AktualnościBył taki mecz: Jagiellonia Białystok – Lech Poznań 4:2

Był taki mecz: Jagiellonia Białystok – Lech Poznań 4:2

W dzisiejszym wydaniu naszego cotygodniowego cyklu „Był taki mecz” o sezonie 2007/2008. Osią naszego tekstu będzie mecz 13. kolejki tamtej kampanii, w którym Jagiellonia Białystok pokonała Lecha Poznań 4:2. Zapraszamy.

Sezon 2020/2021 będzie już 14 z rzędu, który Jagiellonia rozegra na poziomie Ekstraklasy. Do najwyższej ligi piłkarskiej w Polsce białostoczanie awansowali przed startem kampanii 2007/2008. Dla Jagiellończyków był to powrót do futbolowej elity po wielu latach przerwy i nawiązanie do tradycji znanych kibicom podlaskiego klubu z końca lat 80-tych i początku lat 90-tych. Tak przed tygodniem opisywaliśmy pierwszy mecz w tamtym sezonie, którym Jaga otworzyła najnowszy okres swojej historii. „Duma Podlasia” w tamtym starciu pokonała Polonię Bytom 2:1, a bramki na wagę trzech punktów zdobyli Remigiusz Sobociński i Dariusz Jarecki.

Mecz rozpoczął się od akcji gości. W 2. minucie, po zamieszaniu pod bramką Banaszyńskie, niecelnie z 16 metrów uderzył Mężyk. Gospodarze odpowiedzieli w 5. minucie, kiedy po dośrodkowaniu Wasiluka piłka o mały włos nie wpadła do bramki Polonii po błędzie bramkarza. W 11. minucie, po podaniu Sotirovicia, strzału z dystansu próbował Sobociński. Niestety, piłka po tym uderzeniu przeleciała wysoko nad poprzeczką bramki Żmiji. Później prób po obu stronach było jeszcze kilka, wszystkie nieskutecznie. W 12. minucie w pole karne piłkę posłał Wolański. Jurczyk oddał uderzenie głową, jednak bardzo niecelne. Nie stworzył tym samym zagrożenia pod bramką „Dumy Podlasia”. Po drugiej stronie barykady szczęścia próbował Marczak, ale jego uderzenie z dystansu okazało się niecelne Marczak.

Wreszcie przyszła 28. minuta i pierwszy gol w meczu. W polu karnym Banaszyński nieprzepisowo powstrzymywał Mężyka, wobec czego sędzia podyktował rzut karny. Do stojącej na 11 metrze piłki podszedł Grzegorz Podstawek, który pewnym strzałem pokonał naszego golkipera. Goście prowadzili tym samym 1:0. Na domiar złego dosłownie kilka chwil później boisko opuścić musiał Vuk Sotirović.

To jedynie fragment zeszłotygodniowego wydania „Był taki mecz”, traktujący o pierwszej połowie wspomnianego spotkania. Zachęcamy do lektury tego tekstu i cofnięcia się pamięcią w tamte czasy. Link znajdziecie TUTAJ.

Przejdźmy teraz do sezonu 2007/2008 w ujęciu całościowym. Jak już wspomnieliśmy, Jagiellonia tamtą kampanię, w której występowała w roli beniaminka, zaczęła od wygranej. Później było różnie. Z pewnością początek po pworocie do elity nie wyglądał tak, jak wszyscy w stolicy Podlasia by chcieli. Kolejne mecze to porażka 1:3 z Groclinem Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski, wygraną 1:0 z ŁKS-em Łódź, przegrana 0:2 z Cracovią, remis 1:1 z Górnikiem Zabrze, porażka 1:3 z Zagłębiem Sosnowiec, bezbramkowy remis z Koroną Kielce, porażka 0:2 z GKS-em Bełchatów. W międzyczasie wygrana 2:1 z Ruchem Wysokie Mazowieckie w I rundzie Pucharu Polski, porażka 0:1 z Cracovią w Pucharze Ligi oraz porażka 2:4 z Widzewem Łódź w II rundzie Pucharu Polski. Jak widać, początki były trudne.

Niemniej po tym okresie przyszedł czas lepszych rezultatów, poparty bardzo dobrą grą. Od 9. do 17. kolejki, czyli od końca września do zakończenia rundy jesiennej w połowie grudnia, Jagiellończycy zanotowali bilans czterech wygranych, trzy remisów i dwóch porażek. Wynik nie najgorszy, tym bardziej jeśli popatrzymy na rywali, których w tym czasie „Żółto-Czerwoni” ogrywali lub z którymi toczyli wyrównane boje. Wygrana przed własną publicznością 2:1 z Widzewem Łódź po bramkach Marka Wasiluka i Vuka Sotirovicia, bezbramkowy remis z Legią Warszawa grając w delegacji, czy będąca przedmiotem tego tekstu wygrana 4:2 w Białymstoku z Lechem Poznań. Działo się jesienią 2007 roku w Jadze. To dzięki takim wynikom białostoczanie przezimowali na 9. miejscu w tabeli, na koncie mając 23 punkty.

Zanim jednak o rundzie wiosennej sezonu 2007/2008, przejdźmy do sedna dzisiejszego tekstu. 3 listopada 2007 roku i mecz pomiędzy Jagiellonią Białystok a Lechem Poznań. Przed pierwszym gwizdkiem wydawało się, że faworyt jest doskonale znany. Była nim oczywiście drużyna gości. Można było wysnuć takie założenie z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze „Kolejorz” już wtedy był uznaną marką na polskim rynku, co rok bijącą się o najwyższe cele. Po drugie poznaniacy dysponowali o wiele większym doświadczeniem. Rywalizowali już wcześniej na poziomie Ekstraklasy, a dla wielu spośród Jagiellończyków sezon 2007/2008 był pierwszym zetknięciem z tym poziomem rozgrywkowym. Po trzecie wreszcie, kadra. Patrząc jedynie na papier, Lech dysponował o wiele mocniejszym składem. Gwiazdy, jak chociażby Piotr Reiss czy Rafał Murawski, poparte wieloma zawodnikami grającymi dobrze, jak Marcin Kikut, Dimitrije Injac czy Hernan Rengifo. Poznaniacy przewyższali zatem Jagę w praktycznie każdym aspekcie. Jak się jednak okazało, futbol lubi być nieprzewidywalny, a ciężka praca, walka o każdy centymetr boiska i determinacja połączona z wytrwałością popłaca.

Mecz zaczął się od wymiany ciosów. W 3. minucie Lech miał rzut wolny, który wykonał Murawski. Piłka została dośrodkowana w pole karne, ale tam czyhał już na nią dobrze ustawiony Banaszyński. W odpowiedzi Jaga, w 5. minucie, stworzyła sobie okazję po rzucie rożnym, ale Lechici podobnie jak gospodarze zagrali czujnie w obronie i oddalili zagrożenie. Później mieliśmy akcję Lecha w 7. minucie, w której źle na pozycję wychodził Zając, który dał się złapać na pozycji spalonej. Trzy minuty później tego samego zawodnika ekipy z Poznania uprzedził dalekim wyjście Banaszyński, wybijając mu piłkę spod nóg. Od 15. minuty inicjatywę zaczęli przejmować podopieczni trenera Franciszka Smudy. Był spalny Rengifo, strzał Peruwiańczyka obroniony przez Banaszyńskiego, interwencja „last minute” Rodneia, która powstrzymała niezwykle aktywnego napastnika Lecha. Nic zatem nie zapowiadało tego, co stało się w 21. minucie. Jacek Markiewicz egzekwował rzut wolny dla Jagi w okolicach pola karnego gości. Nasz zawodnik posłał dośrodkowanie po długim słupku. Z piłką minęli się walczący głowami zawodnicy obu zespołów, a ta po koźle wpadła do bramki zaskoczonego Kotorowskiego. W ten sposób Jaga objęła prowadzenie.

Nie była to jedyna bramka, która padła w pierwszej połowie. W 27. minucie akcja trójki Sotirović, Gevorgyan, Kwiek. Ten pierwszy posyła ładne podanie do byłego reprezentanta Polski. Wahan dośrodkowuje w pole karne gości, gdzie na piłkę, na dziewiątym metrze, czeka już Aleksander Kwiek. Urodzony w Wodzisławiu Śląski zawodnik uderza z pierwszej piłki i podwyższa na 2:0. Odpowiedź Lecha przyszła w 38. Dokładniej rzecz ujmując możemy tu mówić o pewnej pomocy, oczywiście nie celowej, ze strony Jagiellończyków. Było tak – po rzucie rożnym przy krótkim słupku o piłkę walczyli Kikut i Dzienis. Futbolówka odbiła się od pleców naszego zawodnika i wpadła do jagiellońskiej bramki. Tym samym było 2:1, które po chwili przerodziło się w remis 2:2. W 42. minucie Reiss zagrał do Zająca, który posłał piłkę wzdłuż bramki. W dobrej sytuacji znalazł się Rengifo, który strzałem z najbliższej odległości do pustej bramki doprowadził do remisu. Więcej bramek w pierwszej połowie nie padło.

Po zmianie stron jako pierwsi zagrożenie pod bramką rywali stworzyli gospodarze. W 47. minucie akcja Gevorgyana, po której dwukrotnie przed szansą pokonania Kotorowskiego stanął Jarecki. Za pierwszym razem świetnie interweniował bramkarz Lecha, a za drugim nasz pomocnik uderzył nad poprzeczką. Minutę później znowu próba Jagi. Dośrodkowanie Sobocińskiego, ale piłkę pewnie łapie Kotorowski. Z kolei w 59. minucie ponownie próba Jagiellończyków, tym razem Markiewicz. Niestety strzał naszego zawodnika bardzo niecelny. Uderzenia z dystansu próbował również w 64. minucie Kwiek. Kotorowski obronił ten strzał. Co prawda z dużymi problemami, ale nie dopuścił do ponownego objęcia przez podopiecznych trenera Artura Płatka prowadzenia. Lech również miał swoje szanse, jak chociażby ta z 68. minuty, kiedy Zając uderzył piłkę lobem nad wybiegającym z bramki Banaszyńskim. Na szczęście futbolówka przeszła wysoko nad bramką. W międzyczasie roszady personalne w obu zespołach. W Jadze za Jareckiego wszedł Niedziela, a w Lechu Pitry zmienił Quinterosa. Co ważne dla obu ekip nie były to pierwsze zmiany, bowiem jeszcze w pierwszej połowie boisko opuścili Vuk Sotirović i Zlatko Tanevski, których zastąpili odpowiednio Sobociński i Wilk. Żaden z nich nie uczestniczył jednak w akcji brakowej z 74. minuty, która przyniosła Jadze powtórne prowadzenie. Autorem tego gola był Marcin Kikut, który piłkę we własnej bramce umieścił po ostrym dośrodkowaniu Dzienisa. Był to zatem już drugi gol samobójczy w tym meczu, jednocześnie piąty w ogóle i trzeci dla Jagiellonii.

W 83. minucie nastąpiła ostatnia zmiana w zespole gospodarzy. Strzelca pierwszego gola, Aleksandra Kwieka, zastąpił Falkowski. Ostatnią zmianę przeprowadził również kilka minut później trener Franciszek Smuda, wpuszczając na boisko Macieja Kononowicza, który zastąpił Marcina Zająca. Jednak w momencie przeprowadzania tej roszady szkoleniowiec ekipy z Poznania musiał się zmierzyć z już zupełnie nową rzeczywistością. Otóż w 88. minucie padła bramka na 4:2, ostatnia w tym meczu. Autorem tego trafienia był Mariusz Dzienis, który niejako odpokutował swoje winy popełnione przy bramce samobójczej. Nasz zawodnik dośrodkował z 35 metrów w kierunku Sobocińskiego, zaś podcięta piłka lobem nad Kotorowskiem wpadła pod poprzeczkę bramki Lecha. Cóż to była za cudowna bramka! Dzięki niej Jaga wygrała spotkanie w rozmiarze 4:2 i mogła cieszyć się z niezwykle cennych trzech punktów.

Jakie zdanie o tym meczu mieli sami zawodnicy? Przekonajmy się i oddajmy im teraz głos. Tak wypowiadali się piłkarze Jagiellonii Białystok oraz Marcin Kikut, obrońca „Kolejorza”:

Mariusz Dzienis (pomocnik Jagiellonii Białystok): – Rozegraliśmy bardzo dobre spotkanie, podobnie jak tydzień temu w Wodzisławiu Śląskim. Dzisiaj przeciwnik był jednak nieporównywalnie lepszy. Cieszy to, że odnieśliśmy zwycięstwo i strzeliliśmy cztery bramki. Ostatnio jesteśmy w gazie i oby tak dalej. Przed meczem Aleksander Kwiek powiedział mi, żebym próbował lobować Kotorowskiego i to udało mi się w samej końcówce.

Łukasz Nawotczyński (obrońca Jagiellonii Białystok): – Szkoda, że w pierwszej połowie nie utrzymaliśmy tego dwubramkowego prowadzenia. Powinniśmy dołożyć jeszcze jedną bramkę, a tak Lech nas skarcił dwoma i zrobiło się nerwowo. W przerwie powiedzieliśmy sobie, że nie możemy popełnić takich błędów jak w pierwszej połowie i udało się nam zdobyć trzy punkty.

Remigiusz Sobociński (napastnik Jagiellonii Białystok): – Trener uczulał nas, że Lech jest dobrym zespołem. Trochę te ataki nie wyszły nam na dobre w końcówce pierwszej połowy, gdzie po strzelonych dwóch bramkach byliśmy troszeczkę podmęczeni. Lech się odkrył i powinniśmy go skontrować, ale niestety stało się inaczej. Cieszę się, że udało się nam zmotywować w drugiej połowie i zwyciężyć. Pokazaliśmy, że jesteśmy dobrą drużyną i nie powinniśmy się obawiać żadnego zespołu. Teraz jedziemy na Legię i nie jedziemy tam po remis, tylko po zwycięstwo.

Marek Wasiluk (obrońca Jagiellonii Białystok): – Uważam, że nasza dzisiejsza wygrana z Lechem nie jest żadną niespodzianką, gdyż łącznie z meczem pucharowym jest to nasze trzecie zwycięstwo z rzędu. Wygraliśmy 4:2, więc myślę, że Lech nas niczym nie zaskoczył. Spotkanie jednak nie należało do łatwych. W ogóle w Orange Ekstraklasie nie ma łatwych spotkań. W pierwszej połowie mieliśmy już 2:0 i w głupi sposób straciliśmy dwie bramki, ale najważniejszy jest wynik końcowy.

Jacek Markiewicz (pomocnik Jagiellonii Białystok): – W każdym meczu staramy się walczyć o komplet punktów. Szkoda trochę, że w pierwszej połowie prowadząc 2:0 dopuściliśmy do takiej nerwówki. Nie podłamało nas to jednak, bo wierzyliśmy, że skoro w pierwszej połowie strzeliliśmy dwie bramki, to dlaczego nie mielibyśmy tego powtórzyć w drugiej. (…) Cieszę się bardzo ze zdobytej bramki, bo miałem już kilka świetnych okazji we wcześniejszych meczach, być może za bardzo chciałem. Dzisiaj uderzyłem i piłka wpadła. Pozostaje się tylko cieszyć. Teraz jedziemy do Warszawy i chcemy wywieźć stamtąd jakieś punkty.

Aleksander Kwiek (pomocnik Jagiellonii Białystok): – Bardzo się cieszymy, że podtrzymaliśmy passę z Wodzisławia. Już od kilku spotkań nasza forma zwyżkuje i dzisiaj zdobyliśmy kolejne ważne trzy punkty. Może przy stanie 2:0 powinniśmy się trochę cofnąć i przeczekać przeciwnika, a tak niestety straciliśmy dwie bramki. Ostateczny wynik jest jednak 4:2 dla nas, po naprawdę dobrym meczu. Teraz przed nami Legia i spróbujemy powalczyć o kolejne trzy punkty.

Marcin Kikut (obrońca Lecha Poznań): – W pierwszej połowie stwarzaliśmy sytuacje, graliśmy nieźle. W drugiej było podobnie, ale przyszła ta feralna minuta, w której zachowałem się fatalnie i strzeliłem bramkę samobójczą. Powinienem wybić to nogą, ale niepotrzebnie próbowałem głową i stało się. Podcięło nam to skrzydła i do końca spotkania Jaga dominowała. Szkoda, bo uważam, że ta bramka spowodowała, że przegraliśmy. Mecz przegraliśmy na własne życzenie.
Duży sukces, dobry rezultat, niezły prognostyk na przyszłość. Wcześniej już nieco w nią wybiegliśmy, informując o tym, że Jaga przezimowała na 9. miejscu w tabeli. A jak było na wiosnę?

Runda wiosenna była w wykonaniu Jagiellonii bardzo słaba. Zaczęło się nieźle, bo od wygranej 1:0 na wyjeździe w Bytomiu z miejscową Polonią, ale były to jedynie miłe złego początki. Dość powiedzieć, że zwycięstwo na bytomianami był zaledwie jednym z dwóch, które „Duma Podlasia” odniosła tamtej wiosny. Drugim była wygrana 2:1 z Zagłębiem Sosnowiec przed własną publicznością w 21. kolejce. Pozostałe spotkania to same porażki, wyłączając jedynie bezbramkowy remis z ŁKS-em Łódź w 18. kolejce. Zdarzały się przegrane w dużych rozmiarach bramkowych, jak 2:5 z Zagłębie Lubin, 1:6 z Lechem Poznań czy 0:4 z Ruchem Chorzów na zakończenie sezonu. To właśnie te rezultaty doprowadziły do roszady na stanowisku trenera, gdzie na kilka kolejek przed końcem kampanii Artura Płatka zastąpił Dariusz Czykier. Niemniej Jagiellonii udało się utrzymać. W końcowej klasyfikacji Jaga zajęła 14. miejsce z dorobkiem 27 punktów, o „oczko” wyprzedzając spadkowiczów z łódzkiego Widzewa.

13. kolejka sezonu 2007/2008 polskiej Ekstraklasy:

Jagiellonia Białystok – Lech Poznań 4:2 (2:2), 3 listopada 2007 r.

Sędzia: Jacek Granat (Warszawa).

Widzów: Około 10 tysięcy.

Gole: Jacek Markiewicz 21′; Aleksander Kwiek 27′; Marcin Kikut 74′ (gol samobójczy); Mariusz Dzienis 88′ – Mariusz Dzienis 37′ (gol samobójczy); Hernan Rengifo 42′.

Skład Jagiellonii Białystok: Jacek Banaszyński – Łukasz Nawotczyński, Radosław Kałużny, Rodnei, Marek Wasiluk, Mariusz Dzienis, Jacek Markiewicz, Aleksander Kwiek (82′ Jacek Falkowski), Dariusz Jarecki (70′ Bartłomiej Niedziela), Wahan Gevorgyan, Vuk Sotirović (33′ Remigiusz Sobociński).

Trener Jagiellonii: Artur Płatek.

Skład Lecha Poznań: Krzysztof Kotorowski – Marcin Kikut, Dawid Kucharski, Zlatko Tanevski (32′ Jakub Wilk), Ivan Đurđević, Marcin Zając (89′ Maciej Kononowicz), Rafał Murawski, Henry Quinteros (71′ Przemysław Pitry), Dimitrije Injac, Hernan Rengifo, Piotr Reiss.

Trener Lecha: Franciszek Smuda.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00