AktualnościPuerto: Wybrałem Jagę, bo chcę się rozwijać

Puerto: Wybrałem Jagę, bo chcę się rozwijać

– Presja w futbolu jest czymś normalnym. Gramy dla kibiców. Piłka nożna bez nich traci sens, a występy przy pustych trybunach są czymś nienaturalnym. My nie gramy tylko dla siebie, ale dla całego miasta, dla fanów, dla ludzi pracujących w klubie, nie tylko przy drużynie, ale także w innych działach – powiedział nowy zawodnik Jagiellonii, Israel Puerto.

To twoje pierwsze dni w Jagiellonii, ale w Polsce mieszkasz już od 2019 roku. Jak podsumujesz swój pobyt w naszym kraju?

Szczerze powiedziawszy, kiedy po raz pierwszy otrzymałem ofertę ze Śląska nic nie wiedziałem o Polsce. Oczywiście słyszałem o niej, natomiast nikogo stąd nie znałem. Miałem szczęście, ponieważ moja ówczesna dziewczyna, a obecna żona spędziła rok w waszym kraju na wymianie studenckiej w ramach programu Erasmus. Jeszcze przed przyjazdem do Wrocławia udzieliła mi kilku cennych rad o ludziach, opisywała Polaków w ciepłych słowach. Tłumaczyła jaką macie walutę, w którym banku powinienem założyć konto. Kiedy pojawiłem się we Wrocławiu miałem już jakieś pojęcie. Co innego jednak przyjmować taką wiedzę w teorii, a czym innym jest praktyka. Zmieniło się wiele rzeczy, jak kuchnia, pogoda. Przede wszystkim brakowało mi słońca. Na szczęście na swojej drodze spotkałem wielu świetnych ludzi, którzy mi pomagali. Jeden z moich najlepszych przyjaciół jest Polakiem. Po prostu był moim sąsiadem. To on pomagał załatwić mi wiele tematów, począwszy od urzędów, skończywszy na banku. Mamy świetny kontakt, rozmawiamy ze sobą codziennie. Nigdy nie żałowałem przyjazdu do Polski, to była bardzo dobra decyzja.

Który element aklimatyzacji był dla Ciebie najtrudniejszy?

Myślę, że przede wszystkim pogoda. Nawet nie przeszkadzały mi chłód i śnieg, ponieważ sam grałem na północy Hiszpanii i tam również potrafi być zimno. Brakowało mi słońca, szczególnie zimą. Kiedy się budziłem było jeszcze ciemno, potem dzień trwał zaledwie kilka godzin i przed 16 znowu się ściemniało. W Andaluzji pod tym względem było zdecydowanie lepiej. Niemniej są to kwestie wynikające z położenia geograficznego. Po prostu trzeba się do tego przyzwyczaić. Poza tym nie mam powodów do narzekania.

Jakie były twoje pierwsze wrażenia, kiedy trafiłeś do polskiej ligi?

Piłka nożna w Polsce różni się od tej w Hiszpanii. Tutaj gra się bardzo fizycznie, jest dużo starć, biegania. Oczywiście to nie znaczy, że macie samych drwali. Jest tutaj sporo zawodników dobre wyszkolonych technicznie. Niemniej żeby te umiejętności uwydatnić trzeba być najpierw dobrze przygotowanym fizycznie, biegowo, siłowo. Dopiero w takiej sytuacji umiejętności czysto piłkarskie mogą dać coś ekstra na boisku. Niemniej jestem zadowolony, ponieważ z każdym sezonem poziom drużyny wzrasta. Jest sporo meczów, w których nie brakuje dobrego futbolu, z ciekawymi kontratakami, dobrymi skrzydłowymi. W samych meczach jest także sporo emocji.

Czego oczekujesz od siebie po przenosinach do Białegostoku?

Po podpisaniu kontraktu z Jagiellonią Jesus Imaz powiedział mi, że dostanę tutaj wszystkie możliwe bodźce, aby jeszcze bardziej się rozwinąć i wejść na wyższy poziom. Opuszczając Śląsk chciałem się rozwinąć i wierzę, że Jaga, która jest głodna sukcesu, chce wrócić na zwycięską ścieżkę. Trener, koledzy z szatni mają duże ambicje i nie zadowala ich miejsce w środku tabeli. Takie podejście i ambicje bardzo mi odpowiadają. Jestem w optymalnym wieku piłkarskim i chcą dać drużynie to co mam najlepsze. Poza tym w szatni panuje atmosfera sprzyjająca podnoszeniu umiejętności. Zawsze myślimy pozytywnie i wszystko ma służyć poprawianiu błędów. W tym momencie jestem przekonany, że podjąłem dobrą decyzję.

Jak zapatrujesz się na presję, ponieważ nasi kibice na pewno będą taką wywierali po poprzednich mniej udanych sezonach?

Nikt z nas nie zna przyszłości, nie wiem, co przyniesie nadchodzący sezon, ale wiem na co nas stać,. A stać nas na wiele. Presja w futbolu jest czymś normalnym. Gramy dla kibiców. Piłka nożna bez nich traci sens, a występy przy pustych trybunach są czymś nienaturalnym. My nie gramy tylko dla siebie, ale dla całego miasta, dla fanów, dla ludzi pracujących w klubie, nie tylko przy drużynie, ale także w innych działach. Po prostu reprezentujemy ten klub, ten region i zawsze musimy dawać z siebie maksimum. To taka pozytywna presja, która nie paraliżuje, ale dopinguje i wyzwala dodatkowe siły.

Wspomniałeś, że piłka nożna bez kibiców traci sens. Jak czułeś się, kiedy grałeś przy pustych trybunach w czasie sezonów „covidowych”?

Jak już mówiłem piłka nożna bez kibiców traci swój sens. Przy pustych trybunach każde spotkanie wygląda jak sparing, bez emocji, bez reakcji trybun, które potrafią nas napędzić, wyzwolić dodatkowe pokłady motywacji i energii. To były bardzo trudne sezon. Mam nadzieję, że to już nie wróci, a puste trybuny pozostaną jedynie smutnym wspomnieniem. Chcemy razem z naszymi kibicami osiągać dobre wyniki.

Zakładając powrót do zdrowia Bartka Kwietnia, Ivana Runje i Bogdana Tiru rywalizacja na twojej pozycji zrobi się wyjątkowo zażarta.

Szczerze? To najlepsze, co mogło mnie tutaj spotkać. Jeżeli rywalizujesz z równorzędnym przeciwnikiem o miejsce w składzie, to codziennie na każdym treningu musisz dawać z siebie maksimum, a to z kolei stymuluje rozwój. Na pewno nikt nie odda mi miejsca w składzie za darmo. Mam nadzieję, że w tym sezonie osiągniemy zdecydowanie lepszy wynik niż w poprzednim.

Jak czujesz się w ustawieniu z trzema środkowymi obrońcami?

Jeżeli mam być szczery, to nie myślę, czy jesteśmy w ustawieniu 3-5-2, 3-4-3, czy 4-4-2. System nie gra, tylko ludzie. Naszym zadaniem jest przekonać szkoleniowca, że dobrze odnajdziemy się w tej taktyce. Rywalizacja na tej pozycji zapowiada się ciekawie, od trenera będzie zależało komu zdecyduje się zaufać. Każdy z nas ma swoje atuty i zechcemy je przełożyć na dobro drużyny.

Jak dużo czasu potrzeba, aby drużyna przestawiła się na ustawienie z trzema defensorami? W sparingach z Legią, Radomiakiem i Wigrami daliśmy sobie strzelić aż siedem bramek.

Podczas zajęć taktycznych trenerzy dużo mówili nam o swoich oczekiwaniach względem ustawienia, tego jak mamy grać. Poza tym za defensywę odpowiada nie tylko formacja obronna, ale cały zespół, dlatego ważne, aby wszyscy brali za to odpowiedzialność. W fazie bronienia musimy umiejętnie się przesuwać. Oczywiście, straciliśmy sporo goli i to na pewno nas nie satysfakcjonuje. W każdym z tych meczów zależało nam na wygranej. Stało się jednak inaczej. Niemniej okres przygotowawczy to czas do nauki, aby o tym rozmawiać, wprowadzać nowe rozwiązania. Do rozpoczęcia zmagań ligowych mamy jeszcze trochę czasu. Zobaczymy, jak to będzie funkcjonowało w najbliższych spotkaniach. Niewykluczone, że rozegramy mecze z czwórką w obronie. Jako zawodnicy musimy być elastyczni.

W Jagiellonii jesteś jednym z trzech Hiszpanów, ale tylko Ty jesteś „świeżakiem”, ponieważ Jesus gra u nas bez przerwy od 2019 roku, natomiast Dani bronił barw Jagi w latach 2013 – 2014, a jego żona jest białostoczanką. Na ile ich obecność może Ci pomóc w szybszej aklimatyzacji?

Z pewnością to jest dla mnie duże ułatwienie. Obaj doskonale znają miasto oraz klub. Szybko wprowadzili mnie do szatni. Jesus podpowiadał mi o tym jak na boisku poruszają się poszczególni zawodnicy, jak należy do nich podawać. To z pewnością przyspieszyło moją adaptację w klubie.

Dlaczego twoim zdaniem zawodnicy z Hiszpanii jak Jesus Imaz, Dani Ramirez, Igor Angulo, Jesus Jimenez, Dani Quintana, Ivi Lopez, Carlitos, czy w przeszłości Inaki Astiz tak dobrze adoptowali się w naszej lidze?

Myślę, że poziom Ekstraklasy jest zbliżony do poziomu Segunda Division. W Hiszpanii mamy wielu dobrze wyszkolonych zawodników, którzy zdają sobie sprawę, że nigdy nie zagrają na najwyższym poziomie ligowym. Tymczasem otoczka Ekstraklasy, organizacja w klubach niczym nie odbiega od tej znanej z hiszpańskiej elity. Przecież to, jak ta liga jest opakowana to coś niemożliwego. Naprawdę mamy szansę poczuć się jak w Primera Division. Poza tym organizacyjnie kluby są świetnie przygotowane. Tak naprawdę my jako piłkarze mamy na tyle duży komfort, że możemy skupić się na samym trenowaniu i doskonaleniu umiejętności. Kwestie organizacyjne, opieka medyczna są na absolutnym topie. Do tego dochodzą świetne stadiony, dobrze zorganizowani kibice. W takich warunkach dużo łatwiej zrobić krok do przodu. Poza tym Inaki, Jesus, Igor, czy Dani zrobili dobrą reklamę Ekstraklasy w Hiszpanii. W efekcie każdy zawodnik z drugiej klasy rozgrywkowej jeżeli tylko ma możliwość bardzo poważnie rozważa przenosiny do polskiej ligi. Można się tutaj rozwinąć, a nawet zapracować na transfer, aby pokazać się na europejskiej arenie. Ekstraklasa jest skutecznie obserwowana przez skautów z topowych lig. Obecnie w waszej lidze jest 10 – 12 ekip o zbliżonym poziomie i bardzo często niewielkie różnice punktowe decydują o końcowym kształcie w tabeli. Tutaj każdy może pokonać każdego, co w przypadku np. Hiszpanii jest w zasadzie rzadko spotykane. Nie da się tutaj wygrać meczu grając np. na 90 % możliwości. Do każdego spotkania trzeba podchodzić z maksymalną koncentracją i zaangażowaniem, bo w przeciwnym wypadku można się srogo zawieść.

Dlaczego twoim zdaniem tak niewielu Polaków radzi sobie w lidze hiszpańskiej? Wielu moich rodaków z powodzeniem gra w Serie A, w Bundeslidze, w Ligue 1 czy nawet w Premiership. Tymczasem ostatnim polskim piłkarzem, który dawał radę w Hiszpanii był Grzegorz Krychowiak w Sevilli.

Myślę, że wielu trenerów i dyrektorów sportowych klubów z Primera Division po prostu nie śledzi tej ligi, zwracając uwagę na inne kraje, jak Belgia, Holandia, Serbia, Chorwacja. Nie uważam, aby polscy zawodnicy opuszczający Ekstraklasę byli gorsi od wielu Serbów, Chorwatów. Myślę, że np. Piotr Zieliński, Karol Linetty, Mateusz Klich, czy Wojciech Szczęsny, nie wspominając już o Robercie Lewandowskim, spokojnie poradziliby sobie w Primera Division i to w topowych klubach. W sumie nie wiem dlaczego dyrektorzy sportowi i skauci omijają Polskę. Niedawno przecież nasze reprezentacje rywalizowały na EURO i nie uważam, aby Polacy odstawali od moich rodaków, to był bardzo wyrównany mecz.

Jesteś wychowankiem Sevilli, a jednym z pierwszych trenerów w dorosłej piłce był Unai Emery. Jak opiszesz tego szkoleniowca, który zyskał przydomek „Mr Europa League”?

Byłem wtedy bardzo młodym chłopakiem, ale uczyłem się bardzo dużo. Nie tylko od Unaia Emery’ego jako trenera, ale także od kolegów z drużyny. Mieliśmy naprawdę mocną drużynę z Rakiticiem, Jesusem Navasem, Javierem Negredo, Garym Medelem, Federico Fazio, Nico Barettą, Andresem Palopem. Każdy zawodnik służył mi pomocą, przekazywał coś nowego. Te dwa sezony spędzone w pierwszym zespole Sevilli były prawdopodobnie najlepszymi w mojej karierze. Nie tylko dlatego, że byłem częścią wielkiego zespołu, ale również dlatego, że wiele się nauczyłem. Emery ma świetny charakter, dlatego tak wielu zawodników idzie za nim i mu ufa. Każdy może liczyć na jego pomoc, a także jego sztabu. Z tamtym okresem wiążą mnie świetne wspomnienia. Byłem członkiem drużyny, która zdobyła Ligę Europy, występowałem w zespole z mojego rodzinnego miasta. Sevilli poświęciłem 12 lat, kawał czasu. Niedawno oglądałem zdjęcia z tamtego okresu i pomyślałem, że było naprawdę fajnie.

Kto z tamtej drużyny był twoim mentorem? Od kogo nauczyłeś się najwięcej?

Miałem to szczęście, że mogłem trenować u boku Javiera Navarro, który był prawdopodobnie najlepszym środkowym obrońcą w całej historii Sevilli. Później, już w Segunda Division moim szkoleniowcem był Pablo Alvaro. Od nich najwięcej się nauczyłem. Moim idolem na tej pozycji pozostaje Sergio Ramos, najlepszy  defensor, którego kiedykolwiek oglądałem – technika, wyskok, cechy przywódcze, no i podobnie jak ja pochodzi z Sewilli.

Czy nie uważasz, że gdybyś trafił do Sevilli dwa lata wcześniej, to miałbyś większe szanse na grę? Byłem bowiem w drużynie, która trzy razy z rzędu wygrała Ligę Europy.

Być może tak by było, ale nie lubię o tym w ten sposób rozmyślać, bo w piłce nożnej nie ma na to miejsca. Czasami jedna decyzja może o wszystkim zaważyć. Sevilla oferowała mi nowy kontrakt, mieliśmy jednak pewne rozbieżności w naszych oczekiwaniach, dlatego zdecydowaliśmy się na rozstanie. Dzisiaj z perspektywy czasu, podjąłbym inną decyzję i podpisał tamtą umowę. Zostałbym w moim mieście, z moimi przyjaciółmi. Niestety, podejmując konkretne decyzje nie znamy ich konsekwencji w przyszłości. Rozpamiętywanie jednak niczego nie zmieni, dlatego nie zawracam sobie tym głowy. Cieszę się z tego co jest i co mam obecnie.

Kiedy szkoliłeś się jeszcze w akademii Sevilli wielkim echem odbiła się śmierć Anotnio Puerty, który zmarł podczas meczu. Jak wspominasz tamto wydarzenie?

To była wielka tragedia dla nas wszystkich. Czuliśmy, jakby zmarł ktoś z naszej rodziny. Mam na myśli nie tylko zawodników pierwszej drużyny, ale cały klub oraz kibiców. Puerta był wychowankiem, z którym wielu się utożsamiało. Po tamtym wydarzeniu Antonio urósł do poziomu swoistego symbolu, zawsze nam powtarzano, że ciągle jest z nami. To był jeden z najlepszych zawodników, który kiedykolwiek szkolił się w akademii Sevilli. Do dzisiaj kibice na trybunach skandują jego nazwisko.

Jako nastolatek przeszedłeś przez wszystkie szczeble drużyny narodowej. Masz w swoim CV tytuł wicemistrza Europy w kategorii U-17.

Przez 5 lat reprezentowałem Hiszpanię w kategoriach wiekowych U-17. U-18, U-19, U-20 i U-21. Wystąpiłem na MŚ U-20. Tego uczucia nie da się opisać, ponieważ bronisz barw swojej ojczyzny. Wiąże się z tym wielka odpowiedzialność, ale również spełnienie marzeń. Grałem na boisku ze znakomitymi zawodnikami, którzy dzisiaj bronią barw najlepszych klubów. To było bardzo cenne doświadczenie.

W twoim dorobku jest również wygrana Liga Europy, ponieważ w sezonie 2013/14 w barwach Sevilli zagrałeś w rewanżowym spotkaniu ze Śląskiem. Jak wspominasz tamtą batalię?

Pamiętam, że wygraliśmy wysoko, chyba 5:0. Trener wpuścił mnie na boisko w drugiej połowie. Na stadionie panowała fajna atmosfera, sporo kibiców zgromadziło się na trybunach. Czuliśmy się wtedy bardzo mocni, co potwierdzaliśmy na boisku. W każdym meczu walczyliśmy nie tylko dla siebie, ale także dla naszego miasta. Poza tym w szatni nie było podziału na „starych” i „młodych”. Jako wychowanek mogłem liczyć na wsparcie Jesusa Navasa, Antonio Reyesa, Ivana Rakiticia.

Czy masz do dzisiaj medal za wygranie Ligi Europy?

Oczywiście, chociaż niestety na sam finał nie otrzymałem powołania do kadry meczowej. Niemniej byłem z kolegami po zakończeniu zmagań, a wcześniej oglądałem z trybun stadionu w Turynie batalię z Benfiką. Piękny stadion, piękne miasto, piękny wieczór i piękne wspomnienia.

Jak wspominasz fetę po finale?

To był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Wielu ludzi wyszło na ulice i pozdrawiało nas, a my jechaliśmy odkrytym autokarem po mieście.

W Sevilli spotkałeś wielu znanych piłkarzy. Który z nich był odpowiedzialny za tworzenie dobrej atmosfery w szatni?

Myślę, że najlepszym był Jose Antonio Reyes, który był nie tylko genialnym zawodnikiem, ale również prawdziwym przyjacielem. Tworzył kapitalną atmosferę w szatni, ale kiedy trzeba było potrafił pocieszyć, coś doradzić, pomóc. Człowiek z sercem na dłoni.

Jak zareagowałeś na jego śmierć w wypadku samochodowym?

To był dla mnie szok. Przecież tydzień przed feralnym wypadkiem trafiliśmy na siebie w centrum handlowym w Sewilli. Pogadaliśmy przez chwilę, mieliśmy umówić się na dłuższe spotkanie. Niestety nie udało się już go zorganizować. Nigdy bym nie powiedział, że to będzie nasze spotkanie pożegnalne.

Pochodzisz z Sewilli, w której poza twoim rodzimym klubem jest również Betis. Jakie masz relacje z kibicami „Zielonych”?

Szczerze? Bardzo dobre. Jako dziecko sam kibicowałem Betisowi, chodziłem na ich mecze.  Podobnie jak moja rodzina. W młodości zgłosiła się po mnie Sevilla i oczywiście skorzystałem z tamtej oferty. Niemniej mam duży szacunek wobec drugiego klubu z Sewilli, przyjaźnię się również z zawodnikami, którzy bronili barw tamtego zespołu.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00