AktualnościMamrot: Jest potworny niedosyt

Mamrot: Jest potworny niedosyt

– Kluczowym momentem była zimowa przebudowa, ale ona musiała nastąpić, jeżeli nie na początku roku, to mierzylibyśmy się z nią teraz. Dzisiaj jesteśmy mądrzejsi o pewne doświadczenia i naturalnie pewne zmiany w drużynie muszą zajść. Po tych doświadczeniach wiem, jak czuje się sportowiec po zajęciu czwartego miejsca na Igrzyskach Olimpijskich. Niby nie jest źle, ale jest ten potworny niedosyt – powiedział w długiej rozmowie z jagiellonia.pl trener Ireneusz Mamrot. Nasz szkoleniowiec podsumował zakończony sezon 2018/19.

Jaki Pan oceni zakończony sezon?
Był to sezon dużych zmian. Oczywiście, jeżeli mam patrzeć na niego przez pryzmat samych wyników, to nie mogę być zadowolony, ponieważ na przestrzeni ostatnich kilku lat zarówno dorobek punktowy jak i miejsce w tabeli było jednym z gorszych. Myślę, że wiele w odbiorze zmieniłyby odmienne wyniki finału na Narodowym oraz spotkania z Lechią Gdańsk w ostatniej kolejce. Z drugiej strony do meczu finałowego trzeba najpierw awansować, a przed nami odpadały bardziej utytułowane marki. Kluczowym momentem była zimowa przebudowa, ale ona musiała nastąpić, jeżeli nie na początku roku, to mierzylibyśmy się z nią teraz. Dzisiaj jesteśmy mądrzejsi o pewne doświadczenia i naturalnie pewne zmiany w drużynie muszą zajść, ale nie będzie ich tak wiele, jak miało to miejsce zimą.

Co będzie pańskim celem na najbliższe tygodnie?
Przede wszystkim chcę wzmocnić zespół. Wszyscy wiedzieli, że wiosną brakowało nam napastnika gwarantującego kilkanaście bramek w sezonie. Kiedy w drugiej połowie rundy jesiennej z formą wystrzelił Karol Świderski, to nacieszyliśmy się nim zaledwie kilka tygodni, bo w styczniu zawodnik siedział już w samolocie do Salonik. Takie są jednak realia polskiej piłki. Potrzeba nam typowego egzekutora, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie będzie to proste zadanie.

W minionym sezonie Jagiellonia dwukrotnie ocierała się o awans do Ligi Europy i za każdym razem brakowało jej szczęścia. W finale na Stadionie Narodowym „Żółto-Czerwoni” przegrali z Lechią po golu z 97. minuty, a w lidze o przegranej batalii z Cracovią decydowały punkty z zasadniczej części sezonu.
Dlatego ból jest podwójny. Po tych doświadczeniach wiem, jak czuje się sportowiec po zajęciu czwartego miejsca na Igrzyskach Olimpijskich. Niby nie jest źle, ale jest ten potworny niedosyt. Jak już zostało wspomniane, zarówno w lidze jak i rozgrywkach pucharowych zabrakło nam tak niewiele do wywalczenia sobie prawa gry na międzynarodowej arenie. Wszyscy wiemy w jakich okolicznościach przegraliśmy w Gliwicach. Dzisiaj już wiemy, że tamten rzut karny dałby nam europuchary. W wielu sytuacjach brakowało nam szczęścia. Oby los odwrócił się w kolejnym sezonie.

W zakończonym już sezonie Jagiellonia zmarnowała aż pięć rzutów karnych. Skąd to się bierze?
Powiem więcej, gdybyśmy zsumowali wszystkie niewykorzystane rzuty karne z ostatnich dwóch lat, to kosztowały one nas tytuł mistrzowski, a w tym sezonie przynajmniej awans do Ligi Europy, jeżeli nie miejsce na podium. Wszyscy pamiętamy sytuację sprzed roku i niewykorzystaną „jedenastkę” z Wisłą Kraków. Także w tym sezonie nie wykorzystaliśmy karnych w meczach z Piastem oraz Lechią. Gdybyśmy w Gdańsku doprowadzili do wyrównania, to spotkanie mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej, kto wie, czy nie wygralibyśmy tam. Każda historia jest inna. Co ciekawe, co 94. minuty meczu w Gliwicach Jesus bezbłędnie wykorzystał sześć rzutów karnych, ale już ostatnich dwóch nie wykonał najlepiej. Co prawda na stadionie przy Okrzei uderzył nieźle, blisko słupka, jednak idealnie wyczuł go Szmatuła. Z Lechią po prostu uderzył bardzo źle. Jest to nasz problem, z którym musimy się zmierzyć. Ta sytuacja tylko potwierdza, że przy rzucie karnym kluczową kwestią jest psychika, odporność na stres i presję.

W rundzie wiosennej nastąpił wyraźny progres względem jesieni w statystyce meczów domowych. Jagiellonia zaczęła wygrywać jako gospodarz. Z drugiej strony „Żółto-Czerwoni” często z wyjazdów wracali „na tarczy”.
Jeżeli chce się być wysoko w tabeli, to trzeba dobrze punktować zarówno u siebie jak i na wyjeździe. Cieszę się z poprawy wyników przed własną publicznością, ponieważ gramy dla kibiców, a jesienią za często traciliśmy punkty przy Słonecznej, do tego zaliczyliśmy dwie poważne wtopy i nie zachęcaliśmy ludzi do przyjścia na stadion.

Skąd taka dysproporcja między jesienią i wiosną w wynikach meczów wyjazdowych?
Przestaliśmy punktować na boiskach rywali nie dlatego, że zmienił się nasz styl, tylko zatraciliśmy skuteczność. Przecież pięć wspomnianych rzutów karnych zmarnowaliśmy właśnie na wyjazdach, a przecież w czterech z nich bramka zmieniałaby końcowe rozstrzygnięcie. Dokładając po jednym golu w Gliwicach, Płocku i Krakowie nagle zyskalibyśmy o cztery punkty więcej. Nie muszę mówić, co to by oznaczało. Sytuacje były, ale brakowało skuteczności. Poza tym poza przebudową zespołu zmagaliśmy się z kontuzjami. Przecież Kadlec dołączył do nas po długiej absencji spowodowanej urazem i długo dochodził do siebie. Imazowi po transferze szybko odnowiły się problemy zdrowotne, szybko straciliśmy do końca sezonu Savkovicia oraz Scepovicia. W trakcie rundy z kontuzją zmagał się Patryk Klimala. Nasz cel na przyszły sezon to wygrywać mecze u siebie i przywozić ich więcej z delegacji. Nasza statystyka z rundy wiosennej była niezadowalająca.

Przyszły sezon przyniesie rewolucyjną zmianę o obowiązku gry młodzieżowca. Czy już wiemy, na kogo Pan postawi? Będziemy kogoś sprowadzać, czy damy szansę naszym chłopakom?
Nie zapominajmy, że poza chłopakami, którzy trenowali z nami w rundzie wiosennej mamy kilku chłopaków będących na wypożyczeniach. Niektórzy z nich wrócą. Poza tym obecnie za młodzieżowca trzeba zapłacić sporo pieniędzy. Mamy swoich wychowanków i trzeba na nich postawić.

Wspomniał Pan o wzmocnieniach. Która pozycja będzie naszym priorytetem podczas letniego „calciomercato”?
Nie będę specjalnie odkrywczy, jeżeli wskażę na napastnika. Przecież w rundzie jesiennej Sheridan strzelił cztery gole, trzy dołożył Bezjak, a od października świetnie spisywał się Karol Świderski. W tym czasie Patryk Klimala walczył o miejsce w zespole. Była rywalizacja w zespole, a ona na każdego działała motywująco. Kiedy jeden wyglądał słabiej, to stawiałem na drugiego. Wiosną brakowało nam atakującego, który zagwarantowałby drużynie kilkanaście goli. Oczywiście ktoś może wskazać na Jesusa, ale większość dorobku Hiszpana to rzuty karne, poza tym ja go widzę w drugiej linii, a nie w przedniej formacji. Jego występy na szpicy wynikały z potrzeby chwili. Poza tym podczas okienka postaramy się jeszcze ściągnąć jakiegoś skrzydłowego. Do września chcemy sprowadzić trzech, czterech zawodników.

Czy spodziewał się Pan, że nieobecność Frankowskiego oraz Świderskiego odbije się tak mocno na jakości drużyny?
Trochę się tego obawiałem, ale w piłce, podobnie jak w życiu, doceniamy coś dopiero, jak to stracimy. O ile na odejście „Franka” byłem gotowy, w końcu Przemek spędził tutaj cztery lata, był w tym czasie wiodącą postacią drużyny, chciał odejść. Pojawiła się konkretna oferta i zawodnik ją przyjął. Bardziej mnie zaskoczył transfer Świderskiego, który przecież zaczynał sezon jako rezerwowy, a wskoczył na dobre do składu dopiero pod koniec października. Jeżeli mam wskazać, kogo bardziej brakowało drużynie, to postawiłbym na Karola. To oczywiste, że nikt nie będzie grał przez całe życie w jednym klubie, ale ważne, by go zastąpić odpowiednim zawodnikiem. Tymczasem niektórzy po przyjściu do nowego zespołu od razu adaptują się w drużynie, a inni potrzebują czasu. Jestem pewien, że zimą dokonaliśmy dobrych jakościowo transferów. Trzeba było je wkomponować, a najlepszym przykładem jest Zoran Arsenić. Chorwat nie tylko zabezpieczał tyły, ale również dużo dał w ofensywie, ponieważ potrafi wyprowadzać piłkę i w efekcie daje większe pole manewru przy jej rozegraniu. Moim zdaniem nasza gra w ostatnich tygodniach wyglądała coraz lepiej. Oczywiście zgadzam się i przyjmuję krytykę za pierwszą połowę rundy. Niemniej po tylu zmianach potrzebowaliśmy czasu. Dzisiaj jesteśmy mądrzejsi, a przy mniejszych roszadach wierzę, że ten zespół może się rozwinąć.

Trochę po cichu dokonał Pan wymiany linii defensywnej. Jesień zaczynaliśmy ustawieniem Kelemen, Burliga, Mitrović, Runje, Guilherme. Tymczasem w meczu przeciwko Legii tyły Jagiellonii tworzyli Sandomierski, Kadlec, Arsenić, Runje i Bodvarsson.
Ktoś może powiedzieć, że ta przebudowa kosztowała nas wiele straconych i faktycznie, ta statystyka wymaga absolutniej poprawy. Z drugiej strony z grę defensywną odpowiadają nie tylko obrońcy, ale cały zespół. W naszym systemie wiele zależy od wzajemnej asekuracji. W spotkaniach o europejskie puchary, przeciwko Lechowi w Poznaniu lub ostatnim z Legią koncentracja była zachowana na maksymalnym poziomie. W efekcie rywale z Warszawy w meczu z nami stworzyli jedną groźną sytuację po kontrze. Chociaż legioniści mieli przewagę optyczną oraz dłużej utrzymywali się przy piłce, to nic z tego nie wynikało. Dobrze broniliśmy również w Gliwicach, ale tam straciliśmy dwa gole. Cieszy to, że odmłodziliśmy drużynę. Przecież Zoran, Bodvar i Andrej są młodymi zawodnikami i w przyszłości Jagiellonia będzie miała z nich dużo pożytku i może zarobić na nich.

Jak ocenia Pan sytuację Patryka Klimali, który w rundzie jesiennej przegrywał rywalizację z Sheridanem, Bezjakiem i Świderskim, a po zimowych transferach oraz kontuzji Scepovicia stał się naszym jedynym napastnikiem?
Myślę, że dla jego rozwoju przydałby mu się doświadczony napastnik, od którego Patryk mógłby podpatrzeć pewne zachowania. „Klima” bazuje na szybkości i motoryce. Dobrze czuje się, kiedy ma więcej miejsca na boisku. Musi poprawić grę w ataku pozycyjnym. Co ważne, on chce się uczyć i stale rozwijać. Jemu potrzebne są minuty, ale Klimala musi dać więcej piłkarskiej jakości. Od napastników wymagam wielu rzeczy, nie tylko strzelania goli. Chcę, aby potrafili utrzymać się przy piłce, wymusić rzut wolny. Mecz z Legią pokazał, że Patryk musi to jeszcze poprawić, szczególnie przy agresywnie grających defensorach, chociaż samo spotkanie w jego wykonaniu było naprawdę dobre. Do poprawy jest jego gra bez piłki oraz poruszanie się po boisku.

Kiedyś powiedział Pan, że to porażki uczą najwięcej. Czego zatem nauczył się Ireneusz Mamrot w zakończonym już sezonie?
Jeżeli mam być szczery, to w żadnym z poprzednich sezonów nie zyskałem takiego doświadczenia jak w tym, chociaż ten był dla mnie zdecydowanie najtrudniejszym. Mierzyłem się z wieloma trudnymi momentami, takimi jak krytyka, duże oczekiwania. Nie było to łatwe, ale dzisiaj muszę wyciągnąć z tego wnioski. Myślę, że wyszedłem silniejszym i mądrzejszym w pewnych kwestiach. Teraz czeka mnie urlop, będę miał okazję nie tylko odpocząć, ale również przemyśleć pewne sprawy. Wiem, że muszę zmienić u siebie trochę rzeczy, bo trener nie może ciągle być taki sam. On musi stale ewoluować oraz się rozwijać.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00