AktualnościZinkiewicz: Jestem w miejscu, w którym chciałem być

Zinkiewicz: Jestem w miejscu, w którym chciałem być

Muszę zdobyć zaufanie trenera, sztabu oraz zawodników. Powoli wydeptuję swoje ścieżki i indywidualnie pomagam zawodnikom. Trener też musi zobaczyć jak pracuję, żeby zadecydować czy oddać mi więcej obowiązków. Skupiam się na wyznaczonych zadaniach i czekam na rozpoczęcie kolejnych etapów naszej pracy – mówi Piotr Zinkiewicz, nowy trener przygotowania fizycznego Żółto-Czerwonych.

Praca z Jagiellonią jest twoim pierwszym dużym wyzwaniem w karierze trenera przygotowania fizycznego? Miałeś wcześniej możliwość pracy na tym poziomie?

Piotr Zinkiewicz, trener przygotowania fizycznego Jagiellonii Białystok – Jeśli chodzi o pracę z całym zespołem na poziomie Ekstraklasy, to jest to moja pierwsza taka praca. Jeśli natomiast chodzi o pracę indywidualną z zawodnikami występującymi na najwyższych szczeblach rozgrywkowych to już nie. Współpracuję z Damianem Kądziorem, gdy tylko przyjeżdża do Polski, to spotykamy się na wspólne zajęcia. W przeszłości pracowałem też chociażby z Rafałem Grzybem, Przemkiem Frankowskim, Karolem Świderskim czy Markiem Wasilukiem oraz Grześkiem Sandomierskim. Było wielu chłopaków, z którymi w przeszłości trenowałem. Były to jednak zajęcia indywidualne, a więc coś zupełnie innego od pracy z całą drużyną.

Nie jest też tak, że jesteś zupełnie świeży w klubie.

Zgadza się. Jestem w klubie od 2015 roku, kiedy podjąłem pracę z drużynami młodzieżowymi. Jeszcze wcześniej pracowałem z drużyną prowadzoną przez Tomka Kulhawika z rocznika 1998. Zanim po raz pierwszy podjąłem współpracę z zespołami Jagiellonii Białystok, pracowałem w ŁKS-ie Łomża oraz Sokole Sokółka. W obu przypadkach udało nam się wywalczyć awans, a także dwukrotnie sięgnęliśmy po Puchar Polski na szczeblu okręgowym. Bardzo dobrze z tego okresu wspominam pracę z trenerem Mirkiem Dymkiem.

Skazany na Dymków. Najpierw pracowałeś z ojcem, teraz z Michałem, który jest naszym kitmanem.

Śmiejemy się z Michałem, że na początku to ja byłem tym młodszym, a teraz role się odwróciły. Nasza współpraca jest równie dobra, co z jego tatą.

Jak długo funkcjonujesz w zawodzie?

Jako trener przygotowania motorycznego pracuję od pierwszego roku studiów. Właśnie tam natknąłem się na trenera Mirka Dymka, który potrzebował człowieka do nauczania techniki biegu zawodników w prowadzonej przez siebie drużynie. Akurat kończyłem swoją przygodę z treningami lekkoatletycznymi i stwierdziłem, że to może być dobry początek mojej nowej drogi.

W jakiej dyscyplinie rywalizowałeś?

Biegałem na dystansie 100, 200 i 400 metrów.

Z sukcesami?

Mniejszymi i większymi, po drodze mieliśmy rekord Polski w sztafecie 4×100 metrów. Prowadził mnie świętej pamięci trener Stanisław Gano, ale zawsze to było zabawą, nigdy nie przerodziło się w nic poważnego.

A jak teraz układa się twoja praca w roli trenera? Nie ma co ukrywać, też musisz poznać drużynę.

Różni się ta praca, od tej wykonywanej w akademii. Muszę zdobyć zaufanie trenera, sztabu oraz zawodników. Powoli wydeptuje swoje ścieżki i indywidualnie pomagam zawodnikom. Trener też musi zobaczyć jak pracuje, żeby zadecydować czy oddać mi więcej obowiązków. Skupiam się na wyznaczonych zadaniach i czekam na rozpoczęcie kolejnych etapów naszej pracy.

Można powiedzieć, że od dziś będziesz miał jej nieco mniej. Trzy zbłąkane owieczki dołączyłeś do stada.

Poszło dość sprawnie. Mam nadzieję, że Bodi, Andrej i Juan nie będą musieli już pracować indywidualnie. Zaprogramowaliśmy protokoły treningowe typowo pod ich kontuzje. Camara i Kadlec w zasadzie mieli ten sam problem, nieco inaczej wyglądała sprawa Bodiego. Pracowaliśmy zarówno na boisku jak i poza nim. Nie jest jeszcze to jednak koniec, bo choć wrócili do drużyny, to przez najbliższy czas muszą wykonywać progresję tych ćwiczeń, by jeszcze bardziej wzmocnić mięśnie, które do tej pory nie funkcjonowały tak jak trzeba. Sądzę, że niebawem moją grupę opuści także Ivan. Wiadomo protokoły protokołami, ale każdy organizm reaguje inaczej.

Ciężko było zaciągnąć ich do pracy, gdy obok widzieli resztę drużyny w normlanym treningu?

Nikt nie lubi indywidualnej pracy, ale starałem się na tyle różnicować kolejne dni treningów, by im się nie nudziło i by ich powrót przebiegł jak najszybciej. Tłumaczyłem po co robiliśmy dane ćwiczenia i mam nadzieję, że dzięki temu łatwiej im było zrozumieć każdy następny krok. Im szybciej wrócą, tym lepiej dla nich, ale również dla mnie, że udało ich się w miarę szybko doprowadzić do wznowienia treningów. Wszyscy jesteśmy tu w jednym celu, a jest nim wyższe miejsce w tabeli.

Propozycja dołączenia do sztabu była zaskoczeniem?

Skontaktował się ze mną kierownik drużyny, następnie poszedłem na rozmowę z trenerem, który stwierdził, że widzi mnie w swoim sztabie. Chciałbym też nadmienić, że otrzymałem bardzo duże wsparcie w klubie, między innymi w osobach Pana Kopczewskiego i Pani Syczewskiej. Generalnie jestem bardzo zadowolony, że tu jestem. Znam swoje miejsce. Z tego co wiem, to trener nigdy wcześniej nie pracował z trenerem od przygotowania fizycznego. Dlatego też cierpliwie pracuje by pokazać mu same plusy takiej sytuacji. Czy byłem zaskoczony? Trochę tak i trochę nie. Jestem w miejscu, w którym zawsze chciałem być i zrobię wszystko, by moja praca przenosiła same pozytywne wyniki.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00