AktualnościGual: Scenariusz Jak z hollywoodzkiego filmu

Gual: Scenariusz Jak z hollywoodzkiego filmu

Dziękuję Jagiellonii, że w tak trudnym momencie podała mi pomocną dłoń. Sam mecz z Zagłębiem był dla mnie wielkim wydarzeniem. Grałem pierwszy raz poza granicami Hiszpanii, na najwyższym poziomie ligowym. Mój gol z 98. minuty dał nam zwycięstwo. Scenariusz jak z hollywdoodzkiego filmu. Po wszystkim puściły emocje magazynowane przez wiele tygodni i pojawiły się łzy – powiedział w rozmowie z jagiellonia.pl bohater spotkania z „Miedziowymi” – Marc Gual.

W niedzielę rozegrałeś pierwszy mecz poza Hiszpanią. Jakie towarzyszyły Ci uczucia?

Owszem, było to wielkie wydarzenie. Nowy kraj, nowy rodzaj piłki. Był to także mecz ważny dla nas wszystkich. Po raz pierwszy grałem w najwyższej kasie rozgrywkowej, ponieważ do tej pory w Hiszpanii rywalizowałem jedynie na poziomie Segunda Division. Tym bardziej cieszyłem się z debiutu. Nałożyło się na siebie kilka spraw, mój pierwszy mecz ligowy za granicą, walka w najwyższej klasie rozgrywkowej, do tego zwycięska bramka w czasie doliczonym do drugiej połowy. Debiut marzenie.

Twoja historia jest gotowym scenariuszem na film rodem z Hollywoodu. Osoba uciekająca przed wojną trafia do nowego kraju i w takich okolicznościach wprowadza się do drużyny, zapewniając jej zwycięstwo w meczu „o sześć punktów”.

To było coś wyjątkowego. Zamieszkałem w Ukrainie w wyjątkowym momencie dla tego państwa. Byłem świadkiem ataku wojsk rosyjskich. Musiałem stamtąd uciekać w dramatycznych okolicznościach. Przez kilka tygodni trenowałem w Hiszpanii i nagle pojawiła się oferta z Jagiellonii. Przyjechałem do Polski, od początku ciężko pracowałem. Myślę, że wprowadziłem się do drużyny w możliwie najlepszy sposób, na czym bardzo mi zależało.

Po bramce pocałowałeś opaskę z flagą Ukrainy. Czy na bieżąco śledzisz wydarzenia stamtąd?

Owszem, codziennie dostaję garść świeżych informacji. Jestem „na łączach” z kolegami z drużyny, którzy pozostali w Dniepropietrowsku, a także pracownikami Dnipro. Chociaż nie zdążyłem zadebiutować w zespole, to zżyłem się z kolegami. Wspólnie przepracowaliśmy okres przygotowawczy i byliśmy na ostatniej prostej przed wznowieniem zmagań ligowych. Wspólnie przeżywaliśmy atak, razem chowaliśmy się w schronach. Cieszę się, że oni są teraz bezpieczni. Sytuacja w mieście wydaje się być opanowana, chociaż sama wojna wszystko zmieniła, także priorytety. Część kolegów otrzymało powołania do armii. W tej chwili nikt tam nie myśli o rozgrywkach piłkarskich. Szkoda, bo przecież w marcu Ukraina miała walczyć o awans do Mistrzostw Świata. Tymczasem część kadrowiczów skupia się na walce o niepodległość. Jest to dla mnie bardzo przykre, że ludzie, którzy chcą się rozwijać, pracować i spełniać swoje pasje drżą w obawie o lepsze jutro. Ja miałem możliwość wyjechania, ale wielu moich kolegów zostało na miejscu.

Jak twoi koledzy zareagowali na ten gest?

Nie spodziewałem się takiego odzewu. W zasadzie wszyscy zareagowali. Dostałem mnóstwo wiadomości, także Dnipro wrzuciło fotkę na swoje konto na Instagramie. Wielu ludzi dziękowało mi za wsparcie, podkreślając jak było ono ważne.

Czy udało Ci się już wyrzucić z głowy tę trudną historię?

Trudno zapomnieć o pewnych rzeczach. Odgłos spadających bomb pozostanie ze mną chyba na zawsze. Czasami, kiedy jestem sam wspomnienia z pierwszych godzin wojny wracają. Taki strach, który mi wtedy towarzyszył to coś niewyobrażalnego. Płacz ludzi, panika. Trudno wymazać z pamięci takie obrazki. Z drugiej strony nie mogę tylko o tym myśleć, bo w niczym to nie pomaga.

Czy nie miałeś obaw przystając na ofertę Jagiellonii? W końcu Polska sąsiaduje z Rosją.

Być może na początku pojawiały się jakieś obawy, ale przecież do Was wyemigrowały miliony Ukraińców, którzy są tutaj bezpieczni, dlaczego zatem ja miałbym się bać. Polska jest w NATO, Unii Europejskiej. Myślę, że można tutaj czuć się bezpiecznie, pracować i rozwijać się. Co prawda wasz kraj sąsiaduje z Rosją i Białorusią, ale tutaj sytuacja jest zupełnie inna niż w Ukrainie. Polska znajduje się po drugiej strony tej żelaznej kurtyny. Myślę, że to duża gwarancja bezpieczeństwa.

Jak oceniasz samą drużynę Dnipro do której trafiłeś przed rundą, a w której ostatecznie nie zdołałeś zadebiutować?

To była dziwna sytuacja, ponieważ szykowaliśmy się do rozpoczęcia rozgrywek. Oczywiście gdzieś tam wisiało widmo agresji rosyjskiej, ale myślę, że nikt nie wierzył, że coś takiego może się stać. Nie teraz, nie w XXI wieku. Kilkadziesiąt godzin przed inauguracją rozgrywek całe życie w Ukrainie wstrzymało oddech. Wszystko się zatrzymało, a my musieliśmy się w tym wszystkim jakoś odnaleźć.

Zapewne od razu szukałeś możliwości, aby wrócić do Hiszpanii.

Tak, dokładnie pamiętam początek wojny, kiedy obudził mnie huk wybuchających bomb. To było coś strasznego i irracjonalnego. Pamiętam ucieczkę do schronów. Szukaliśmy sposobu, aby opuścić Ukrainę, ale nie było to takie proste. Z wiadomych przyczyn wszystkie loty zostały wstrzymane, a nam pozostawał transport samochodowy. Też nie był w pełni bezpieczny, ponieważ trwały naloty, wprowadzono stan wojenny i godzinę policyjną. W sumie nasza podróż na granicę trwała ponad dobę. Rosjanie atakowali Ukrainę, a dzisiaj widzimy co zostawili po sobie. To jest trudna do wyrażenia tragedia. Coś niewyobrażalnego.

Po bramce z Zagłębiem pojawiły się również łzy.

W tamtym momencie dałem upust wszystkim emocjom, które gromadziły się we mnie od kilku tygodni. Mojemu trafieniu, całej otoczce tego występu, transferu do Jagiellonii towarzyszyły olbrzymie emocje. Chciałem to wszystko wyrzucić z siebie.

Jak już wspomniałeś, nie zdołałeś rozegrać meczu w barwach Dnipro, trafiłeś za to do Polski. Skąd wziął się pomysł gry dla Jagiellonii?

Kiedy FIFA ogłosiła, że zawodnicy z ligi ukraińskiej mogą dokończyć ten sezon w innych drużynach zaczęliśmy szukać optymalnego rozwiązania. W taki sposób otrzymałem ofertę z Jagiellonii, która podała mi rękę w trudnym momencie, za co jestem jej bardzo wdzięczny.

Czy z kimkolwiek konsultowałeś transfer do Jagi?

Nie będę ukrywał, że dzwoniłem do Iviego. W przeszłości wspólnie występowaliśmy w drużynie rezerw Sevilli. Bardzo chwalił Polskę i waszą ligę. Zwracał uwagę na fakt, że można stąd pokazać się w Europie, a liga jest obserwowana przez wielu skautów, zaś poziom pozostaje bardzo wyrównany. Poza tym mecze toczą się na nowoczesnych stadionach, liga ma świetną oprawę medialną – wywiady, kibice, to wszystko sprawia, że dobrze jest tutaj trafić.

W ostatnich latach Hiszpanie robili furorę w polskiej lidze – Dani Ramirez, Ivi Lopez, Jesus Imaz, Dani Quintana, Inaki Astiz, Carlitos, Gerard Badia, Igor Angulo, Javi Hernandez – wszyscy zapisali się złotymi zgłoskami w historii polskiej ligi. Dlaczego tak dobrze twoi rodacy odnajdywali się w Polsce?

Myślę, że to atrakcyjna liga dla zawodników, którzy grali w II lub III lidze hiszpańskiej. Wszyscy, z którymi rozmawiałem podkreślali, że można tutaj się rozwinąć, strzelić sporo goli i zostać gwiazdą ligi. Zrobię wszystko, abym podążył tą drogą. Być może zostanę tutaj na dłużej, być może wrócę do Hiszpanii, być może będę grał w lidze ukraińskiej. Nie wiem jak potoczy się przyszłość, skupiam się na najbliższych siedmiu spotkaniach.

W jaki sposób Ivi charakteryzował Jagiellonię?

Powiedział, że to dobry zespół, który jeszcze niedawno należał do najlepszych w Polsce. Mówił, że Jaga szuka napastnika i stwierdził, że to powinno być dobre miejsce dla mnie.

Wspominał o meczu z grudnia, w wydatnie pomógł Rakowowi odnieść zwycięstwo?

Akurat o tamtym spotkaniu nic nie mówił. Powiedział tylko, że przenosiny tutaj pomogą mi się rozwinąć, a z moimi umiejętnościami będę tutaj strzelał gole, które z kolei pomogą mi szybko złapać wspólny język z miejscowymi kibicami.

Jak przebiegła twoje aklimatyzacja w Białymstoku? Jesteś z drużyną od nieco ponad dwóch tygodni.

Bardzo chwalę sobie tę szatnię. Na każdym kroku mogę liczyć na pomoc wszystkich. Oczywiście, najbliżej trzymam się Jesusa Imaza, ale są również inni zawodnicy, bardzo pomocni. Od początku wsparcie zadeklarował Taras Romanczuk. Domyślam się, że trwająca sytuacja jest dla niego trudna ze względu na jego pochodzenie, ale on twardo się trzyma, nie zdradza żadnych emocji w szatni. Tworzymy jedną zwartą grupę.

Mówiłeś o Ivim, który jest jedną z gwiazd Ekstraklasy. Czy swoje umiejętności prezentował także w Hiszpanii?

Zdecydowanie tak, wspólnie z nim tworzyliśmy zgrany duet w rezerwach Sevilli. Mogliśmy na siebie liczyć. Jeżeli nie on mi, to ja jemu asystowałem. Rozumieliśmy się bez słów, a wspólnie strzeliliśmy mnóstwo goli. Ivi miał smykałkę do gry w ataku i bardzo się cieszę, że dzisiaj to potwierdza na najwyższym poziomie w Polsce.

W sumie rozegrałeś ponad 140 meczów w Segunda Division. Czas, w którym klubie wspominasz najlepiej?

Pobyt w każdym klubie coś mi dał, bo za każdym razem uczyłem się czegoś nowego. Grałem w dużych klubach, jak rezerwy Sevilli, Espanyolu, Realu Madryt czy w Realu Saragossa. Każdy zespół prezentował inny styl, co tylko wzbogacało moje doświadczenie. Najlepiej wspominam czas spędzony w Andaluzji, gdzie strzeliłem 14 goli dla rezerw Sevilli. To był zdecydowanie najlepszy moment w Hiszpanii, trafiałem w niemal każdym spotkaniu, oczywiście przy dużym udziale Iviego.

Jak jego opiszesz? Jaka to osoba?

Ivi to świetny piłkarz i kolega. Zawsze z sercem na dłoni, gotowy do pomocy, zawsze można liczyć na jego pomoc. Nie mogę powiedzieć o nim złego słowa.

Masz w swoim CV także występy w rezerwach Realu Madryt, gdzie trenowałeś pod okiem samego Raula Gonzalesa. Ile dały ci treningi pod okiem takiej legendy?

Jeżeli mam być szczery, to nie mogłem lepiej trafić. Podpowiadał mi jak mam przesuwać się po boisku. To świetny trener, ponieważ jest cierpliwy, miał bardzo jasne spojrzenie na futbol, jego treningi dużo mi dały jako napastnikowi. Poza tym dużo rozmawialiśmy, starałem się możliwie najbardziej wykorzystać jego porady.

Jaką był osobą?

Był bardzo skromny jak na swoje osiągnięcia. Rzadko chwalił się swoimi osiągnięciami, chociaż w szatni cieszył się olbrzymim respektem. Każdy z nas w młodości z wypiekami oglądał jego występy w Realu, czy reprezentacji, a teraz nagle on stał przed nami i próbował przedstawić swoją wizję gry. Pobierać nauki u trzykrotnego zwycięzcy Ligi Mistrzów – to było coś wspaniałego. Darzyliśmy go respektem, ale nie tylko za dokonania boiskowe, ale również za to jakim był szkoleniowcem. Moim zdaniem za trzy, cztery lata będzie z powodzeniem kontynuował karierę trenerską w Primera Division.

Czy często wspominał czas spędzony w jednej szatni z Zinedinem Zidanem, Luisem Figo, Ronaldo, czy Morientesem?

Tylko wtedy, kiedy chciał nam w jakiś sposób podpowiedzieć, jak powinniśmy przesuwać się po boisku. Chciał, abyśmy się rozwijali personalnie.

Czym dla Ciebie była gra w drugim zespole Realu Madryt?

To było wielkie wyróżnienie. Real jest jednym z tych klubów, o grze dla którego marzysz od dziecka. Oczywiście być częścią Realu to wielka sprawa. Chociaż grałem w niższej lidze to czułem się częścią tej wielkiej rodziny. To było coś niezapomnianego.

Pochodzisz z Katalonii. Jak w twoim domu odbierano grę dla Realu?

Nikt tego nie traktował jako problem. Piłka nożna to po prostu sport i nie ma nic wspólnego z polityką, ja przynajmniej tego nie łączyłem.

Przez trzy lata byłeś również zawodnikiem pierwszego zespołu Sevilli, chociaż nigdy nie udało ci się w nim zadebiutować.

Trzykrotnie pojechałem na zgrupowanie z pierwszym zespołem Sevilli. W sumie przepracowałem z nimi trzy okresy przygotowawcze. W 2020 roku po powrocie z wypożyczenia widziałem, jak drużyna wygrała Ligę Europy, ogrywając w finale z Interem Mediolan. Trenując tam nauczyłem się wieleod m.in. Banegi, Ben Yeddera, Navasa, czy Sarabii. Tylko rywalizując z najlepszymi mogłem się rozwinąć. Podglądałem ich na treningach i wiedziałem co musze zrobić, aby być jak najlepszym na boisku.

Jako młodzieżowiec bywałeś powoływany do kadry U-21, w której występowałeś u boku m.in. Unaia Simona, Mayorala, Oyarzabala, Ceballosa, czy Rodriego. Czy czułeś zazdrość widząc, jak potoczyły się ich kariery?

Zazdrości na pewno nie było, bo wiem ile oni pracy włożyli, aby znaleźć się w takim miejscu. Ja również ciężko pracowałem, ale najwidoczniej czegoś mi zabrakło. Niemniej mam 26 lat i wierzę, że najlepsze jest jeszcze przede mną, a moja obecność u boku tych zawodników nie była dziełem przypadku.

Jesus Imaz po roku gry dla Jagiellonii został doceniony przez Marcę i umieszczony w gronie najlepszych Hiszpanów za granicą. Czy uważasz, że możesz iść jego śladem?

Myślę, że tak. Jeżeli nadal będę ciężko pracował, grał przez kilka lat w jednym zespole to mogę strzelić wiele goli.

Czy jest zatem szansa, abyś na dłużej został w Jagiellonii?

Szczerze powiedziawszy, to myślę tylko o najbliższym meczu. To, co wydarzy się po 30 czerwca zupełnie nie jest to sytuacja zależna ode mnie. Przede wszystkim nikt nie wie, jak potoczy się wojna, czy liga ukraińska wznowi rozgrywki. W tym temacie więcej jest znaków zapytania niż wiadomych.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00