AktualnościBył taki mecz: Jagiellonia Białystok – Wisła Płock 2:1

Był taki mecz: Jagiellonia Białystok – Wisła Płock 2:1

Kontynuujemy naszą podróż przez piłkarskie dzieje Jagiellonii Białystok. Dzisiaj dotarliśmy do ostatniego spotkania sezonu 2017/2018 Ekstraklasy, w którym Jagiellonia zmierzyła się z Wisłą Płock. „Żółto-Czerwoni” wygrali tamto starcie 2:1, tym samym przypieczętowując swoje drugie wicemistrzostwo Polski z rzędu, jednocześnie drugie w historii Klubu.

Jubileuszowe, 50. wydanie „Był taki mecz” rozpoczynamy tradycyjnie, czyli od przypomnienia zeszłotygodniowego tekstu spod tego szyldu. Przed siedmioma dniami pisaliśmy o świetnym w wykonaniu Jagi wyjazdowym meczu z końcówki lutego 2018 roku, kiedy białostoczanie ograli przy Łazienkowskiej w Warszawie miejscową Legią 2:0. Bramki dla „Żółto-Czerwonych zdobyli wówczas Arvydas Novikovas i Karol Świderski, a wygrana w takim rozmiarze była najniższym z możliwych wymiarów kary. Jaga całkowicie zdominowała gospodarzy, przez cały mecz będąc wyraźnie lepszą od Legionistów. O skali przewagi naszego zespołu świadczą opinię pomeczowe, porównujące dominacje Podlasian do tej, którą w Warszawie miała Borussia Dortmund podczas rywalizacji z Legią w ramach Ligi Mistrzów. Warto zaznaczyć, że tamto spotkanie nie było „przelatującą gwiazdą”, krótkim i jasnym przebłyskiem dobrej gry „Dumy Podlasia”. Było wręcz przeciwnie. Jaga zanotowała na starcie tamtej rundy wiosennej kapitalną serię pięciu zwycięstw z rzędu, i to osiagniętych w bezapelacyjny sposób. Białostoczanie wtedy rządzili i dzielili na polskiej scenie piłkarskiej, pewnie liderując ekstraklasowym zmaganiom. Ponieżej zamieszczamy fragment zeszłotygodniowego tekstu, którego całość znaleźć można TUTAJ. Do lektury naturalnie zachęcamy.

W drugiej połowie Legia nie wyglądała na drużynę, która za wszelką cenę chcę doprowadzić do remisu. Warszawianie nie mieli pomysłu na konstruowanie akcji, za to Jagiellonia grała bardzo mądrze i co chwilę próbowała użądlić z kontrataku. Najgroźniejszy w polu karnym rywala był Roman Bezjak, ale napastnik „Dumy Podlasia” miał problem z wykończeniem akcji. W 51. minucie Burliga miękko zagrał na 11. metr, jednak Bezjak nie trafił czysto w piłkę. Chwilę później Słoweniec mógł się zrehabilitować, ale na posterunku stał Arkadiusz Malarz, który był najjaśniejszą postacią stołecznej ekipy.

Jagiellonia bardzo chciała powiększyć przewagę bramkową i nie zamierzała zwalniać tempa. W 64. minucie Przemysław Frankowski pięknie skierował piłkę w pole karne do wbiegającego Arvydasa Novikovasa. Litwin w doskonałej sytuacji uderzył podcinką, ale piłka trafiła w słupek. Na pięć minut przed końcem po lekkim strzale Karola Świderskiego Malarz wypluł piłkę pod nogi Cilliana Sheridana, ale Irlandczyk znajdował się na niewielkim spalonym i jego celna dobitka nie została uznana.

W samej końcówce „Żółto-Czerwoni” wreszcie dopięli swego. Po ładnej akcji Jagi piłka trafiła na prawe skrzydło do Piotra Wlazły, który wrzucił futbolówkę na głowę Karola Świderskiego. Młodzieżowy reprezentant Polski, podobnie jak wcześniej z Lechią, ustalił wynik spotkania, ale tym razem na 2:0.

Przez cały mecz Jagiellonia bezdyskusyjnie kontrolowała grę, na co najlepszym dowodem jest fakt, że Legia przez 90 minut oddała tylko jeden celny strzał. Nasz będący na fali zespół całkowicie zdominował rywala, który po drugiej żółtej kartce dla Marko Vesovicia w końcówce kończył mecz w dziewiątkę. Dominacja Jagi potwierdzenie i odzwierciedlenie znalazła również w statystykach pomeczowych, które pokazywały skalę dominacji nad Legionistami porównywalą do meczu przeciwko Borussi Dortmund w Lidze Mistrzów. Naturalnie w tej analogii to Jaga stoi na pozycji niemieckiego zespołu.

Dzięki tej wygranej „Duma Podlasia” umocniła się wówczas na pozycji lidera LOTTO Ekstraklasy i powiększyła swoją przewagę nad drugą Legią do trzech punktów. Po czterech meczach w 2018 roku Jaga zgromadziła komplet punktów. To był fenomenalny start rundy wiosennej w wykonaniu Jagiellończyków, co stanowiło miłą odmianę i był w pewnie sposób fenomenem. Niemniej liczyły się fakty, a te pokazywały, że Jaga złapała porządną serię meczów nawet nie tyle bez porażki, co kolejnych zwycięstw.

W poprzednim tekście, którego fragment mogliście Państwo przeczytać powyżej, naszą wspomnikową podróż po sezonie 2017/2018 zakończyliśmy na 25. kolejce i meczu z Legią Warszawa. Było to czwarte spotkanie w rundzie wiosennej tamtej kampanii i czwarte z rzędu wygrane. Seria potrwała jeszcze przez jedno starcie, domowe 2:0 z Wisłą Kraków. Później przyszła brutalna porażka z Lechem Poznań na wyjeździe, odniesiona w rozmiarze aż 1:5 (honorowe trafienie Novikovasa). Do końca sezonu regularnego Jaga zapunktowała jeszcze raz – wygrywając z Arką Gdynia 3:2 w niesamowitych okoliczonościa, po dwóch bramkach Jakuba Wójcickiego w doliczonym czasie gry drugiej połowy. Potem była przerwa na kadre i tąpniecie jeśli chodzi o wyniki, które obrazują trzy porażki z rzędu. Po drugiej z nich Jagiellończycy starcili pozycję lidera wyścigu o mistrzostwo Polski, której niestety nie odzyskali już do końca sezonu. W fazie play-off bilans białostoczan to cztery zwycięstwa, remis i dwie porażki, które przełożyły się na 13 zdobytych punktów, co niestety nie wystarczyło do sięgnięcia po najwyższy z laurów, czyli tytuł mistrzowski. Niemniej Jaga o to trofeum walczyła do ostatnich chwil. Przed kończącym tamten sezon, a będącym clue naszego dzisiejszego tekstu, domowym meczem z Wisłą Płock sytuacja była prosta – „Żółto-Czerwoni” mają już zapewnione wicemistrzostwo, ale wciąż mogą marzyć o mistrzostwie. Warunki? Dwa. Po pierwsze trzeba z płocczanami wygrać, a po drugie Legia musi przegrać w Poznaniu z tamtejszym Lechem. Pierwszy spełnić się udało, ale drugiego, niezależnego od nas, już nie. W ten sposób docieramy do sedna dzisiejszego wydania „Był taki mecz”, czyli spotkania Jaga – Wisła Płock.

Jak wyglądało to starcie? Trener Ireneusz Mamrot na spotkanie z „Nafciarzami” postanowił wystawić dokładnie tę samą jedenastkę, która wystąpiła w meczach z Lechem i Zagłębiem. Tym samym po raz trzeci z rzędu w podstawowym składzie wystąpił powracający do formy Cillian Sheridan, wspomagany przez Martina Pospisila, Arvydasa Novikovasa i Przemysława Frankowskiego.

Na jedną zmianę w wyjściowej jedenastce względem poprzedniego meczu połocczan zdecydował się natomiast trener Wisły, Jerzy Brzęczek. Szkoleniowiec gości postanowił posadzić na ławce Kamila Bilińskiego, który ustąpił miejsca Semirowi Stiliciowi. Przyjezdni rozpoczęli więc spotkanie w ustawieniu z jednym napastnikiem.

Po kilku minutach opóźnienia sędzia Lasyk odgwizdał początek meczu. Podobnie jak w poprzednim meczu w tamtym sezonie pomiędzy tymi drużynami, Wisła Płock bardzo dobrze grała w obronie i skupiła się głównie na grze z kontrataku. To jednak piłkarze Jagiellonii jako pierwsi stworzyli sobie pierwszą w meczu groźną sytuację po grze z kontry. W 8. minucie nasi piłkarze przejęli piłkę po złym wykonaniu rzutu rożnego przez zespół gości. Łukasz Burliga znakomicie przerzucił ciężar gry na lewą stronę do Martina Pospisila, ten odegrał do Cilliana Sheridana, a Irlandczyk mocno uderzył z dystansu, niestety bardzo niecelnie. Kilka minut później, z podobnym efektem, z dalekiej odległości próbował też Guilherme.

Z minuty na minutę Jagiellonia coraz bardziej dochodziła do głosu, ale jej akcje niestety nie przynosiły konkretów. W 18. minucie Martin Pospisil wpadł w pole karne i próbował odegrać piłkę do Cilliana Sheridana, ale naszego napastnika uprzedził obrońca Wisły. Chwilę później najlepszą okazję na zdobycie gola mieli goście. Po rzucie wolnym, wykonywanym przez Dominika Furmana, piłkę głową zgrał Arkadiusz Reca, a Mariana Kelemena ubiegł Jose Kante. Na szczęście nie dość, że Gwinejczyk przestrzelił, to jeszcze znajdował się na pozycji spalonej.

W 26. minucie z rzutu wolnego piłkę dogrywał Guilherme. Brazylijczyk zagrał na głowę Tarasa Romanczuka, ale ten nie zdołał dobrze ułożyć się do strzału i piłka poszybowała nad bramką.

Niecałe dziesięć minut później Wisła Płock objęła przy Słonecznej prowadzenie. Piłkę z rzutu wolnego dogrywał Dominik Furman, Arkadiusz Reca zgrał ją głową do Jose Kante, a ten bez zastanowienia uderzył po ziemi w prawy róg bramki i zapewnił gościom prowadzenie.

Po straconej bramce z piłkarzy Jagiellonii nieco zeszło powietrze, ale do końca pierwszej części gry walczyli oni o zdobycie choćby wyrównującej bramki. Już w 42. minucie zakotłowało się w polu karnym gości, ale po serii zablokowanych strzałów sędzia Lasyk odgwizdał spalonego. Gospodarze dopięli swego chwilę później. Taras Romanczuk miękko wrzucił piłkę w pole karne, gdzie pojedynek główkowy z Cezarym Stefańczykiem wygrał Ivan Runje, pokonując tym samym Thomasa Dahnego, któremu futbolówka przeleciała po palcach. Na przerwę oba zespoły schodziły zatem przy wyniku remisowym.

Już na początku drugiej połowy zrobiło się bardzo gorąco. Po kilku przypadkowych odbiciach w środku pola piłkę dostał Dominik Furman. Były piłkarz Legii posunął do przodu i zagrał na lewą stronę do Jose Kante, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Marianem Kelemenem. Napastnik Wisły ze stoickim spokojem podciął piłkę i umieścił ją w siatce. Na nasze szczęście sędzia zdecydował się użyć VAR-u, aby przyjrzeć się sytuacji, która miała miejsce kilka sekund wcześniej. Jak się okazało, Semir Stilić faulował w środku pola Tarasa Romanczuka i bramka nie została uznana.

Wisła, która nadal nie była pewna swojego udziału w pucharach, zaczęła grać nieco odważniej. Najbliżej prowadzenia goście byli w 58. minucie, kiedy to po dośrodkowaniu Alana Urygi główkował Arkadiusz Reca. Nasz bramkarz nie dał się jednak zaskoczyć i wypchnął futbolówkę na rzut rożny.

W 64. minucie Łukasz Burliga niedokładnie dośrodkował na głowę Cilliana Sheridana. Napastnik Jagi zdołał co prawda oddać strzał, ale nie było w tej sytuacji szans na pokonanie Thomasa Dahnego. Cillian Sheridan mógł jednak już po chwili cieszyć się z gola. Przemysław Frankowski dostał prostopadłe podanie z prawej strony boiska i tuż przed wyjściem piłki za linię końcową zdołał idealnie dorzucić ją do Sheridana, który strzelił głową swoją szóstą bramkę w tamtym sezonie.

Płocczanie próbowali pokusić się o wyrównującą bramkę, ale najpierw uderzenie z dystansu Damiana Szymańskiego wyłapał Marian Kelemen, następnie niecelnie główkował Adam Dźwigała i w końcu ponownie znakomitą interwencją popisał się nasz bramkarz. Marian Kelemen wybronił strzał Nico Vareli, a dobitka Łukowskiego trafiła w boczną siatkę.

Jakub Łukowski był jednym z dwóch zawodników Wisły Płock, którzy w drugiej połowie zameldowali się na boisku. W 77. minucie zmienił on Konrada Michalaka. Poza nim na murawie w ekipie gości zameldował się, w 68. minucie, Kamili Biliński, który zastąpił Semira Stilicia. Jeżeli chodzi o roszady personalne w składzie Jagiellonii, to trener Ireneusz Mamrot wykorzystał w drugiej połowie komplet zmian, posyłając do boju Piotra Wlazłę, Karola Świderskiego i Marka Wasiluka, którzy zastąpili, odpowiednio, Bartosza Kwietnia (70. minuta), Martina Pospisila (76. minuta) i Arvydasa Novikovasa (90. minuta).

Na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry dobre podanie w polu karnym dostał wspomniany Karol Świderski. Młodzieżowy reprezentant Polski źle przyjął piłkę i nie zdołał oddać dobrego strzału. Jego uderzenie bez trudu wyłapał Thomas Dahne. Chwilę po tej akcji szansę na drugą bramkę miał Cillian Sheridan, ale po dośrodkowaniu Przemysława Frankowskiego nasz napastnik niecelnie uderzył z woleja.

Więcej bramek w tym meczu nie padło i Jagiellonia zakończyła sezon zwycięstwem. Z racji tego, że mecz Lecha z Legią został przerwany i jego wynik został zweryfikowany jako walkower na korzyść Legii Warszawa, nasza drużyna po raz drugi z rzędu została wicemistrzem Polski. Ten sukces Jagiellończycy mogli świętować jeszcze przed spotkaniem, bowiem tytuł wicemistrzowski mieli już zagwarantowany. Walczyli za to o pierwsze w historii klubu mistrzostwo Polski, czego jednak nie udało się osiągnąć. Do realizacji tego marzenia potrzebne było, oprócz zwycięstwa na Wisłą, przegranie meczu przez Legię, która mierzyła się z poznańskim Lechem. Do tego niestety nie doszło, ale białostoczanie i tak mieli się z czego cieszyć.

Na pomeczowej konferencji pojawił się ówczesny trener Jagiellonii Białystok, Ireneusz Mamrot. – Jeśli chodzi o mecz, to powiem bardzo krótko: celem było zwycięstwo. Nie chcę opisywać spotkania, bo chyba dzisiaj nie jest to najważniejsze. Cel udało się zrealizować, ale nie oszukujmy się, po ostatnim gwizdku sprawdzaliśmy wynik meczu Lecha z Legią. Nie poukładało się to tak, jak byśmy chcieli. Z jednej strony jest to duży sukces, ale z drugiej strony nie ukrywam, że odczuwam niedosyt, bo niewiele zabrakło – krótko skomentował opiekun białostoczan.

Głos podczas konferencji zabrał także opiekun Wisły Płock, Jerzy Brzęczek. – Chciałbym pogratulować chłopakom, drużynie, sztabowi. Myślę, że pomimo problemów jesienią był to dla nas fantastyczny sezon. Wiosna pokazała, że ta drużyna zrobiła bardzo duży postęp, zarówno indywidualnie jak i zespołowo. Myślę, że to my zasługiwaliśmy, żeby po dzisiejszej kolejce być na czwartym miejscu i grać w europejskich pucharach. Nigdy nie krytykuję sędziów, bo wiem, że jest to trudny zawód, ale przychodzi taki czas, że cierpliwość się kończy. Jeżeli sobie teraz pomyślę, co działo się podczas ostatniego pół roku i przypomnę sobie dzisiejszy mecz, kiedy zdobyliśmy cudowną bramkę po fantastycznej akcji, która później została cofnięta… Nie widziałem jeszcze powtórki tej sytuacji, ale z tego co słyszałem, to była to skandaliczna decyzja. To jest skandaliczne, trzeba to otwarcie powiedzieć – mówił trener Brzęczek.

Oddajmy głos głównym bohaterom tamtego starcia, czyli zawodnikom Jagiellonii Białystok.

Rafał Grzyb, pomocnik i kapitan Jagiellonii Białystok. – Przypomniała mi się sytuacja z zeszłego sezonu, gdy też walczyliśmy o mistrzostwo do końca, do ostatniej kolejki. Brakowało nam wtedy jednej bramki, a dzisiaj brakowało tego, aby Lech Poznań wygrał u siebie z Legią Warszawa. Co do meczu, to chodziło nam przede wszystkim o to, aby zwyciężyć. To był nasz nadrzędny cel, a nie to, co wydarzy się w innym spotkaniu, co nie zależy od nas. Oczywiście mocno trzymaliśmy kciuki za ekipę z Poznania. Jesteśmy zadowoleni z całego sezonu, choć poprzednie nie do końca udane mecze, w szczególności u siebie, trochę zamazują ten obraz. Ale patrząc pod kątem całego sezonu można powiedzieć, że jest udany. Oczywiście tak, pewien niedosyt jest i tego najbardziej żałuję

Martin Pospisil, pomocnik Jagiellonii Białystok. – Dla mnie to wicemistrzostwo to najlepszy wynik w karierze, ale w przyszłym sezonie będę chciał poprawić ten wynik.

Słowa popularnego „Pepika” zacytowane wyżej są najlepszym podsumowaniem tamtego sezonu oraz panujących wówczas nastrojów w jagiellońskiej szatni. Jaga zdobyła tytuł wicemistrza Polski, pora drugi z rzędu i drugi w historii. Ligę zakończyła z 70 punktami na koncie i ledwie trzema „oczkami” straty do mistrza, czyli Legii Warszawa. Jak potoczyły się kolejne miesiące dla Jagiellonii Białystok? Zapewne większość z Was pamięta, a tym którzy nie pamiętają, lub będą sobie po prostu chcieli nie powspominać, polecamy zaczekać do przyszłego tygodnia i kolejnego wydania „Był taki mecz”.

37. kolejka sezonu 2017/2018 Lotto Ekstraklasy

Jagiellonia Białystok – Wisła Płock 2:1 (1:1), 20 maja 2018 r.

Stadion: Stadion Miejski w Białymstoku.

Sędzia: Piotr Lasyk (Bytom).

Widzów: 20 086 osób.

Gole: Ivan Runje 44′; Cillian Sheridan 65′ – Jose Kante 35′.

Czerwone kartki: Dominik Furman (druga żółta kartka, w konsekwencji czerwona).

Skład Jagiellonii Białystok: Marian Kelemen – Łukasz Burliga, Ivan Runje, Nemanja Mitrović, Guilherme, Taras Romanczuk (K), Bartosz Kwiecień (Piotr Wlazło 70′), Przemysław Frankowski, Martin Pospisil (Karol Świderski 76′), Arvydas Novikovas (Marek Wasiluk 90′), Cillian Sheridan.

Trener Jagiellonii: Ireneusz Mamrot.

Skład Wisły Płock: Thomas Dahne – Cezary Stefańczyk, Alan Uryga, Adam Dźwigała, Arkadiusz Reca, Damian Szymański (K), Dominik Furman, Konrad Michalak (Jakub Łukowski 77′), Semir Stilić (Kamil Biliński 68′), Nico Varela, Jose Kante.

Trener Wisły: Jerzy Brzęczek.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00