Brak kategoriiDiego Carioca: Pierwszy dzień w Białymstoku? Najszczęśliwszy w życiu

Diego Carioca: Pierwszy dzień w Białymstoku? Najszczęśliwszy w życiu

Przed miesiącem debiutował w Jagiellonii. W czterech spotkaniach zdobył dwie bramki i z każdym kolejnym spotkaniem jest coraz ważniejszym elementem w „Żółto-Czerwonej” układance. W rozmowie z jagiellonia.pl Diego Santos Carioca opowiada o pierwszych wrażeniach z pobytu w Polsce, wspomina mecz w Poznaniu i porównuje jego atmosferę z tą brazylijską. Nie mogło również zabraknąć wspomnień wojennych, a także wyjaśnienia, jakie doświadczenia połączyły Brazylijczyka z Markiem Gualem.

Jesteś w Polsce od miesiąca, Czy zdążyłeś się już zaaklimatyzować w Białymstoku? Przyzwyczaiłeś się do Polaków i naszej mentalności?
Pierwszą rzeczą, która od razu rzuciła mi się w oczy to wasza otwartość. Od pierwszego dnia pobytu w Białymstoku mogłem liczyć na pomocną dłoń ze strony osób pracujących w klubie. Nie ukrywam, że początek był trudny, ponieważ musiałem szybko zaadoptować się do taktyki, zrozumieć czego oczekuje ode mnie trener, zrozumieć jak ma grać drużyna. Natomiast o samym mieście mogę mówić w superlatywach. Fajnie się w nim mieszka i co najważniejsze, nie ma tutaj korków jak w Rio de Janeiro.

Przyjechałeś do Białegostoku w dniu meczu z Wisłą Płock. Sześć dni później już grałeś w pierwszym meczu, w którym rywalem był Lech Poznań. Sprawiałeś wrażenie nieco zagubionego. Dzisiaj pod tym względem jest już dużo lepiej. Czy też tak to czujesz?
Na pewno już pierwszym mecz był sporym wyzwaniem. Mierzyliśmy się z liderem ligi, jednym z faworytów do mistrzostwa. Przegraliśmy i trudno było znaleźć jakieś pozytywy, ale osobiście czułem ulgę, że najgorsze już za mną, że zacząłem. Później było już tylko lepiej. Graliśmy u siebie, wygraliśmy w szalonych okolicznościach. W kolejnych dwóch meczach zdobyłem dwie bramki. Czuję się coraz mocniej częścią drużyny. Oczywiście kolejne gole sprawiają mi sporą frajdę, chociaż chciałbym, abyśmy wygrali po moich bramkach, ale to jeszcze zdążę zrealizować.

Jak wspominasz mecz w Poznaniu?
Nigdy nie grałem przy takiej publiczności. To było coś niezwykłego, wystąpić na tak wielkim stadionie wypełnionym kibicami. Panował tam trudny do opisania tumult, momentami nie słyszałem podpowiedzi trenera. Atmosfera była wielka, czułem się jak w ekstazie. Owszem, przegraliśmy i po końcowym gwizdku byłem wściekły, ale cała otoczka towarzysząca temu meczowi, tak liczna delegacja naszych kibiców, sama atmosfera tamtej potyczki pozostanie ze mną na całe życie. Dla takich chwil, dla takich meczów gra się w piłkę nożną. W Brazylii kilka razy obserwowałem z trybun wielkie mecze z udziałem wielu tysięcy kibiców na trybunach i jako młody chłopiec marzyłem, aby przynajmniej raz uczestniczyć w takim wydarzeniu. Udało się to zrealizować w Poznaniu, chociaż jak raz jeszcze podkreślam, wynik był dla nas bardzo niekorzystny.

Czy taka atmosfera bardziej Cię paraliżuje, a może wręcz odwrotnie, motywuje do jeszcze lepszej gry?
Od dziecka kocham futbol i zawsze żyłem legendami Pele, Ronaldo, Ronaldinho. Widziałem z trybun mecze , które rozpalały publiczność i zawodnicy w nich występujący jakoś sobie radzili. Zdaję sobie sprawę, że na boisku oczy kibiców zwrócone są na mnie, na to co zrobię z piłką w konkretnej akcji. To część futbolu, moja praca, ale także moja pasja. Wychodząc na boisko, na trening czy na mecz po prostu spełniam moje marzenia.

W meczu z Radomiakiem strzeliłeś pierwszego gola w Jagiellonii. Jakie emocje towarzyszyły Ci w tamtym momencie?
Pierwsza połowa w naszym wykonaniu w Radomiu nie byłą dobra i zdawaliśmy sobie z tego sprawę. W przerwie trener podkreślał, że mamy grać, cieszyć się piłką. Wyszliśmy z takim nastawieniem, ale niespodziewanie szybko straciliśmy drugiego gola. Na szczęście szybko odpowiedzieliśmy. Tamto trafienie dodało mi pewności siebie. Trener na każdym kroku podkreślał, że mam pokazać samego siebie. Udało się, zaprezentowałem moje możliwości. Ten gol był dla mnie bardzo ważny, potrzebowałem, aby dobrze wejść do drużyny, dać coś ekstra od siebie. Dwa ostatnie mecze, dwa gole. Dobrze byłoby w końcu zapewnić zespołowi wygraną.

Jak się czujesz jako pierwszy Brazylijczyk, który strzelił gola w Jagiellonii od 2019 roku?
Naprawdę? Tak długo musieliście czekać na „brazylijską” bramkę? Nie wiem co mam powiedzieć. Po prostu cieszę się, że to zrobiłem. Mam dużą satysfakcję, ponieważ kibice na trybunach, ludzie których spotykam codziennie są bardzo pozytywnie nastawieni, podobnie jest w klubie, w biurze czy na terenie ośrodka treningowego. Nie możemy jednak zatrzymać się na tym etapie, tylko iść dalej.

Jak opiszesz relacje z Markiem Gualem? Przypatrując się Wam z bliska można odnieść wrażenie, że rozumiecie się bez słów.
To mój nowy przyjaciel, jest dla mnie bardzo specjalną osobą. W tym samym czasie byliśmy na terenie Ukrainy, kiedy została ona zaatakowana przez Rosję. On przyjechał do Polski tydzień po mnie. Od razu podszedłem do niego i powiedziałem, że zawsze może ze mną porozmawiać, otworzyć się. Wiążą nas wspólne przeżycia i doświadczenia. Musieliśmy to przegadać, zdarza się nam o tym wspominać. On ma mentalność podobną do mojej. Chcąc zapomnieć o wojnie musieliśmy szybko skupić się na Jagiellonii, bo skoro jej pomożemy to pomożemy też sami sobie. Połączyły nas wojenne doświadczenia, a takie coś bardzo zbliża ludzi. To nie jest tak, że mogę sobie o tym porozmawiać z dowolną osobą, bo tylko ktoś kto tego doświadczył będzie w stanie mnie zrozumieć – co to znaczy słyszeć alarm bombowy, czym jest strach związany z dźwiękiem przelatującego samolotu i zastanawiasz się, czy to nie jest bombowiec, czy jednak coś innego. Tego nie da się od tak zapomnieć.

Czy te rozmowy traktujecie jako element terapii? Czy już wyrzuciliście złe wspomnienia z głowy?
Trudno powiedzieć, ponieważ to była trudna sytuacja, Oczywiście czasami przy okazji pewnych sytuacji, być może jakiejś muzyki, filmu, kiedy jesteśmy sami w mieszkaniu pewne wspomnienia wracają, ale nie są to jakieś stany lękowe, abyśmy mieli poczucie zagrożenia. Nie, to mamy już za sobą i w Polsce czujemy się bezpieczni. Czasami jednak musimy ze sobą porozmawiać, aby wyrzucić z głowy złe emocje, które jeszcze w nas siedzą. Na szczęście sezon trwa, a ja muszę przyznać, że kiedy podpisałem umowę z Jagiellonią to był najszczęśliwszy dzień w moim życiu, naprawdę! W tamtym momencie wiedziałem, że mogę skupić się już tylko na graniu w piłkę, na pomocy drużynie. Nie muszę martwić się o to, gdzie jutro będę trenował i czy bezpiecznie zdołam dostać się na boisko. Takie same wspomnienia miał Marc, ale takie jest życie, musimy pracować, aby o tym zapomnieć.

Co myślał młody, 24-letni mężczyzna 24 lutego, kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę?
Pochodzę z Brazylii, która jest wielkim krajem. Mamy u siebie problemy z przestępczością. Wychowałem się w Rio de Janeiro, gdzie na ulicach nie brakuje wojen gangów, sam nieraz słyszałem wystrzały, byłem świadkiem kradzieży i szantażów z bronią, ale żadna z tych sytuacji nawet nie umywa się do doświadczeń wojennych. Głos syren ostrzegających przed nadlatującymi pociskami będzie jeszcze długo rozbrzmiewał w mojej głowie. Naprawdę nikomu tego nie życzę. Przyjeżdżając do Europy nie przypuszczałem, że coś takiego może mnie tutaj zastać. Jak już wspomniałem, mam 24 lata i nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę uczestniczył w czymś takim. Sam dzień wspominam bardzo ciężko, pierwsze rakiety, pierwsze ataki, my sami byliśmy zdezorientowani, bo nie wiedzieliśmy, co dalej, co mamy robić. Wszystkie połączenia lotnicze zostały zamknięte, a chcieliśmy wydostać się z Ukrainy. Długo trwałą nasza podróż, ale ostatecznie udałem się do Brazylii, a później z Rio trafiłem do Polski.

Czy masz kontakt z kolegami z drużyny z Kołosu?
Tak, cały czas jestem z nimi na grupie na whatsappie, z piłkarzami, z trenerem, z prezesem. Na szczęście najgorsze już za nimi. Ostatnio wysłali mi zdjęcia, pokazując, że życie powoli wraca do normy. W Kijowie ludzie pracują, spacerują ulicami miasta, robią zakupy. Powoli wraca codzienna normalność, ale sporo czasu zajmie, zanim wszyscy zapomną o tym, co tam ostatnio się działo.

Pochodzisz z Rio de Janeiro, musisz zatem odpowiedzieć komu kibicujesz – Flamengo, czy Flumimense.
Zdecydowanie Flamengo, to największy klub w Brazylii, dla którego grają najlepsi zawodnicy. Sam pamiętam jak chodziłem na ich mecze i mocno im kibicowałem.

Jak porównałbyś atmosferę z meczów w Brazylii do tego, co przeżyłeś chociażby niedawno w Poznaniu?
Jeżeli chodzi o sam doping, oprawy myślę, że wygląda to podobnie. Natomiast myślę, że w Brazylii jest zdecydowanie większa presja. Z drugiej strony Flamengo to czołowa drużyna z Brazylii i dla nich każda nieudana walka o tytuł jest jak porażka. U nich drugi zawsze będzie pierwszym przegranym, dlatego kibiców interesuje wyłącznie zwycięstwo.

Podobnie chyba jest z reprezentacją Brazylii. Jak osobiście przyjąłeś rok 2014 i przegraną z Niemcami w półfinale?
Miałem wtedy 16 lat i mundial w Brazylii był dla nas wielkim świętem. Oczywiście jako gospodarze, mając tak bogatą tradycję i wielkie sukcesy liczyliśmy na wygraną. Po awansie do półfinału każdy wierzył w końcowy sukces, skoro już znaleźliśmy się w strefie medalowej, to trudno było oczekiwać czegoś innego. Naturalnie, wszyscy pamiętamy co stało się później. Słynne „maracanazo”, absolutny szok dla wszystkich. Owszem, Niemcy mieli wtedy kapitalną drużynę z wieloma wybitnymi piłkarzami i nie łudźmy się, w starciu z nimi bez Neymara nie byliśmy faworytami, ale porażka 1:7 to bardzo bolesne upokorzenie. Myślę, że wielu kibiców nie dowierzało w to, co się wydarzyło, jak w jakimś koszmarze. Niestety, od wielu lat każdy kolejny mundial jest dla nas dużym rozczarowaniem. Może w tym roku w Katarze uda się to odmienić.

Wspomniałeś, że od małego kochasz futbol. W Brazylii piłka nożna jest dla wielu młodych chłopców okazją, aby poprawić swój status w społeczeństwie. Czy tak było też u Ciebie?
Tak, od początku chciałem być piłkarzem. Jak wspomniałeś, Brazylia to ogromny kraj z wieloma mieszkańcami, w którym każdy chce zostać piłkarzem. Konkurencja jest naprawdę spora, dlatego trzeba dużo dać z siebie, aby się wybić.

Jak zatem wspominasz swoje początki?
W zasadzie w Brazylii wszędzie można grać w piłkę, na ulicy, w parku, na boiskach, których mamy wiele, czy nawet na plaży.

Masz na myśli Copa Cabanę?
Oczywiście! Mieszkam około godziny od tej plaży i tam sobie kopałem piłkę z kolegami. Grać na tle oceanu na jednej z najpiękniejszych plaż na świecie, coś czego nie da się zapomnieć.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00