. Dla wielu z nich jestem rówieśnikiem, przez co łatwiej nam złapać kontakt – mówi jagielloński „kiero”.

Zachowując odpowiednie proporcje, funkcja kierownika jest trochę jak bycie saperem. Czasem jeden błąd może wysadzić w powietrze nawet najlepszy plan sztabu szkoleniowego. Dlatego kierownik zawsze musi być czujny i skoncentrowany. Szczególnie przed meczem. – Największy stres miałem przed pierwszym meczem, kiedy musiałem sam, po raz pierwszy, wypełnić protokół meczowy. Moja pomyłka może skutkować walkowerem. W takich momentach od kierownika zależy bardzo wiele, błąd odpala lont pod bombą – wspomina Szczęsny.

– Na początku dużo pytałem. Chciałem wiedzieć, jak ta czy inna rzecz funkcjonowała. Dużo podpowiadali i nadal podpowiadają mi nasi fizjoterapeuci, Marcin Piechowski oraz Jarosław Ołdakowski, którzy w klubie pracują już od dawna i współpracowali z wieloma trenerami. Mają ogromne doświadczenie. Z ich odpowiedzi wyciągałem wnioski, analizowałem i wprowadzałem rozwiązania według własnych potrzeb. Każdy kot chodzi swoimi ścieżkami, ale czasem nie ma potrzeby wyważania otwartych drzwi. Korzystałem więc też z gotowych rozwiązań. Dużo rozmawiam też z zawodnikami. Sprawdzam jakie są ich potrzeby, jakby widzieli pewne kwestie i staram się wprowadzać w życie te rozwiązania, które wspólnie wypracujemy. To ja jestem dla nich, nie oni dla mnie – podsumowuje Arkadiusz Szczęsny.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00