AktualnościBył taki mecz: Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk 0:1

Był taki mecz: Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk 0:1

Ostatni wtorek w 2020 roku, pora na ostatnie wydanie naszego cotygodniowego cyklu „Był taki mecz”. W dzisiejszym tekście skupimy się na rozegranym w maju 2019 roku meczu finałowym rozgrywek Pucharu Polski sezonu 2018/2019, w którym Jagiellonia, na PGE Narodowym w Warszawie, zmierzyła się z Lechią Gdańsk.

Zaczynamy tradycyjnie, czyli od przypomnienia ubiegłotygodniowego tekstu spod szyldu „Był taki mecz”, który w całości przeczytać możecie TUTAJ. Przed siedmioma dniami wspominaliśmy ostatnią pucharową przygodę Jagiellonii w Europie. Mowa naturalnie o sezonie 2018/2019, na którego początku podopiecznym trenera Ireneusza Mamrota przyszło rywalizować w eliminacjach Ligi Europy. Swój udział rozpoczęli dosyć wcześnie, bowiem już od 2. rundy kwalifikacji. Od razu trafili na bardzo mocnego rywala, którym było portugalskie Rio Ave FC. Ze względu na niekorzystny bilans polsko-portugalskich potyczek w klubowej odsłonie (do momentu starcia Jagi z Rio Ave żaden polski klub nie wyeliminował konkurenta z Portugalii) oraz różnicę klas pomiędzy ligami polską i portugalską, wielu ekspertów skazywało „Żółto-Czerwonych” na porażkę, do tego raczej wysoką. Losy tego dwumeczu potoczyły się jednak zupełnie odwrotnie. Najpierw Jaga pokonała „Vilacondenses” przed własną publicznością 1:0 po trafieniu Mateusza Machaja, a następnie, w szalonym meczu w Vila do Conde, zremisowała z zawodnikami prowadzonymi przez trenera Jose Gomesa 4:4 po bramkach Cilliana Sheridana, Tarasa Romanczuka (dwie) i Martina Pospisila. Dzięki temu rezultatowi „Duma Podlasia” mogła cieszyć się z awansu i pierwszego w historii klubu meczu w trzeciej rundzie kwalifikacji do europejskich pucharów. Tam już tak kolorowo nie było. Jagiellończycy ulegli w dwumeczu belgijskiemu KAA Gent 1:4, przegrywają 0:1 u siebie i 1:3 na wyjeździe. Trzeba jednak podkreślić, że tamten występ wstydu naszem klubowi nie przyniósł. Poniżej załączamy fragment zeszłotygodniowego tekstu.

„Żółto-Czerwoni” rozpoczęli to spotkanie naprawdę naładowani, oczywiście pozytywną energią. Już w pierwszej akcji spotkania w polu karnym zablokowany został Bartosz Kwiecień, a strzał z dystansu Mateusza Machaja poszybował nad poprzeczką. W 6. minucie naszej drużynie już udało się wyjść na prowadzenie. Odbiór Tarasa Romanczuka rozpoczął kontrę Jagiellonii. Przemysław Frankowski idealnie dograł piłkę w pole karne do Cilliana Sheridana, a ten mocnym strzałem otworzył wynik meczu.

Gospodarze już po chwili mogli odpowiedzieć, ale po kontrataku Gelson Dala w sytuacji sam na sam nie zdołał pokonać Mariana Kelemena. W kolejnych minutach nieprawdopodobnie groźny był dla naszej defensywy Wenderson Galeno. Wypożyczony z FC Porto zawodnik sprawiał na lewym skrzydle Łukaszowi Burlidze bardzo wiele problemów. To właśnie on w 27. minucie gry doprowadził do remisu, wykorzystując sytuację sam na sam z naszym bramkarzem.

Szkoda była tym większa, że chwilę wcześniej dobry strzał z dystansu Łukasza Burligi minął bramkę rywala, a piłka po próbie z odległości w wykonaniu Arvydasa Novikovasa poszybowała tuż nad poprzeczką. Po bramce wyrównującej piłkarze „Dumy Podlasia” mieli kilka kontrataków przy których zabrakło im dokładnego ostatniego podania, a gdy wydawało się, że do przerwy będzie korzystny dla Jagi remis 1:1, w doliczonym czasie gry Wenderson Galeno po indywidualnej akcji został sfaulowany 20 metrów od naszej bramki i po chwili cudownym strzałem z rzutu wolnego wyrównał stan gry w całym dwumeczu.

Stało się jasne, że w drugiej połowie emocje będą niezwykłe, ale chyba nikt się nie spodziewał, że będą aż takie. W 56. minucie gry wstrzelenie piłki przez Mateusza Machaja w pole karne zostało zlekceważone przez defensywę Rio Ave i do wyrównania z bliska doprowadził Taras Romanczuk.

Rio Ave rzuciło się do ataku i po chwili od bramki samobójczej po rzucie rożnym uratowała nas poprzeczka. Chwilę później gospodarze ponownie prowadzili 3:2. Tym razem stały fragment gry i ogromne zamieszanie przed bramką Mariana Kelemena zakończyło się trafieniem Gelsona Dali. Ten sam zawodnik minutę po bramce mógł wyprowadzić Rio Ave na prowadzenie w całym dwumeczu. Tym razem jednak kapitalnie po strzale z bliska interweniował Kelemen.

Szaleństwo w Vila do Conde trwało dalej. W dobrym okresie gry gospodarzy padła bramka… dla Jagiellonii! Składnie wyprowadzony kontratak, spokojne rozegranie i przepiękne uderzenie zewnętrzną częścią stopy autorstwa Martina Pospisila sprawiło, że w 72. minucie gry ponownie był remis.

Siedem minut później stało się praktycznie jasne, że to Jagiellonia awansuje do kolejnej rundy. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Guilherme głową swojego drugiego gola w tym meczu strzelił Taras Romanczuk. Późniejsze ataki i wyrównujący gol Damiena Furtado na 4:4 na pięć minut przed końcem już nie mogły zmienić tego, że to Jagiellonia Białystok awansowała do kolejnej rundy eliminacji Ligi Europy.

Serdecznie zachęcamy do przeczytania tego tekstu. Przejdźmy teraz do dzisiejszego wydania „Był taki mecz”. Jak zapewne zauważyliście, poprzedni tekst traktował o spotkaniu niejako rozpoczynającym sezon 2018/2019. Dzisiejsze wydanie jest z kolei ostatnim, wobec czego czujemy się poniekąd w obowiązku przedstawić losy Jagi w kolejnych etapach tamtego sezonu.

Podopieczni trenera Ireneusza Mamrota w sezonie 2018/2019 rywalizowali na trzech frontach – eliminacje Ligi Europy, Puchar Polski oraz Ekstraklasa. Do pierwszych z wymienionych rozgrywek mogli przystąpić dzięki zajęciu we wcześniejszej kampanii bardzo dobrego drugiego miejsca, dodajmy dającego drugie z rzędu wicemistrzostwo Polski. Odpadli z nich jednak po rozegraniu czterech spotkań, w których sporo pisaliśmy wyżej. Jeżeli zaś chodzi o pozostałe zmagania, to w nich „Żółto-Czerwoni” rywalizowali do samego końca. Naturalnie to nic dziwnego w wypadku Ekstraklasy, w końcu mówimy o ligowej rywalizacji. Natomiast jeżeli chodzi o Puchar Polski, to jest to niemałe osiągnięcie. Tutaj bowiem, jak sama nazwa wskazuje, mamy doczynienia ze zmaganiami pucharowymi. Oznacza to, że mecz nie może zakończyć się remisem, musi zostać wyłoniony zwycięzca, który przechodzi dalej. Jeżeli zatem dana drużyna, w tym wypadku Jagiellonia, chce zdobyć trofeum, to musi okazać się lepsza od każdego z rywali, notując bilans samych wygranych. Tak też się stało, z tymże bez tej najważniejszej, finałowej wiktorii.

Jeżeli chodzi o zmagania ligowe w sezonie 2018/2019, to Jagiellonia zakończyła je na 5. miejscu w tabeli z dorobkiem 57 punktów. Dokładnie takim samym rezultatem punktowym mogli się pochwalić piłkarze Cracovii, którzy finiszowali na 4. pozycji i zgarnęli możliwość gry w Europie. Jaga straciła wówczas 10 punktów do strefy medalowej i 15 do mistrza, którym wówczas została Legia Warszawa.

A jak wyglądała przygoda Jagi z Pucharem Polski? Dziewięć lat po zwycięstwie nad Pogonią Szczecin nasz zespół po raz trzeci w historii znalazł się na najwyższym szczeblu drabinki Pucharu Polski. Po wyeliminowaniu kolejno Lechi Dzierżoniów (1:0, Świderski 59′), GKS-u Katowice (1:0, Guilherme z rzutu karnego 120′), Arki Gdynia (2:0, Sheridan 75′, Klimala 86′), Odry Opole (2:0, Klimala 73′, 90′) oraz Miedzi Legnica (2:1, Romanczuk 61′, 90′), tracąc przy tym tylko jedną bramkę, Jagiellonia Białystok stanęła przed szansą zdobycia drugiego w historii pucharu krajowego. Jej rywal, Lechia Gdańsk, musiał się z kolei rozprawić z Wisłą Kraków (6:5 po konkursie rzutów karnych), Resovią Rzeszów (3:1, Vitoria 57′, Sobiech 61′, Haraslin 70′), Termaliką Bruk-Bet Nieciecza (3:1, Łukasik 45′, Makowski 67′, Wolski 90′), Górnikiem Zabrze (2:1, Mak 33′, Makowski 85′) i Rakowem Częstochowa (1:0, Sobiech 17′). 2 maja 2019 roku drogi obu drużyn skrzyżowały się na Stadionie Narodowym.

Przed pierwszym gwizdkiem największą niewiadomą w składzie Jagi był występ Arvydasa Novikovasa. Po kontuzji barku, której doznał kilka tygodni wcześniej, jego udział w tym meczu stał pod bardzo dużym znakiem zapytania. Na szczęście Litwin zdołał się wykurować na czas i znalazł się w podstawowym składzie na czwartkowe spotkanie. Po drugiej stronie boiska wybiegł z kolei Guilherme, który w tamtym sezonie występował zarówno na lewej obronie jak i na lewym skrzydle. Jego miejsce w defensywie zajął Bodvar Bodvarsson. W środku obrony obok Ivana Runje mogliśmy oglądać Zorana Arsenicia. Za ofensywę gospodarzy tego spotkania odpowiedzialni byli Jesus Imaz oraz Patryk Klimala.

Tak jak przewidywano w zapowiedziach przedmeczowych, w jedenastce Lechii od pierwszych minut zagrał Zlatan Alomerović. Za niespodziankę można uznać brak Artura Sobiecha, którego na szpicy zastąpił Flavio Paixao, wspierany w pomocy przez trio Makowski, Kubicki, Łukasik. Dostępu do bramki mieli bronić Nunes, Nalepa, Augustyn oraz Mladenović.

Jak wyglądał mecz? Pewniej rozpoczęli białostoczanie. Jaga od początku chciała pokazać, że gorąca atmosfera i wrzawa na Stadionie PGE Narodowym jej nie straszne, a wręcz motywujące do walki. Już w pierwszej minucie białostoczanie popisali się groźną kontrą, ale niecelne podanie Guilherme zakończyło tę akcję.
W ósmej minucie drużyna z Podlasia sprytnie rozegrała rzut rożny. Po krótkim podaniu Guilherme piłka po ziemi została posłana w pole karne, a później odegrana do Tarasa Romanaczuka, który niestety uderzył obok bramki. Kilka minut później piłkę z lewej strony wrzucał ponownie Guilherme, ale w walce w powietrzu z Błażejem Augustynem Patryk Klimala był bez szans.

Po raz pierwszy groźnie w polu karnym Jagiellonii zrobiło się po kwadransie gry. Po bardzo dobrej wrzutce sprzed „szestnastki” aż trzech piłkarzy znalazło się przed Marianem Kelemena. Na szczęście główka Haraslina z boku bramki była niecelna i piłka trafiła wprost w ręce Kelemena. Po kilku minutach Flavio niemal perfekcyjnie dośrodkował do Haraslina, ale jeszcze lepiej na piątym metrze zachował się Kadlec, zdejmując Słowakowi futbolówkę z głowy.

W kolejnej części pierwszej połowy dużo groźniej prezentowała się „Duma Podlasia”. W 22. minucie w bardzo dobrej sytuacji znalazł się Patryk Klimala, który na ósmym metrze dostał świetną piłkę od Bodvarssona. Młodzieżowy reprezentant Polski w niemal stuprocentowej sytuacji zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i zepsuł idealną okazję do wyjścia na prowadzenie. Chwilę później zablokowane dośrodkowanie Guilherme zakończyło się rzutem rożnym, po którym niecelnie główkował Runje.

Chcąc koniecznie otworzyć wynik jeszcze w pierwszej połowie Jagiellonia nie zwalniała tempa. Po jednej z wielu wrzutek z boku boiska z piłką minął się Alomerović, ale zabrakło piłkarza w żółto-czerwonym trykocie, który mógłby to zamknąć. Po chwili głębokie dośrodkowanie Bodvarssona trafiło do Novikovasa, ale centrostrzał Litwina bez problemu wyłapał bramkarz Lechii.

Najlepszą szansę na objęcie prowadzenie podopieczni Piotra Stokowca mieli na dziesięć minut przed końcem pierwszej części gry, kiedy to niebezpiecznie z bramki wyszedł Marian Kelemen. Nasz bramkarz odbił piłkę głową wprost pod nogi Daniela Łukasika, ale pomocnik gdańszczan nie zdecydował się na strzał na pustą bramkę, a uderzenie Mladenovicia z dystansu było bardzo niecelne. Podobnie zresztą jak próba z daleka Tarasa Romanczuka. Nasz kapitan posłał piłkę daleko od bramki rywala.

Kilkadziesiąt sekund przed końcem pierwszej połowy kibice Jagi mogli spodziewać się, że ich ulubieńcy będą po 45 minutach schodzić na tarczy, bowiem niepotrzebne wyjście Alomerovicia z bramki mogło bardzo źle się zakończyć dla zawodników z Gdańska. Serb dał się wyprzedzić Klimali, który zdołał go przelobować, ale w ostatniej chwili ofiarnie interweniował Augustyn, oddalając niebezpieczeństwo. Tym samym po bardzo dobrej pierwszej połowie na tablicy świetlnej widniał wynik bezbramkowy.

Po zmianie stron pierwsi do głosu doszli białostoczanie, którzy oddali niecelny strzał na bramkę Alomerovicia. Niemniej drugą połowę zdecydowanie odważniej zaczęła Lechia Gdańsk. Jej starania nie przełożyły się jednak na konkretne sytuacje, bo albo bez zarzutu spisywała się nasza obrona, albo Kelemen nie miał problemu z wyłapaniem futbolówki. Bliscy szczęścia byli z kolei Jagiellończycy, którzy po strzale Imaza mogli zdobyć upragnioną bramkę. Hiszpan został jednak zablokowany, a strzał sprzed pola karnego w wykonaniu Poletanovicia poleciał w trybuny.

Przez kilkanaście minut gra toczyła się głównie w środku boiska i oba zespoły stwarzały sobie mało sytuacji. W 73. minucie znowu zagotowało się pod bramką Alomerovicia. Po zagraniu Bodvarssona na strzał z około 18. metra zdecydował się Guilherme. Serbski bramkarz odbił futbolówkę, ale dobitka Imaza została zablokowana. Kiedy białostoczanie zaczęli się powoli rozkręcać, sędzia musiał przerwać spotkanie, ponieważ dym z odpalonych rac znacznie ograniczył widoczność.

Po krótkiej przerwie do ataku ruszyła Lechia. Co prawda główka Paixao poszybowała jeszcze ponad poprzeczką, a strzał głową Runje poleciał w sam środek bramki, ale uderzenie Portugalczyka w 86. minucie gry po interwencji Mariana Kelemena wpadło już do siatki. Po długiej konsultacji z wozem VAR sędzia Bartosz Frankowski zdecydował się jednak anulować gola, ponieważ napastnik gdańszczan znajdował się na pozycji spalonej.

Z powodu zmian i wideoweryfikacji arbiter doliczył do drugiej połowy aż 7 minut. Jeżeli chodzi o personalne roszady w obu ekipach, to wszystkie zostały przeprowadzone w drugiej połowie. Trener Ireneusz Mamrot zdecydował się skorzystać z usług dwóch graczy, którzy starcie rozpoczęli na ławce rezerwowych. Mowa o Jakubie Wójcickim i Bartoszu Kwietniu, którzy na murawie zameldowali się w doliczonym czasie gry, zmieniając odpowiednio Andreja Kadleca i Marko Poletanovicia. Komplet zmian wykorzystał natomiast opiekun gdańszczan, który najpierw w miejsce Konrada Michalaka wpuścił Artura Sobiecha (69′), a doliczonym czasie gry dał pograć Stevenowi Vitorii i Patrykowi Lipskiemu (Daniel Łukasik i Lukaz Haraslin).

Gdy wszyscy na PGE Narodowym oczekiwali już dogrywki, ogromny błąd w obronie popełnił zespół z Białegostoku. Po dośrodkowaniu Flavio na krótki słupek Artur Sobiech wybiegł zza pleców defensorów Jagi i pokonał niepewnie interweniującego Mariana Kelemena. Tym razem nie było mowy o anulowaniu gola, a nasz zespół nie miał już okazji wyprowadzić jakiejkolwiek akcji. Tym samym Puchar Polski pojechał do Gdańska.

Po spotkaniu odbyła się konferencja prasowa z udziałem szkoleniowców obu drużyn. Ireneusz Mamrot, trener Jagiellonii Białystok. – Jesteśmy rozczarowani tym wynikiem. W mojej ocenie, jeśli chodzi o przebieg gry, nie zasłużyliśmy na porażkę. Piłka nie jest sprawiedliwa, nigdy taka nie była i nie będzie. Liczy się to, co jest w bramce. Mieliśmy do przerwy dwie bardzo dobre sytuacje. Jedna z nich, Patryka Klimali, była niemal idealna, ale Patryk w kluczowym momencie źle przyjął sobie piłkę. Nie wykorzystaliśmy tych sytuacji, a otwarcie wyniku sprawiłoby, że Lechia musiałaby się bardziej otworzyć. Mój zespół dał z siebie sto procent, zarówno jeśli chodzi o założenia taktyczne, jak i zaangażowanie. Zabrakło zdobycia bramki i nie ustrzegliśmy się błędu w ostatniej minucie spotkania. Zapłaciliśmy za to bardzo wysoką cenę. Drużyna dobrze funkcjonowała i nie było potrzeby robienia zmian. Po drugie, zapowiadało się na dogrywkę. Lechia porobiła zmiany, a my mieliśmy w zanadrzu dwóch zawodników, którzy mogli wejść i dać świeże siły. Tym bardziej, że widzieliśmy, że wszedł Vitoria i widzieliśmy nastawienie Lechii – powiedział opiekun „Żółto-Czerwonych”.

Głos podczas konferencji zabrał także trener Lechii Gdańsk, Piotr Stokowiec. – Jeśli chodzi o jakość, myślę, że nie było to jakieś wyjątkowo piękne widowisko. Wiadomo, że w finale są emocje, inny stadion. Nie żebym narzekał, ale murawa tu jest specyficzna. Finały gra się tak, żeby wygrać. Wytrzymaliśmy do końca, nie ulegliśmy żadnej presji, również ze zmianami. Drużyna się niczym nie podpaliła, wytrzymaliśmy do końca i cieszę się, że pomimo tej słusznie nieuznanej bramki potrafiliśmy odpowiedzieć. Mamy świetną drużynę. Jakość zawsze może być lepsza, ale dzisiaj zawodnicy uzyskali wspaniały rezultat. Tym finałem znowu bardzo wysoko podnieśliśmy poprzeczkę i cieszymy się ogromnie, bo tak jak mówiłem, że gramy o „nieśmiertelność”, tak myślę, że dzisiaj zapisaliśmy się w historii. Finały są po to, żeby je wygrywać, a nie żeby pięknie grać. Dzisiaj z obu stron nie było pięknej gry, ja cieszę się że puchar jedzie na Pomorze i że zmieniamy Lechię. Na pewno to jeszcze trochę potrwa, mamy ambicje żeby grać jeszcze lepiej. To wspaniałe uczucie, niesamowite przeżycia. Do tej końcówki przygotowywaliśmy się cały sezon, a ten puchar to nagroda za piękny sezon. Za to, że wytrzymaliśmy i mentalnie i organizacyjnie. Uczestniczymy w pewnym procesie zmian, m.in. struktury drużyny. Drużyny, która odniosła historyczny sukces. Cieszę się z tego ogromnie i jedziemy dalej, bo cały czas podnosimy swoje możliwości. Kibice są niesamowici. Gramy dla nich i zdajemy sobie z tego sprawę. Cieszymy się z każdego tysiąca, który przyszedł dzisiaj na stadion. To jest coś pięknego, wielkie święto.

Oddajmy również głos głównym uczestnikom tamtych wydarzeń, czyli piłkarzom Jagiellonii Białystok, obecnym tamtego dnia na murawie.

Marian Kelemen, bramkarz Jagiellonii. – Obie drużyny walczyły o zwycięstwo. Uważam, że zagraliśmy dobry mecz, stworzyliśmy sobie kilka sytuacji, po których mogliśmy strzelić bramkę. Każdy dał z siebie wszystko. Trudno powiedzieć cokolwiek mądrego. Boli to, że dostaliśmy bramkę w ostatniej minucie. Było bardzo blisko dogrywki, w której mogło się wydarzyć wszystko. Straciliśmy jednak gola w 96. czy 97. minucie. To bardzo boli, szczególnie patrząc na to, jaka to była bramka.

Bodvar Bodvarsson, obrońca Jagiellonii. – Naprawdę nie wiem, co powiedzieć. Jestem bardzo zawiedziony. Graliśmy nieźle przez większość spotkania, stworzyliśmy sobie sytuacje, a przegrywamy. To okropne uczucie. Niezależnie od tego, w jaki sposób się przegrywa, porażka w takim spotkaniu smakuje okropnie. Szczególnie, że mamy poczucie tego, że zasłużyliśmy na więcej. Czujemy się fatalnie.

Taras Romanczuk, kapitan i pomocnik Jagiellonii. – Myślę, że w pierwszej połowie mogliśmy ułatwić sobie zadanie, wykorzystując swoje sytuacje. Mieliśmy je, ale ich nie wykorzystaliśmy. Taka jest piłka. W półfinale to my strzeliliśmy gola w 91. minucie, a dziś to rywalom udało się trafić do siatki w 96. minucie. Przy nieuznanej bramce zdawaliśmy sobie sprawę, że może ona być anulowana, gdyż na początku akcji był faul na Bodvarze. Dziwne, że to nie zostało odgwizdane. Szkoda przede wszystkim naszych sytuacji, bo mieliśmy ich więcej od Lechii, ale to ona była skuteczniejsza. W drugiej połowie może nie były to „setki”, ale mogliśmy z tego wycisnąć więcej.

Arvydas Novikovas, skrzydłowy Jagiellonii. – Było nieźle, graliśmy całkiem dobrze, ale stracona bramka w ostatniej minucie zawsze boli. Mieliśmy dwie sytuacje, które musieliśmy wykorzystać. Tak się jednak nie stało i w końcówce straciliśmy głupią bramkę. Po nieuznanym golu dla rywali morale idzie do góry, chcesz coś zrobić, strzelić bramkę. Powinna być przy tym podwójna koncentracja, a straciliśmy głupią bramkę w samej końcówce.

Patryk Klimala, napastnik Jagiellonii. – Nie powinno być ciężko się pozbierać, bo myślę, że zagraliśmy dobre spotkanie. Powinienem strzelić bramkę przy naszej pierwszej sytuacji. Powinienem uderzyć piłkę z pierwszej piłki, a zamiast tego próbowałem ją przyjąć i zrobiłem to źle, po czym mój strzał został zablokowany. Miałem jeszcze jedną sytuację do strzału głową, gdy również obrońcy mnie przyblokowali, później jeszcze raz mnie zablokowali. Te sytuacje były. Miałem je zarówno ja, jak i Jesus Imaz czy Guilherme. Powinniśmy wygrać ten mecz. Mam sobie do zarzucenia to, że mogłem dać zwycięstwo drużynie w pierwszej połowie, a tak się nie stało. Wydaje mi się, że w tych sytuacjach było za dużo kombinowania z mojej strony, gdy powinien „pójść” strzał taki, co na treningach, z pierwszej piłki. Powinienem grać bardziej konkretnie, ale tak dziś nie było. Dzisiaj przegraliśmy i mam nadzieję, że wyjdziemy naładowani na Pogoń, aby walczyć o to czwarte miejsce.

Trzecie finałowe podejście do Pucharu Polski nie skończyło się dla Jagiellończyków szczęśliwie. Białostoczanie okazali się słabsi o jedną bramkę od swoich rywali i musieli pogodzić się z porażką. Oczywiście ta przegrana przyniosła również inne konsekwencje w postaci braku możliwości wzięcia udziału w kwalifikacjach do Ligi Europy w kolejnej kampanii. Gdyby ta sztuka się udała byłby to trzeci pucharowy sezon Jagiellończyków z rzędu. Niestety, nie doszło do tego, niemniej trzeba „Żółto-Czerwonych” pochwalić. Za walkę, zaangażowanie, wytrwałość i pokonanie długiej drogi przed wejście nam sam szczyt pucharowych zmagań w Polsce.

Na koniec podziękowania. 29 grudnia 2020 roku. 52 wydanie „Był taki mecz”, wieńczące cały cykl, rozpoczęty 7 stycznia tekstem o meczu z Kresowcami Białystok (do przeczytania TUTAJ). Publikacje spod tego szyldu mogliście czytać co tydzień, w każdy wtorek, na łamach oficjalnej strony internetowej Jagiellonii Białystok. Razem przebyliśmy wspaniałą i godną zapamiętania podróż przez piłkarskie dzieje „Dumy Podlasia”. Wspólnie wspominaliśmy najważniejsze mecze „Żółto-Czerwonych” rozegrane na przestrzeni 100 lat od utworzenia Klubu. Mogliśmy się razem cieszyć z pamiętnych sukcesów, od nowa przeżywać cudowne zwycięstwa i piękne gole, a czasami poczuć ten dawny ból związany z porażką, jak w dzisiejszym wydaniu. Warto było. Za te wszystkie wspólnie spędzone chwilę podczas roku stulecia Jagiellonii Białystok serdecznie dziękujemy.

Finał Pucharu Polski, sezon 2018/2019

Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk 0:1 (0:0), 2 maja 2019 r.

Stadion: PGE Narodowy.

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń).

Widzów: 44 158 osób.

Gol: Artur Sobiech 90′.

Skład Jagiellonii Białystok: Marian Kelemen – Andrej Kadlec (Jakub Wójcicki 90′), Ivan Runje, Zoran Arsenić, Bodvar Bodvarsson, Taras Romanczuk (K), Marko Poletanović (Bartosz Kwiecień 90′), Arvydas Novikovas, Jesus Imaz, Guilherme, Patryk Klimala.

Trener Jagiellonii: Ireneusz Mamrot.

Skład Lechii Gdańsk: Zlatan Alomerović – Joao Nunes, Michał Nalepa, Błażej Augustyn, Filip Mladenović, Daniel Łukasik (Steven Vitoria 90′), Jarosław Kubicki, Tomasz Makowski, Konrad Michalak (Artur Sobiech 69′), Lukas Haraslin (Patryk Lipski 90′), Flavio Paixao (K).

Trener Lechii: Piotr Stokowiec.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00