logo

20.12.2023

Kulhawik: To jest moje miejsce, mój dom

20.12.2023 10:14Autor: Marcin Łychowid

Udostępnij:

Kulhawik: To jest moje miejsce, mój dom

Nowy trenerem Jagiellonii II Białystok został niedawno Tomasz Kulhawik. Po podpisaniu kontraktu porozmawialiśmy z nowym szkoleniowcem rezerw „Dumy Podlasia” o jego wizji gry, pomyśle na zespół oraz marzeniach. Zapraszamy do lektury tej rozmowy.

- Jak się czujesz po podpisaniu kontraktu? Jaka była Twoja pierwsza myśl, kiedy usłyszałeś o zainteresowaniu ze strony Jagiellonii?

Tomasz Kulhawik, trener Jagiellonii II Białystok. – Kontrakt został już podpisany, ale to nie on jest najważniejszy. Najważniejszy jest mój powrót do klubu. Pamiętam, kiedy pięć lat temu odchodziłem z Jagiellonii, że moje serce krwawiło. Pracowałem w klubie nieustannie 11 lat, była to tendencja wzrostowa. Przez ostatnie pięć lat widziałem, jak klub się rozwija i idzie do przodu – zarówno pod względem infrastruktury, wystarczy wspomnieć Ośrodek Treningowy przy Elewatorskiej oraz biuro na Jurowieckiej, gdzie od razu czuć, że to ekstraklasowy klub, jak i struktury sportowej. Przejeżdżając obok zawsze musiałem zwolnić, ponieważ obawiałem się, że doprowadzę do jakiejś kolizji. Oczy zawsze spoglądały w stronę klubu. Już pierwszego dnia, kiedy odszedłem z klubu wiedziałem, że tu wrócę. To jest moje miejsce, mój dom. Tutaj chcę się realizować jako trener. Zawsze byłem kibicem Jagiellonii, jestem jej wychowankiem, a dzisiaj szkoleniowcem w zespole rezerw. To nie kontrakt jest zatem najistotniejszy, a przywiązanie do klubu.

- Ostatnio pracowałeś przy młodzieżowej reprezentacji Polski. Co dała Ci ta praca?

- Moja praca z kadrą U-21 rozpoczęła się w momencie, kiedy stery przejął trener Michał Probierz. To dla mnie świetne doświadczenie oraz nowe spojrzenie na piłkę. Miałem możliwość pracy z najlepszymi zawodnikami w tej kategorii wiekowej w Polsce. To niby młodzież, ale w zasadzie wszyscy grają na poziomie Ekstraklasy i nie tylko. Mogłem zobaczyć z bliska, od kuchni, jak wygląda praca na poziomie reprezentacji. W naszym sztabie pracowało około 20 osób, a zarządzanie taką grupą nie jest łatwe. Możliwość podglądania trenera Probierza oraz innych trenerów pracujących w zawodzie dłużej ode mnie jest czymś nieocenionym. To największa wartość, którą wyniosłem z tej pracy. Druga rzecz to relacje na linii zawodnik – trener. Pod tym kątem ta praca dużo mi dała, ponieważ miałem możliwość rozmów z tymi zawodnikami. Wydaje mi się, że jestem dzisiaj lepszym trenerem niż półtora roku temu.

- Jaki wpływ na Twoją filozofię gry miała praca przy kadrze? Jaki styl gry jest przez Ciebie preferowany?

-  Zdaje sobie sprawę z miejsca, w którym jestem. Będę prowadził drugi zespół Jagiellonii, na który będę się starał przenieść sporo rzeczy z „jedynki”, która obecnie gra jak nikt w Ekstraklasie. To zdecydowanie ułatwi też przepływ zawodników. Nie wyskoczę teraz z zupełnie nową strukturą czy pomysłem, ponieważ mógłbym zaburzyć ten proces. To nie ja jestem najważniejszy, a zawodnicy i zespół. Będziemy kontynuować pracę i styl trenera Siemieńca, oczywiście na tyle, na ile będziemy mogli. Moje patrzenie na piłkę jest proaktywne. W większości będziemy skupiać się na sobie, nie na przeciwniku. Zobaczycie, jak ta drużyna będzie wyglądać. Nie chcę teraz rzucać górnolotnych haseł, ponieważ przed meczem nikt jeszcze nie wygrał, a wielu przegrało. Chcę rozwijać zawodników, zespół i siebie. Jeżeli będziemy w procesie doskonalenia to wierzę, że styl tej drużyny będzie widoczny dla kibica.

- Mówisz o chęci rozwoju i przy tym chciałbym się zatrzymać, ponieważ z tym związana jest specyfika drugiego zespołu. Rezerwy to drużyna, której zadaniem jest w dużej mierze przygotowanie zawodników do rywalizacji na poziomie seniorskim. Jest tam sporo rotacji, często też piłkarze schodzą tam z pierwszej drużyny. Praca w drugim zespole jest zatem bardzo specyficzna. Jak się na to nastawiasz?

- Przed odejściem z Jagiellonii w 2018 roku prowadziłem przez kilka lat zespół U-19. Już wtedy dotykał mnie problem rotacji oraz migracji zawodników, ponieważ chłopcy trafiali do szerokiej kadry pierwszego czy drugiego zespołu. Mam w tym zatem pewne doświadczenie. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie na wszystko będę miał wpływ. Moim zadaniem jest to, żeby rozwijać zawodników oraz dotrzeć do piłkarzy, którzy w czwartek czy piątek mogą czuć się pokrzywdzeni. Zrobię wszystko, żeby w poniedziałek przyszli na trening i dalej chcieli pracować. Rozumiem zawodnika, który czasem będzie czuł się pokrzywdzony, ponieważ jest w pewnym procesie. Wiadomo, jaką rolę pełni drugi zespół w tej strukturze. To nie będzie łatwe, pewnie nie raz będę się gryzł ze swoim ego, ale nic ponad zespół, nic ponad klub. Jako trener nie mogę udawać najświętszego czy najmądrzejszego. Już na pierwszym spotkaniu z drużyną powiedziałem chłopakom, że  to oni są dla mnie najważniejsi. Ten zespół będzie najważniejszy w moim odczuciu, ale jest jeszcze klub, który jest ponad wszystkim. Moje plany mogą niekiedy być weryfikowane, ponieważ będę musiał się podporządkować i dobrze funkcjonować w tym całym „układzie pokarmowym”. Nie boje się o to, ponieważ mam bardzo dobrą relację zarówno z trenerem Siemieńcem, jak i z trenerem Wasilukiem, czy z dyrektorem Papiernikiem. Już współpracowaliśmy, wielokrotnie rozmawialiśmy, mamy podobne spojrzenie na piłkę. Dzięki temu, że relacje wewnątrz klubu pomiędzy trenerami są dobre, uczciwe i merytoryczne uważam, że poradzę sobie z tym problemem. Niekiedy będę się też pewnie posiłkował tym, co podpowiedzą mi koledzy. Koniec końców zawodnik, który będzie pod moim skrzydłami będzie się rozwijał i być może trafi do Ekstraklasy.

- Kontynuujmy wątek wyzwań, które czekają Cię w roli trenera rezerw. Jednym z nich wspomniany przez Ciebie „układ pokarmowy” i rola w nim drużyny rezerw. Jak odpowiednio się do niego wpasować?

- Nie ma złotego środka. Nie jestem pierwszym trenerem, który będzie musiał stanąć przed tym wyzwaniem. Pomocne będzie posiłkowanie się trenerami współpracującymi. Przede wszystkim zarówno ja jak i pracujący ze mną zawodnicy będziemy musieli dawać z siebie 101 procent, to jest najważniejsze. Żaden zawodnik czy trener nie może przyjść do klubu i postrzegać swojej pracy przez pryzmat tego, że jest szkoleniowcem bądź piłkarzem drugiej drużyny. Przychodząc na pierwszy trening powiedziałem chłopakom, że mimo tego, że nie urodziłem się w dżungli na boisku czuje się jak zwierzę. Tego samego będę oczekiwał od nich. Abstrahując od tego co się wydarzy, czy będą zawodnicy schodzący z „jedynki”, czy ten czy inny piłkarz nie będzie mógł zagrać, dalej będę oczekiwał od siebie i chłopców wytężonej pracy. Oni muszą pamiętać, że świat się dla nich nie kończy na Jagiellonii. Jest wielu piłkarzy, którzy poprzez ciężką pracę w swoich macierzystych klubach grają dzisiaj na poziomie Ekstraklasy i nie tylko. Gdyby ci zawodnicy postrzegali swoją pracę w kategoriach tego, że są w drugim zespole i już nic z tego nie będzie, to pewnie nie graliby już w piłkę. To nie jest tak, że drugi zespół to „tylko” drugi zespół. W rozmowach z osobami zarządzającymi klubem będą przedstawiał, że jest to bardzo ważna drużyna. Z kolei swoich pracowników będę przekonywał do tego, że dla nas to jest najważniejszy zespół. Etos pracy będzie najwyższy, to jest przecież nasza wizytówka. Jako trener nie wyobrażam sobie, żeby w którymś momencie zejść z obranej drogi i powiedzieć „Jestem tylko trenerem w drugim zespole, nic z tego nie będzie”. Nigdy tego nie zrobię. Mogę się pomylić w sposobie trenowania, mogę popełnić błąd merytoryczny, mogę czegoś nie zauważyć, ale nikt mi nie odbierze mojej pazerności i profesjonalizmu w pracy. Mam nadzieję, że przez mój profesjonalizm ta szatnia również będzie profesjonalna.

- „Wyzwanie” to jest moim zdaniem słowo klucz w naszej rozmowie. Mam na myśli nie tylko aspekt organizacyjny, ale także sportowy. Wiemy, gdzie w trzecioligowej tabeli jest obecnie Jagiellonia II. Jak postrzegasz tę sytuację i jak oceniasz potencjał tej drużyny?

- Mam swoje pierwsze wnioski, przyglądam się zespołowi od jakiegoś czasu. Uważam, że miejsce w tabeli zupełnie nie oddaje potencjału tego zespołu. Często można usłyszeć o tzw. „efekcie nowej miotły”. Zrobię wszystko, żeby nie dopuścić do czegoś takiego. Mam nadzieję, że ta „nowa miotła”, cokolwiek to znaczy, będzie ciągle w tym zespole, a przez to drużyna odbije się od miejsca, w którym jest. Chłopcy przez okres, w którym się im przyglądałem wyglądają bardzo dobrze, trenują bardzo mocno, są zaangażowani, mają dobrą mentalność. Przychodzą na trening i mają szeroko otwarte oczy oraz nastawione na słuchanie uszy. Mają swoje zdanie, którego nie boją się wyrazić, co jest dla mnie istotne, ponieważ ich zdanie będzie istotne w naszej współpracy. Nie boje się o przyszłość tej drużyny. Jeżeli chłopcy uwierzą w mój przekaz, etos pracy i zaangażowanie to jestem pewny, że ich przygoda z piłką nabierze rumieńców i jeszcze usłyszymy o niejednym z nich.

- Podręczę Cię jeszcze kwestią potencjału zespołu.

- Mam swoje cele, o których usłyszy ten zespół. Wyznaczymy chłopakom odpowiednie cele, żeby każdy z nich czuł odpowiedzialność za drużynę. Nie chcę być arogancki, nie powiem, że teraz będziemy cały czas wygrywać. Niemniej powiem, że w moim odczuciu ci chłopcy nie zasługują na to miejsce, w którym znajdują się obecnie. Na jednym z pierwszych spotkań powiedziałem im, że są wyselekcjonowaną z wielu zawodników grupą. Jeśli weźmiemy pod uwagę przedział wiekowy 98 – 05, wszystkie drużyny oraz rotacje w nich to wychodzi pewnie kilkuset chłopaków, którzy się przewinęli, a ich jest 25. Oni potrafią grać w piłkę. Mam swój pewien wniosek, który muszę jeszcze potwierdzić, dotyczący tego dlaczego są w takim, a nie innym miejscu. Tak jak mówię – oni nie powinni być na tym miejscu, co udowodnią wiosną.

- Mówimy o pozytywach, ale z pewnością są pewne elementy do poprawy, pewne deficyty w grze tej drużyny.

- Wydaje mi się, że nieco zachwiany była mentalność. Już trochę z nimi rozmawiałem na ten temat, a pewnie jeszcze niejedna rozmowa przed nami. Chciałbym, żeby rozkochać ich znowu w piłce. Chciałbym, żeby znowu stali się głodni. Piłkarsko i taktycznie są na dobrym poziomie. Mam jednak wrażenie, że byli oni pozostawieni sami sobie. Trzeba też pamiętać, że za obecnym miejscem w tabeli stoi szereg czynników. Dzisiaj patrząc na nich widzę dużo większy potencjał niż moglibyśmy zakładać po miejscu w tabeli. Myślę, że mentalność była kluczowa. Oni trochę stracili miłość do piłki, wkradły się tam niechęć i frustracja. Drzwi, jeśli chodzi o pójście wyżej zostały nieco przymknięte. Moim zadaniem będzie ich odkurzyć, oszlifować i znowu zarazić miłością do piłki. Jeżeli uda mi się ich na powrót rozkochać w piłce, jeżeli oni znowu przyjdą, jak ostatnio to robili, z iskrą w oku, to jeszcze wystrzelą. Nie powiem, że wszyscy, ale to nie są zawodnicy, o których już nie usłyszymy. Warunki to ciężka praca, pokora i wspomniana iskra w oku, która ostatnio była nieco przygaszona.

- Kończąc rozmowę powiedz proszę – czego Ci życzyć w nowej roli?

- Ktoś ostatnio zapytał mnie o marzenia. Ja poniekąd tkwię w swoim marzeniu. Dzisiaj wracam do Jagiellonii, klubu, z którego wyszedłem i który nauczył mnie wszystkiego jako trenera. Tutaj zaczynałem, tutaj zbierałem doświadczenie. Zakręt w mojej przygodzie trenerskiej bardzo mnie doświadczył, ale dzisiaj wracam do klubu. Chcę trwać w tym, chcę być w tym klubie. Mam swoje cele, zarówno osobiste i zespołowe. Skoro mówimy o życzeniach, to dobrze byłoby, gdyby te cele się spełniały. Jeżeli wszystko pójdzie tak, jak sobie wymarzę to wszystko zobaczycie na boisku. To będzie odpowiedź na pytanie czy życzenia się spełniają.

Jagiellonia Białystok