AktualnościBernatowicz: Cierpliwość popłaca

Bernatowicz: Cierpliwość popłaca

– Za nami ciekawy sezon, zwłaszcza pod kątem rozwoju chłopców. Poczyniliśmy duży postęp, awansowaliśmy do półfinału mistrzostw Polski, w którym byliśmy o włos od zagwarantowania sobie prawa gry o złoty medal. Zaprezentowaliśmy się jednak z dobrej strony, a zebrane przez zawodników doświadczenie zaprocentuje w przyszłości – mówi trener Jagiellonii 2005, Tomasz Bernatowicz, z którym porozmawialiśmy o zakończonym sezonie Centralnej Ligi Juniorów U-17.

Trenerze, jesteście świeżo po półfinale mistrzostw Polski, w których postraszyliście rywala, ale zabrakło kropki nad „i”. Czy czujecie niedosyt?

Tomasz Bernatowicz (trener juniorów młodszych Jagiellonii): W żadnym meczu nie kalkulujemy i chcemy wygrywać wszystko. W czołowej czwórce nie ma słabych drużyn i wszyscy są na zbliżonym poziomie. Czasami trzeba liczyć na łut szczęścia i dyspozycję dnia. Ja jestem zadowolony z postawy chłopców, bo ich gra napawała optymizmem i dzięki temu mamy podstawy wierzyć, że w przyszłości będą dobrymi piłkarzami z sukcesami i zasilą pierwszą drużynę Jagiellonii.

Kto na przestrzeni ostatnich miesięcy, tygodni w twoim zespole poczynił największy postęp? Którzy piłkarze mogą w przyszłości okazać się wzmocnieniem pierwszego zespołu Jagi?

– Na początku należy rozróżnić zawodników, którzy przez większość sezonu występowali w CLJ U-18 i trzeciej lidze. Walory Mateusza Kowalskiego, Kuby Lewickiego, Damiana Wojdakowskiego, Bartka Bernatowicza czy Janka Faberskiego większość już zna. Wolałbym zatem wypowiedzieć się na temat tych, z którymi pracowałem przez znaczną część rozgrywek CLJ U-17. Ich poznałem bardzo dobrze i przyznam, że jestem miło zaskoczony tym, w jaki sposób współpracowaliśmy. Na pewno na bardzo fajny poziom wskoczył środkowy obrońca Kuba Kruszewski, czy środkowy pomocnik Oskar Lipiński. Warto docenić też postęp, jaki poczynili niektórzy, jak choćby Dawid Żakiewicz, który wiosną eksplodował formą strzelecką. Rozgrywający Olaf Pawelczyk z rocznika 2006 miał świetne momenty w minionej rundzie. Pamiętajmy, że to zawodnik późno dojrzewający i swoje fizyczne braki jeszcze nadrobi. W przyszłości klub powinien mieć między innymi z tych graczy pociechę, jeśli oczywiście wystarczy wszystkim cierpliwości.

Zestawiając wiosnę z jesienią, z której rundy jesteś bardziej zadowolony?

W obu przypadkach byliśmy na samym szczycie grupy A. Jesienią zajęliśmy drugie miejsce, aczkolwiek w przypadku ewentualnej wygranej z Legią Warszawa (3:3), mielibyśmy także zapewnione mistrzostwo jesieni. Jednak co nie udało się wtedy, zrealizowaliśmy wiosną, choć to oczywiście nie był główny cel. W całym sezonie staraliśmy się przede wszystkim znaleźć miejsce dla zawodników kreatywnych, choć dla wszystkich nie zawsze jest łatwo. Mimo to czasem kosztem jednego obrońcy decydowaliśmy się na ustawienie z większą liczbą ofensywnych piłkarzy, którzy mieliby okazję zademonstrować swoje możliwości i rozwijać się. Na przykład na boisku równocześnie byli Janek Faberski czy Olaf Pawelczyk, którzy występują na podobnych pozycjach. Nie nastawialiśmy się na wynik i wygranie ligi. Zawsze dużo ryzykujemy, gramy va banque w każdym spotkaniu, nawet ostatnio w półfinałach. To w przyszłości tym chłopcom się opłaci. Nie zmieniamy swojego stylu gry. Co ważne, to co staramy się przekazać naszym piłkarzom, czyli wygrywanie jak największej liczby pojedynków w ofensywie i defensywie, chłopcy realizowali bardzo dobrze. Aż 48 strzelonych goli w fazie zasadniczej przy niewielkiej liczbie (26) straconych, z czego siedem w szalonym meczu z MKS-em Polonią (6:7, przyp. red.) świadczy o tym, że funkcjonowaliśmy dobrze. To jednak dopiero początek drogi tych chłopaków i wierzę, że w przyszłości postawią kolejne kroki w swojej karierze.

Z których meczów rundy wiosennej jesteś najbardziej zadowolony, a o których wolałbyś zapomnieć?

Kuriozalny był wspomniany wcześniej mecz z MKS-em Polonią Warszawa, w którym prowadziliśmy 4:1, by ostatecznie przegrać 6:7. Aż 13 goli w jednym spotkaniu nie zdarza się często. Sześć bramek straciliśmy po stałych fragmentach gry, co też było ewenementem. Rywale nie włożyli nawet wyższego biegu, tylko popisali się perfekcyjnymi zagraniami ze stojącej piłki. Trudno było to wytłumaczyć, bo poświęcaliśmy dużo czasu na grę w defensywie w takich sytuacjach. Tego typu spotkania jednak zdarzają się. Być może to efekt tego, że gramy futbol bardzo ofensywny i staramy się na dany mecz dobierać chłopaków kreatywnych. Dzisiejszy futbol też poszedł w tym kierunku. Chcemy, żeby gra cieszyła zawodników i osoby przychodzące na stadiony.

Czy większość z tych chłopców zaistnieje na dłużej w Jagiellonii Twoim zdaniem?

Nie jestem decyzyjny w tym temacie, ale większość może liczyć na moją pozytywną rekomendację, choć każdy musi zdać sobie sprawę, że jeszcze wiele pracy przed nimi. Wszyscy uczymy się przez całe życie. Przeżyliśmy wiele fajnych momentów przez cały rok pracy. Szkoda, że nie udało się tego okresu zwieńczyć złotym medalem, ale nie rozpaczamy. Dla takiej atmosfery, jak podczas rewanżowego starcia z Wisłą (1:2) przy Elewatorskiej, warto grać. Wszyscy wspaniale dopingowali nas w walce o finał. Myślę, że nawet na meczach trzeciej ligi rzadko spotyka się tak żywiołowo reagującą widownię. Nawet mimo porażki, schodziliśmy z boiska z podniesioną głową. Zagraliśmy naprawdę dobre spotkanie. Ze względów szkoleniowych to spotkanie było bardzo wartościowe dla nas wszystkich, zwłaszcza zawodników. To ich historia i jeszcze wiele przed nimi.

Podczas sezonu graliście w jednym konkretnym ustawieniu, czy zmienialiście je w zależności od sytuacji na boisku?

Przy zawodnikach, którymi dysponowałem, najczęściej decydowaliśmy się na ustawienie z dużą liczbą pomocników, zwłaszcza środkowych i ofensywnych. Czasem w jednym składzie miałem ośmiu rozgrywających. Staraliśmy się jednak stale trzymać jednej formacji, z czterema obrońcami, ewentualnie lekko modyfikowaliśmy ją podczas spotkań. W trakcie meczów zachęcaliśmy piłkarzy do dużych rotacji, wymienności pozycji, bo taki preferujemy styl. Dla rozwoju zawodników to dobre rozwiązanie, a dla przeciwnika niezwykle trudne do rozszyfrowania.

Nie każdy zawodnik był u ciebie przypisany do jednej, określonej pozycji. Na przykład Dawid Żakiewicz, który wcześniej był raczej zawodnikiem skupionym na działaniach defensywnych, wiosną w twoim zespole zabłysnął w ataku, zdobywając aż siedem bramek. Z kolei napastnik Wiktor Marek w ostatnich, decydujących starciach półfinałowych grał jako prawy obrońca.

Poznając chłopców staramy się wybrać im najlepszy możliwy kierunek rozwoju. Obserwując ich walory, naturalną zdolność odnajdywania się w określonych sytuacjach, chcieliśmy to wykorzystać. Jeżeli ktoś ma talent i dryg do strzelania goli, dlaczego mamy mu to uniemożliwiać? Dużo rotowaliśmy pozycjami, ale muszę przyznać, że chłopcy bardzo dobrze wybrnęli z tego zadania. Wszystkich ofensywnych graczy chcieliśmy zmieścić w jednym składzie i grać atrakcyjną piłkę. Gra na boisku ma cieszyć chłopaków. Co do Wiktora Marka, walory ofensywne tego piłkarza i szybkość próbowaliśmy wykorzystać podczas półfinałowego meczu z Wisłą Kraków i uważam, że poradził sobie bardzo dobrze. W jednym z meczów zdobył bramkę, a w rewanżu był naszym motorem napędowym. Oczywiście, brakuje mu jeszcze nawyków typowo obronnych, ale niezwykle dużo daje drużynie w ataku. Pod względem motorycznym to jeden z lepszych naszych zawodników. Tacy piłkarze jak Wiktor, czy Damian Wojdakowski, jeśli rozpędzą się z futbolówką, są nie do zatrzymania dla rywali. Dążymy do eksponowania ich zalet i rozwijania umiejętności najlepiej, jak potrafimy.

W twoim zespole grali też zawodnicy młodsi. Większość ekipy opierała się na zawodnikach z rocznika 2005, ale nie można zapomnieć o Miłoszu Piekutowskim, Janie Faberskim czy Olafie Pawelczyku z 2006. Jak oceniasz ich postawę w sezonie?

Nie odstawali poziomem od pozostałych kolegów, a wręcz przeciwnie. Byli wzmocnieniem zespołu. Wiadomo, jakim bramkarzem jest Miłosz, jaki spokój daje nam w tyłach. Miał co prawda kilka trudniejszych momentów, ale podniósł się i za to należą mu się duże brawa. To ciekawy chłopak, który może myśleć o dużym graniu. Z kolei Janek Faberski i Olaf Pawelczyk to piłkarze o niesamowitej wizji gry, dryblingu, umiejętności przewidywania. Próbowaliśmy zrobić miejsce dla obu w wyjściowym składzie. Gdy nabiorą fizyczności, mogą osiągnąć dużo. O Janku już mówiło się wiele, ale warto zwrócić też uwagę na Olafa. To piłkarz o nieprzeciętnych umiejętnościach gry jeden na jeden, ze zmysłem do gry kombinacyjnej. W mojej opinii jeden z najlepszych zawodników w naszej akademii pod tym względem. Poprawił się też w elemencie wykończenia, bo z tym miał mały problem. Trochę cierpliwości i wtedy wszyscy będziemy zadowoleni. Każdemu z naszych zawodników życzę takiego rozwoju kariery, z którego będzie cieszyć się nie tylko klub, ale przede wszystkim oni sami.

Na koniec podpytamy o Bartka Bernatowicza. Twój syn właśnie udał się z pierwszym zespołem na zgrupowanie do Opalenicy. Czy sobie poradzi?

Konkurencję na swojej pozycji (defensywny pomocnik, przyp. red.) będzie miał bardzo dużą. Uważam, że jest to typ zawodnika, który w przypadku trafienia na trenera, który mądrze wykorzysta jego atuty, może coś osiągnąć. Generalnie jest to piłkarz, którego na boisku zazwyczaj nie widać. To zawodnik pracujący dla zespołu, trochę w typie Tarasa Romanczuka. Na pewno przed Bartkiem trudne zadanie, ale to bardzo zdeterminowany chłopak, który popracuje na swoją szansę. W jego przypadku solidność i powtarzalność zazwyczaj są na wysokim poziomie, rzadko schodzi poniżej pewnego pułapu. Jeżeli trafi na trenera, który doceni jego walory, jest szansa na coś fajnego. Gdy rozmawiałem z Błażejem Augustynem, z którym Bartek wiosną miał okazję występować w rezerwach, usłyszałem wiele ciepłych słów na jego temat. Ja się z tego bardzo cieszę, ale przed synem ogrom pracy. Ma 17 lat, wszystko przed nim.

Kontakt

Jagiellonia Białystok S.S.A.

b Poniedziałek - piątek 08:00 - 16:00