AktualnościCezary Kulesza: Zostawiam Jagiellonię w dobrej kondycji

Cezary Kulesza: Zostawiam Jagiellonię w dobrej kondycji

– Podkreślam jednak, że wszystkie działania, które doprowadziły nas do momentu, w którym jesteśmy teraz, nie były tylko moim udziałem. To zasługa wielu osób, dla których dobro klubu było i jest szczególnie ważne – mówi były już Prezes Zarządu naszego Klubu, Cezary Kulesza.

Prezesie zacznijmy od tego, co spowodowało, że zdecydował się Pan na taki krok?

Każda taka decyzja jest szeroko komentowana. Z tym zamiarem nosiłem się już wcześniej. To, co osiągnąłem w Jagiellonii nie do końca satysfakcjonuje moją osobę. Wiadomo, że dwa wicemistrzostwa Polski chętnie bym zamienił na jeden tytuł mistrzowski, ale taki jest sport. Odejście wiąże się tylko i wyłącznie z moją decyzją o kandydowaniu na Prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Przyszła taka chwila, taki moment, że trzeba powiedzieć do widzenia.

Od dłuższego czasu w mediach mówiło się o tym, że powoli usuwa się Pan na bok, jeśli chodzi o kluczowe decyzje w klubie, czy zatem dzisiejsza decyzja jest finalnym krokiem dłuższego procesu przygotowywania zmian w strukturach klubu na najwyższym szczeblu?

W kuluarach poinformowałem Pana Przewodniczącego Rady Nadzorczej Jagiellonii Białystok, Wojciecha Strzałkowskiego, dużo wcześniej, że zamierzam zrezygnować. To była decyzja przemyślana, a nie podjęta z dnia na dzień. Nie chciałem podejmować kluczowych decyzji, żeby nie zostawiać kogoś, kto zajmie moje miejsce z bagażem, który ja przygotowałem. Mój następca będzie miał możliwość podjęcia swoich decyzji, w kontekście trenera i nowych zawodników zgodnie ze swoim planem.

Co będzie Pan najlepiej wspominał z tego okresu?

Nie da się ująć tego w jednym zdaniu. To był długi okres, którego nie sposób wymazać z pamięci. Było wiele sukcesów, ale przydarzały się też porażki. We wspomnieniach zostanie mecz, który graliśmy z Rio Ave. Nie zapomnę jak siedząc na stadionie w Portugalii czułem satysfakcję i dumę z bycia Prezesem tego Klubu. To nie był zwykły mecz, jak wszyscy pamiętamy. Dużo się działo i byliśmy wówczas na ustach całej Portugalii, bo byliśmy pierwszym zespołem z Polski, który wyeliminował zespół z tego kraju w bezpośrednim dwumeczu. To był ogromny powód do dumy zważywszy na fakt jak wyglądał ten dwumecz.

Czy są rzeczy, które z perspektywy czasu zrobił by Prezes inaczej? Ja gdybym miał coś takiego typować, nad czym cały czas się zastanawiam, to odejście z Jagiellonii Kamila Grosickiego na początku 2011 roku, kiedy po bardzo dobrej jesieni, można było zakładać, że zespół Michała Probierza do końca będzie liczył się w walce o mistrzostwo Polski.

Można tak mówić o wielu zawodnikach, o Kamilu, o Karolu Świderskim czy Patryku Klimali. Mówiłem to jednak już wcześniej i powiem to znów. Dopóki polskie kluby nie będą obracały się w podobnych realiach finansowych, jak zespoły sięgające po zawodników z naszej ligi, to taki stan rzeczy jest nieunikniony. Nie mówię o takich samych budżetach, ale gdybyśmy nawet oscylowali w okolicach siedemdziesięciu procent tego, czym dysponuje konkurencja, wówczas moglibyśmy podjąć rękawice. Propozycja gry w PAOK-u Saloniki wiąże się z podwyżką o siedem lub nawet osiem razy. Z tym nie jesteśmy w stanie rywalizować, a to później odbija się na grze naszych klubów w europejskich pucharach.

Co Pan czuje patrząc wstecz? Duma, radość? Może jest też trochę niespełnionych ambicji, które pojawiają się na myśl o tym, że choć było blisko, to jednak nie udało się sięgnąć po upragnione, historyczne mistrzostwo?

Wiele było takich rzeczy, które można wspominać. W 2010 roku staliśmy pod ścianą, mając dziesięć ujemnych punktów, wcześniej wisiało nad nami widmo degradacji. Po czterech kolejkach odrobiliśmy straty i nawet, jeśli dobrze pamiętam, to przesunęliśmy się o jedno miejsce w tabeli. Już wtedy pojawiła się radość, że zmierza to w dobrym kierunku. W tym samym sezonie graliśmy w finale Pucharu Polski w Bydgoszczy. Takich dobrych chwil było sporo. Dziś Jagiellonia jest marką. Jedenaście lat temu ciężko było namówić zawodnika na grę dla nas. Nie dziwiłem im się, dziś nie ma już jednak takiego problemu.

Jak wyglądałoby podsumowanie tej kilkunastoletniej działalności w klubie?

Jak zostałem Prezesem Jagiellonii, sytuacja klubu nie była najlepsza. Można powiedzieć, że byliśmy na minusie. Dzięki kilku dobrym decyzjom, szczególnie transferowym udało się wyjść na prostą. Podkreślam jednak, że wszystkie działania, które doprowadziły nas do momentu, w którym jesteśmy teraz, nie były tylko moim udziałem. To zasługa wielu osób, dla których dobro klubu było i jest szczególnie ważne. Trudno jest mi teraz wszystkich wymienić, ale wraz ze mną współpracowało wiele osób, które swoją determinacją doprowadziły klub w lepsze miejsce. Ostatni okres był dla całego środowiska bardzo trudny ze względu na epidemię i wynikające z niej ograniczenia. Tym bardziej cieszę się, że zostawiam Jagiellonię na plusie, w dobrej kondycji finansowej.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00