AktualnościHermes: Nie mówię żegnajcie, tylko do zobaczenia

Hermes: Nie mówię żegnajcie, tylko do zobaczenia

Hermes Neves Soares odchodzi z Jagiellonii Białystok. Były piłkarz „Dumy Podlasia”, a ostatnio trener rocznika 2005 w jagiellońskiej Akademii, przenosi się do Arki Gdynia, gdzie będzie pracował w roli asystenta w pierwszym zespole. Na pożegnanie przeprowadziliśmy ze szkoleniowcem dłuższą rozmowę, na temat m.in. podsumowania minionego sezonu, jego pracy z juniorami Żółto-Czerwonych, planach na przyszłość oraz zebranym doświadczeniu. Zapraszamy do lektury.

– Zacznijmy może od wygranego przez drużynę rocznika 2005 niedawnego, rewanżowego meczu barażowego o wejście do Centralnej Ligi Juniorów U-17 (4:1, 10:2 w dwumeczu) z Olimpią Elbląg. Jak to spotkanie wyglądało z Twojej perspektywy?

Hermes Neves Soares, trener rocznika 2005. – Zaczęliśmy bardzo dobrze, podobnie jak w pierwszym meczu. Szybko strzeliliśmy pierwszą bramkę, która dała nam więcej pewności w grze. Od początku do końca dominowaliśmy w tym spotkaniu. Mieliśmy dużo sytuacji w tym spotkaniu. Było widać różnicę, a warto zaznaczyć, że pojechaliśmy bez wzmocnień z rocznika 2004. Pojechaliśmy sami, utrzymaliśmy poziom z pierwszego meczu i wygraliśmy zasłużenie. Brawo dla chłopaków. To jest zwieńczenie ciężkiej pracy w całym sezonie. Wprawdzie w zimowych barażach nie udało się nam awansować, ale teraz mieliśmy zdecydowanie mocniejszy zespół, zarówno mentalnie jak i fizycznie oraz piłkarsko. To jest dla nich nagroda.

– Myślę, że warto nieco rozwinąć wątek meczu rewanżowego z Olimpią Elbląg. Tak jak mówisz, pojechaliście bez wzmocnień z wyższych roczników, ale udowodniliście swoją wyższość i pewnie wygraliście.

– Osiągnęliśmy wysoki poziom bez wzmocnień, które były w pierwszym starciu z Olimpią. Zarówno Kuba Lutostański, Igor Szczygieł, Jakub Jasionek oraz Oskar Mabiala dali jakość zespołowi, ale fakt, że bez ich pomocy nie obniżyliśmy lotów świadczy o dyspozycji zawodników. Chłopaki pokazali, że w tym momencie są mocni i obojętnie kto gra starają się utrzymać wysoki poziom – kontynuował szkoleniowiec Jagiellończyków.

– Jakimi słowami podsumowałbyś miniony sezon w wykonaniu swoich podopiecznych? Zimą awansować się nie udało, ale co się odwlecze to nie uciecze. Można ponadto powiedzieć, że rozgrywki Ligi Wojewódzkiej Juniorów Młodszych został przez was zupełnie zdominowane.

– Liczyliśmy na to, że zimą wygramy ze Stomilem i na wiosnę będziemy grali w CLJ U-17. Nie udało się, ale fajnie, że chłopcy utrzymali podejście i poziom koncentracji. Wiadomo, że rywalizować na poziomie CLJ, a na poziomie wojewódzkim, to jest zupełnie co innego. Widać, że taka sportowa złość podziała na zawodników, którzy mimo przegranej z olsztynianami zimą byli bardzo skoncentrowani, zaangażowani i skupieni na jednym celu, awansie. Przygotowali się bardzo dobrze do baraży. Tu nie chodzi tylko o słabość przeciwnika. Najważniejszy jest jednak ich rozwój. Trzeba pamiętać, że piłkarze Olimpii są starsi od naszych zawodników, ale piłkarsko byliśmy zdecydowanie lepsi.

– Wiosną nastąpiła w Waszym zespole zmiana ustawienia. Z czego ona wynikała? Jakim graliście ustawieniem?

– Jesienią graliśmy w formacjach 4-4-2, potem 4-3-3. Dosyć szybko wprowadziliśmy korekty w ustawieniu. Graliśmy nieźle, ale mecze ze Stomilem dały nam dużo do myślenia. Zaprezentowaliśmy się wówczas bardzo ofensywnie, ale przez to traciliśmy w spotkaniach z olsztynianami bramki. Często w obronie zostawaliśmy w sytuacjach dwa na dwa, co było dla nas niebezpieczne. Ponadto mieliśmy kilku obrońców, z których szkoda było nie skorzystać. Mieliśmy równieżkilku napastników, analogiczna sytuacja, więc zaczęliśmy próbować grać trójką. Początkowo graliśmy 3-5-2, a ostatecznie przeszliśmy na 3-4-3. Wystawialiśmy trzech atakujących, przez co zaczęliśmy kreować więcej okazji pod bramką rywali, a za nimi przyszły gole. Przykład – do przerwy w pierwszym meczu z Elblągiem graliśmy słabo, mówię o jakości, ponieważ byliśmy ustawieni 3-5-2, z dwoma tylko piłkarzami z przodu. Mieliśmy wyraźny problem ze stwarzaniem sytuacji. Po zmianie stron wróciliśmy do ustawienia 3-4-3, co zadziałało i pokazało kolosalną różnicę w grze. Zdobyliśmy cztery bramki, a mogliśmy jeszcze więcej. Znaleźliśmy najlepsze ustawienie i sposób, żeby wykorzystać potencjał tego zespołu.

– Trenerzy nie lubią tego robić, ale może chciałbyś kogoś w swoim zespole szczególnie wyróżnić?

– W zespole była duża rotacja, grali praktycznie wszyscy. Niektórzy mniej, inni więcej. Niemniej myślę, że można wymienić kilku graczy. Spośród obrońców Kobus, czyli zawodnik, który z defensorów grał najwięcej. Z bloku defensywnego także Krasiewicz. To fajny chłopak, bardzo się rozwinął. W środku pola wskazałbym Ziętka, który poczynił olbrzymi progres. Z przodu byliśmy naprawdę bardzo mocni w osobach chociażby Marka, który strzelił dużo goli po zmianie pozycji, i Kowalskiego. Oni byli wyróżniającymi się zawodnikami. Do tego dodałbym jeszcze Kucia, którego praca nie jest za bardzo widoczna, szczególnie ze względu na to, że mówimy o piłce młodzieżowej. Tutaj zawsze zwraca się większą uwagę na piłkarzy technicznych, to jak się poruszają. Natomiast moim zdaniem Kuć to zawodnik, który w zespole wykonuje najważniejszą rolę. Kiedy nie grał było widać, jaki mieliśmy problem z organizacją gry. On jest defensywnym pomocnikiem, a to jest pozycja na której ja grałem i zwracam na nią dużo uwagi. Uważam, że jest to niedoceniona praca. Trenerzy, kiedy oglądają mecze, zwracają uwagę na takich graczy jak Kowalski, Ziętek czy Marek. Również na Kobusa w obronie, który jest agresywny, solidny, dobrze gra głową. Nazwisko Kucia nie jest często wymieniane, ale ja uważam, że jest to kluczowy zawodnik w zespole.

– W przyszłym sezonie rocznik 2005 będzie rywalizował w CLJ U-17, dzięki niedawno wywalczonemu awansowi. To już nie są przelewki, poziom będzie zdecydowanie wyższy. Patrząc z Twojej perspektywy, chłopaki sobie poradzą?

– Uważam, że spokojnie dadzą radę. Jedyną niewiadomą jest rotacja. Jeżeli mówimy o roczniku 2005, to moim zdaniem mamy bardzo mocny zespół. Niemniej wszystko zależy od tego kto gdzie będzie grał. Jest taka możliwość, że kilku chłopaków będzie grało w drużynie U-18. Wiadomo, że wyżej idą najlepsi, wobec czego może to być strata jakości zespołu rocznika 2005.

– Porozmawiajmy teraz o Twoim odejściu. Powiedz coś więcej na ten temat.

– Mecz z Olimpią Elbląg był dla mnie ostatnim w roli trenera rocznika 2005 i jednocześnie ostatnim w roli trenera Akademii. Zmieniam klub. Od 1 lipca będę pracował w pierwszym zespole Arki Gdynia jako asystent pierwszego trenera. Decyzja o odejściu zawsze jest trudna. Piłka nożna to jest ryzyko. Zdecydowałem się je podjąć pod kątem mojego rozwoju jako trenera. Chcę iść do przodu. Nie mam na myśli tego, że w Arce jest lepiej niż w Jagiellonii. Niemniej w Gdyni będę pracował przy pierwszym zespole. To są większe wymagania, w tym kierunku zawsze zmierzałem. W przyszłości chciałbym pracować z seniorami, dlatego podjąłem taką decyzję. Praca w Akademii Jagiellonii dała mi bardzo dużo doświadczenia i przyjemności. Ponadto mam teraz pełniejszy obraz pracy w piłce. Wcześniej miałem już okazję pracować jako asystent w Ekstraklasie i I lidze. Samodzielnie też, przez krótki okres przed przyjściem do Jagiellonii, prowadziłem zespół w III lidze. Wiem zatem, jakie są trudy pracy z seniorami, a jakie z juniorami. Prowadzenie drużyny juniorskiej jest bardzo trudne i mocno niedocenione. Tu się pracuje nad detalami, jest kompletnie inna praca. W prowadzeniu seniorów skupiasz się na wyniku, a w akademii kładzie się nacisk na rozwój. Wiele trzeba korygować, mieć dużo cierpliwości, a czasami być ojcem dla piłkarzy. Trzeba dbać nie tylko o sprawy piłkarskie, ale i mentalne czy życiowe.

– Mówiłeś o tym, że ty się tutaj rozwinąłeś, powiększyłeś swój bagaż doświadczeń. Co w tym się zawiera? Jakie aspekty swojego warsztatu trenerskiego udoskonaliłeś dzięki pracy z młodzieżą?

– Detale, a głównie korygowanie spraw technicznych oraz zwracanie uwagi na ich ruch, podejście do treningów. Ponadto dbanie o pewne rzeczy poza treningami, a także o dyscyplinę. Praca z seniorami kończy się po treningu. Na niektóre rzeczy nie masz wpływu, to są dorośli ludzie. Pracując z młodzieżą trzeba na więcej rzeczy zwracać uwagę. Jesteś bardziej odpowiedzialny za zespół, za ich zachowanie. Wiadomo, że z seniorami się żyje od meczu do meczu. To jest praca intensywna, wymagająca, ale na pewne detale nie zwracasz tyle uwagi, ile musisz zwrócić przy pracy z juniorami. Chodzi o takie aspekty jak taktyka, którą musisz dokładnie wytłumaczyć, pokazać, ponieważ oni dopiero się uczą. Wprawdzie pracując z seniorami musisz też to pokazać, ale od nich możesz wymagać. Oni muszą to umieć. Natomiast młodym zawodnikom musisz dać trochę czas, mieć cierpliwość. Do tego nieustannie musisz korygować, pokazywać, rozmawiać.

– Poza techniką, taktyką, aspektami czysto piłkarskimi, dużą część pracy trenera młodzieżowego stanowi mentalność zawodników.

– Tak jest, to przede wszystkim. Oni sami nie zdają sobie z tego sprawy, więc my musimy o to zadbać. Im szybciej będą świadomi pewnych rzeczy, tym mniej będą mieli później problemów. Jeżeli w pewnym momencie o to nie zadbamy, później niesłychanie trudno będzie pewne rzeczy naprostować. Jest dużo małych kłopotów, jak chociażby sprawa internatu, na które cały czas, jako trener, musisz reagować i o nie dbać. Podejście do młodzieży, dzieci, jest inne niż do dorosłych, wiadomo. Wiele się w tym aspekcie nauczyłem. Kiedy przychodziłem do Jagiellonii byłem przyzwyczajony do pracy z seniorami. Pewnych rzeczy musiałem się nauczyć. Jak już mówiłem, to jest kompletnie inny rodzaj pracy. Rozwinąłem się pod tym kątem. Dysponuje dzisiaj o wiele większą wiedzą dzięki temu, że pracowałem zarówno z seniorami i w akademii. Mam na wszystko inne spojrzenie, nieco bardziej kompleksowe.

– Twoja praca z rocznikiem 2005 to nie tylko ostatni sezon, ale także wcześniejsze lata. Mówisz o tym, że ty się wiele nauczyłeś przez ten okres, ale chciałbym poruszyć kwestię rozwoju chłopaków. Oni pod wieloma względami przez ten czas się rozwinęli, czego dowodem są Twoje słowa o tym, że poradzą sobie w CLJ U-17.

– Wcześniejsza praca z seniorami dała mi niezwykle cenne doświadczenie i pozwoliła na podejście do juniorów pod kątem ich przyszłości oraz przygotowania ich do poważnej, seniorskiej piłki. Skupiamy się na rozwoju, ale staramy się ich uświadomić i pokazać im, co będzie na nich czekać za kilka lat. Uważam, że musimy ich przygotować do momentu, kiedy będą mieli trudności. Muszą być świadomi tego, że taka chwila może nadejść. Im wcześniej młodego gracza przygotuje się do seniorskiej piłki, nie tylko mentalnie, ale także fizycznie, taktycznie i technicznie, tym szybciej będą mogli grać na tym poziomie.

– Odchodzisz z drużyny i Jagiellonii. Czy uważasz, że awans do CLJ U-17 jest ukoronowaniem Twojego pobytu w roli trenera w naszej Akademii? Czy czujesz, że wykonałeś swoją pracę tak jak chciałeś?

– Najbardziej szkoda mi kontynuacji w ostatnim roku. Awans jest super sprawą, swoistą nagrodą dla chłopaków, ale dla mnie finalizacją pracy byłaby tak naprawdę gra w CLJ U-17, do końca przyszłego sezonu. Wówczas mógłbym całościowo zobaczyć, ocenić i podsumować okres mojej pracy z nimi. Teraz chłopcy będą mieli więcej trudności, więcej będzie od nich wymagane, mierzyć się będą z trudniejszymi przeciwnikami. Jestem ciekaw, jakby to wyglądało, gdyby został. Chodzi mi o to, że odpowiednim momentem do podsumowania mojej pracy byłaby końcówka przyszłej kampanii. Niemniej bardzo się cieszę, że udało nam się wywalczyć ten awans, pod kątem całej Akademii. Jeżeli awans nastąpiłby po jesieni, to byłby nagrodą wyłącznie dla chłopaków. Natomiast awans teraz daje nam miejsce w CLJ U-17, oczywiście, ale to miejsce i tak mieliśmy zapewnione. Dzięki temu awansowi zrobiliśmy miejsce innym. Jagiellonia będzie miała w przyszłym sezonie na tym poziomie dwie drużyny. Uważam, że to jest ważny sukces dla całej Akademii. Wracając do podsumowania mojej kadencji to z mojej perspektywy byłoby fajnie dokończyć swoją pracę z rocznikiem 2005 w CLJ U-17, tak jak mówiłem. To dałoby pełniejszy obraz naszych dokonań. Trzeba pamiętać, że obecnie ten zespół jest w zasadzie całkiem nowy. Dla większość z tych chłopaków miniony sezon był pierwszym w Akademii. Zespół jest mocny, ale trzeba go dobrze poprowadzić i dobrze nim zarządzać.

– Mówisz o sile tej drużyny. Czy uważasz, że niektórzy z tych chłopaków mają szansę przebić się do seniorskiej piłki?

– Wiesz, to byłaby niezła nagroda, a właściwie większa przyjemność i prawdziwa weryfikacja, również dla mnie. Jeżeli udałoby się, żeby ktoś spośród nich grał na dobrym poziomie, przede wszystkim w Jagiellonii, to byłoby coś. Taki końcowy sukces jest efektem mojej pracy. Przygotowanie nie jest na teraz, jest na przyszłość. Chodzi o to, żeby byli przygotowani do piłki seniorskiej w wieku 18, 19 czy 20 lat. Jeżeli teraz zdobywasz medale jest to bardzo przyjemne, świetne uczucie, każdy oczywiście się z tego cieszy. Złoty medal U-17 czy U-18, a za kilka lat ktoś zapyta „Kto z nich grał w I lidze czy Ekstraklasie?”. O to chodzi, żeby wejść do piłki seniorskiej. Wolałbym, żebyśmy nie zdobywali medali, ale za cztery czy pięć lat jeden, drugi czy trzeci piłkarz grał na dobrym poziomie. To jest prawdziwy efekt naszej dobrej pracy jako trenerów młodzieży. Tej weryfikacji jestem ciekawy. Zobaczę za jakiś czas jak oni się rozwijają, gdzie grają. Byłem, jestem i będę żywotnie zainteresowany ich rozwojem i dalszym losem.

– Za Tobą trzy i pół roku w Akademii. Jak zapamiętasz ten czas? Mam na myśli stronę raczej nie piłkarską, a bardziej zżycia się z chłopakami, zaangażowania w projekt.

– Początek mojej pracy tutaj, pierwsze pół roku, to było poznawanie mechanizmów, sposobu działania piłki juniorskiej. Nie miałem doświadczenia, nie wiedziałem jak funkcjonują akademię. Przez ten czas wiele się nauczyłem. Miałem dużo wsparcia od klubu i od trenerów, którzy mi pomagali. Mówimy o mojej pracy, ale ona nie polega tylko na mnie, a w zasadzie na całym klubie. Mówi się, że pierwszy trener jest odpowiedzialny, on jest na afiszu, ale ja uważam, że liczy się wsparcie, jakie otrzymujesz. Ja takowe miałem, choćby od Łukasza Tupalskiego (trener asystent rocznika 2005, przyp. red). Ogrom wykonanej przez niego pracy jest nie do opisania. Dzięki niemu udało nam się odzyskać i pozyskać bardzo wielu chłopaków. Miał dużo kontaktów, znał ten rocznik, co pozwoliło na wzmocnienie zespołu wieloma graczami, którzy mają już za sobą epizody w U-17 czy U-18. Nie możemy się skupiać tylko na mnie i mojej pracy, ponieważ to jest niesprawiedliwe. Jestem pewny, że sam nic bym nie zrobił. Bardzo się cieszę, że miałem do pomocy właściwych ludzi. Ludzi, którzy się zaangażowali, a przede wszystkim byli kompetentni, znali się na pracy z dziećmi i młodzieżą. Jestem wdzięczny, że trafiłem do takiej akademii, gdzie trenerzy byli pomocni i do pomocy chętni. To jest ważne, ponieważ różnie bywa.

– Na sam koniec powiedz trochę o swojej przyszłości. Jaką ścieżkę kariery chciałbyś sobie wywróżyć? Czego życzysz sobie na kolejnym etapie przygody z piłką? Czego my możemy Ci życzyć? Może jeszcze kiedyś się spotkamy w Białymstoku przy Jurowieckiej?

– Od początku mówiłem, że jeszcze tu wrócę, jeżeli będziecie mnie chcieli (śmiech). Chcę się rozwijać. Pojawiła się taka szansa i muszę ją wykorzystać. Brakuje mi jeszcze licencji UEFA Pro, o którą będę się starał, to jest pierwszy cel. Mam swoje marzenia i rzeczy, do których dążę, ale do ich realizacji potrzebuje jeszcze doświadczenia i czasu. Każdy mierzy jak najwyżej, ale do wszystkiego trzeba podchodzić z pokorą, na spokojnie. Nie obawiam się o samodzielne prowadzenie zespołu, do czego miałem okazję dwukrotnie w I lidze jako trener tymczasowy. Uważam, że wtedy sobie poradziłem. Nie miałem jeszcze wówczas zbytniego doświadczenia. Jeśli odpowiednio się przygotuje i będę miał uprawnienia chciałbym dostać szansę i ją wykorzystać.

– Czyli mam rozumieć, że nie mówisz Jagiellonii „żegnam” tylko „do zobaczenia”?

– Jak najbardziej do zobaczenia! Czuje się tu świetnie, tak samo moja rodzina. Nie była to łatwa decyzja. Jestem związany z Jagiellonią, z Białymstokiem. Znam dużo ludzi w tym mieście, także spoza piłki. Można powiedzieć, że mam tutaj aż za dobrze (śmiech). Może dlatego poszukuję wyzwania. Praca w Arce będzie dla mnie właśnie czymś takim. Nie znam tamtejszego sposobu zarządzania ani ludzi. Zapewne wszystko będzie dla mnie nowe. Jeżeli chcę zrobić kolejny krok, pójść dalej, to muszę podjąć ryzyko i spróbować. Jeśli tego nie zrobię, będę stał w miejscu. Oczywiście, to nie znaczy, że tu jest źle, tak jak mówiłem, ale przejście do Arki jest w tym momencie najlepszym kierunkiem dla mojego dalszego rozwoju jako trenera. Chcę to wykorzystać.

Trenerze, serdecznie dziękujemy i życzymy powodzenia w przyszłości! Do zobaczenia!

rozmawiał Marcin Łychowid

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00