AktualnościStolarczyk: Życie pisze różne scenariusze

Stolarczyk: Życie pisze różne scenariusze

– Żegnając się z chłopakami w szatni po meczu reprezentacji Polski U-21 z Niemcami powiedziałem, że losy piłkarskie bywają zaskakujące i nikt z nas nie wie, czy za chwilę gdzieś się znowu nie spotkamy. Życie pisze różne scenariusze i cieszę się, że napisało taki również mi – powiedział w rozmowie z jagiellonia.pl nowy trener „Żółto-Czerwonych”, Maciej Stolarczyk.

Będzie to dla Pana drugie podejście do Ekstraklasy w roli pierwszego szkoleniowca. Mam wrażenie, że tym razem nie będzie to tak szalona misja, jak w Wiśle Kraków.

Wisła to był projekt, w którym trzeba było zwrócić uwagę na wiele rzeczy, a część z nich miała niewiele wspólnego z piłką nożną i sztuką trenowania. W tamtym przypadku kluczowym było uratowanie za wszelką cenę bytności klubu. Sam okres był bardzo burzliwy, ale również ciekawy dla mnie jako trenera, ponieważ takiego doświadczenia nie miałem wcześniej. Niemniej mam wrażenie, że ono tylko mnie ubogaciło. Daliśmy sporo radości kibicom, ponieważ będąc klubem skazanym na pożarcie potrafiliśmy utrzeć nosa tym najlepszym. W Białymstoku sytuacja jest zupełnie inna. Klub ma duże aspiracje, rzesze kibiców, którzy zawsze dawali wsparcie, byli jego częścią. Jagiellonia zawsze kojarzyła mi się z meczami wypełnionymi „Żółto-Czerwonymi” trybunami. Białostocki klub zgarnął już prawie wszystko, co było możliwe do zgarnięcia. Brakuje tylko jednego trofeum, ale chcemy zbudować klub, który wróci do lat świetności i da jeszcze wiele radości swoim kibicom.

W pańskim CV zdecydowana większość punktów dotyczy prowadzenia młodzieżowych reprezentacji. Jak bardzo ta praca różni się od pracy trenera klubowego?
Selekcjoner musi selekcjonować zawodników, oglądać ich jak funkcjonują w różnych klubach i na podstawie kilku treningów skomponować zespół, który będzie funkcjonował w meczu o stawkę. W klubie ma się większy wpływ na formę zawodników, pracę można zaplanować bardziej długofalowo, spojrzeć jak wyniki się zmieniają z upływem czasu. Także codziennie ma się kontakt z zawodnikami, codziennie podejmuje decyzje. Mówiąc krótko, cały czas jest się w „żywiole”. Naturalnie także trener klubowy musi dokonywać selekcji, trzeba ocenić, kto się rozwija i może coś dać drużynie, jak przekazywać zawodnikom swoje oczekiwania.

Kilku zawodników Jagiellonii miało już okazję z Panem pracować – Xavier Dziekoński, Bartek Bida, Kacper Tabiś, Bartek Wdowik i Michał Nalepa w reprezentacjach młodzieżowych, a Jesus Imaz w Wiśle Kraków. Czy będzie to dla pana jakiś handicap?
W sumie w kadrze Jagiellonii jest sześciu zawodników, z którymi pracowaliśmy i każdy z nich ma walory i potencjał, aby być dobrym graczem. Jesusa każdy zna, to wielka gwiazda naszej ligi. Z pozostałymi miałem okazję pracować, to było dla mnie ciekawe doświadczenie i nie mogę doczekać się spotkania z nimi, spojrzenia na nich z innej strony, ponieważ nasze dotychczasowe kontakty ograniczały się jedynie do zgrupowań reprezentacji.

Czy żegnając się po meczu reprezentacji U-21 z Niemcami powiedział Pan Bartkowi Wdowikowi „do zobaczenia w Białymstoku”?
Pracując w reprezentacji nie rozmawiałem z żadnym klubem. Priorytetem było dla mnie dokończenie projektu, który, miałem nadzieję, potrwa dłużej. Wszystkie tematy, które istniały w mediach nie miały przełożenia w rzeczywistości, ponieważ przed meczem z Niemcami najważniejszą była dla mnie kadra. Liczyłem na awans, ale czegoś nam zabrakło. Na koniec rzuciłem chłopakom w szatni, że losy piłkarskie bywają zaskakujące i nikt z nas nie wie, czy za chwilę gdzieś się znowu nie spotkamy. Życie pisze różne scenariusze i cieszę się, że napisało taki również mi.

Kadra U-21 wychowuje zawodników pierwszej reprezentacji. Z czyjego rozwoju jest Pan najbardziej zadowolony?
Nie chcę wskazać jednego zawodnika. Przez moją drużynę przewinęli się chociażby Nicola Zalewski, Michał Karbownik, Kuba Kiwior, Sebastian Walukiewicz, Kacper Kozłowski. Tych nazwisk było naprawdę sporo. Cieszyłem się, że otrzymali takie możliwości, ale nie ukrywam, że chłopakiem, który spajał ten zespół był Kuba Kamiński. Moim zdaniem on ma olbrzymi potencjał. Dawał tej grupie olbrzymie możliwości, scalał ich i cieszył się szacunkiem nie tylko na boisku, ale także poza nim.

Czy nie obawia się Pan, że zasiadł na trochę gorącym stołku? Począwszy od grudnia 2019 roku Jagiellonia sześciokrotnie zmieniała trenera.
Bardzo bym chciał przerwać tę serię. Ostatnie miesiące nie były sprzyjające dla trenerów, ale z podobną klątwą przyszło mi zmierzyć się w Krakowie, gdzie krzesełko było również gorące. Dzisiaj przywiozłem ze sobą kajdanki i najwyżej przypnę się nimi do krzesła. (śmiech) Klub znalazł się w takim miejscu. Zespół nie spełniał oczekiwań działaczy, kibiców. Moją rolą jest, abyśmy te oczekiwania spełnili. Myślę, że każdy trener, który mnie poprzedzał, dał od siebie cegiełkę, z której teraz ja będę korzystał. Jestem im bardzo wdzięczny za zaangażowanie i pracę, którą wykonali.

Jagiellonia w ostatnich latach osiągała wyniki dalekie od oczekiwań i ambicji wszystkich związanych z tym klubem. Z drugiej strony wciąż żywa jest pamięć sukcesów sprzed kilku lat. Dzisiaj są to miłe wspomnienia, ale część wierzy, że jeszcze uda się wrócić do czasów świetności.
Sukcesu nie da się osiągnąć od tak. To wszystko musi być poprzedzone procesem, my jako drużyna musimy przebyć pewną drogę. Największe sukcesy w lidze odnosili trenerzy z długą ciągłością pracy, wystarczy spojrzeć na Waldemara Fornalika, Kostę Runjajicia, Marka Papszuna, czy nawet Maćka Skorżę, który przecież wcześniej pracował w Lechu i znał ten klub wracając do niego w 2021 roku. Oni mieli możliwość stworzenia drużyn, które prowadzą. Budowanie zespołu to proces, droga. Każdy trener ma inne spojrzenie na futbol i zanim ono do zawodników jak najpełniej dotrze musi minąć czas. Moim zadaniem jest skrócenie tej drogi, ponieważ nieco ponad cztery tygodnie dzielą nas od pierwszego meczu w nowym sezonie. Wraz ze sztabem wspólnie musimy jak najszybciej wdrożyć tę filozofię.

Był pan świadkiem, jako trener drużyn przeciwnych, dużych sukcesów w historii Jagiellonii. W 2010 roku znajdował się Pan w sztabie Pogoni Szczecin, która to rywalizowała z Jagą w finale PP, w latach 2013 i 2014 „Portowcy” rywalizowali z Jagiellonią, kiedy otwieraliśmy nasz stadion, a w sierpniu 2019 roku Jesus Imaz kompletował pierwszego w historii Jagiellonii hat-tricka na poziomie Ekstraklasy w meczu z Wisłą, którą Pan prowadził. Z czym Panu osobiście kojarzy się Białystok i Jagiellonia?
Z Białymstokiem moje pierwsze skojarzenia budzą dwie osoby, z którymi grałem w piłkę – Tomek Frankowski i Radek Sobolewski. Obu spotkałem w Wiśle Kraków. Z nimi wiąże się moje pierwsze skojarzenie. Kiedy jeszcze grałem w piłkę mecze w Białymstoku zawsze kojarzyły mi się jako ciężkie wyzwania, ponieważ niewielu mogło sobie z tym poradzić, a do tego miejscowi zawodnicy mieli twardy charakter, dlatego to miasto zawsze kojarzyło mi się z trudną do zdobycia twierdzą. Dzisiaj chcemy to odbudować. Samo miasto, jego mieszkańcy bardzo mi się podobają, ludzie, z którymi miałem do czynienia zawsze byli życzliwi i uśmiechnięci.

Kto pańskim zdaniem jest dzisiaj liderem tej drużyny?
Na pewno liderem na boisku i poza nim jest Taras Romanczuk, który grając na pozycji środkowego pomocnika dokłada do nich kapitalne liczby, ale byłoby niesprawiedliwe wymienić tylko jedną osobę. Każda formacja ma swojego lidera, w obronie jest nim Michał Pazdan, który rozgrywał wspaniałe mecze w reprezentacji Polski oraz na międzynarodowej arenie. Jest oczywiście Jesus Imaz, zatem ta drużyna ma kręgosłup, na którym można budować. Mógłbym mówić o każdym zawodniku, ale wymieniłem tych, którzy rzucają się w oczy pod względem statystyk i dokonań piłkarskich.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00