Siemieniec: Kluczowa jest głowa
- Zdajemy sobie sprawę, że wymagania stawiane przez przeciwników są bardzo duże, zarówno pod względem jakości, jak i intensywności. Nie chcę powiedzieć, że akceptujemy to, że przegraliśmy, ale na pewno w przypadku spotkań z takimi zespołami musisz brać pod uwagę, że możesz z nimi przegrać - powiedział po porażce z RSC Anderlechtem (0:3) trener Adrian Siemieniec.
- Skupiłbym się bardziej na tym, że atmosfera wokół drużyny jest dzisiaj taka, a nie inna, ponieważ w lidze również osiągamy wyniki, które nas nie satysfakcjonują. I to jest obecnie główny problem. Ta atmosfera nie jest zbudowana wokół porażki z Anderlechtem, tylko wokół tego, co dzieje się na naszym krajowym podwórku. Dzisiejsza przegrana jedynie potęguje ten efekt. Wiadomo, że jesteśmy niezadowoleni, ale musimy dalej walczyć. W niedzielę czeka nas kolejny mecz, a czasu nie mamy dużo. Musimy się zregenerować, jak najlepiej przygotować i wyjść na boisko, żeby od pierwszej do ostatniej minuty walczyć o zwycięstwo - dodał po chwili.
- Myślę, że mecz wyglądał dokładnie tak, jak oczekiwaliśmy, szczególnie w pierwszej połowie. Zabrakło nam trochę utrzymania się przy piłce. Mieliśmy z tym problem i to jest pierwsza rzecz. Druga kwestia jest taka, że z punktu widzenia organizacji defensywnej nasz plan działał. Problem polegał na tym, że straciliśmy bramkę po błędzie indywidualnym. To trafienie trochę wybiło nas z rytmu, odebrało nam pewność siebie i zmieniło przebieg spotkania. Wiadomo, że kiedy przegrywasz z takim przeciwnikiem, szczególnie u siebie, musisz szukać bardziej ofensywnego ustawienia, otworzyć mecz i przesunąć większą liczbę zawodników do przodu. Ale wiadomo, że coś za coś. Kiedy angażujesz więcej piłkarzy w ofensywę, zostawiasz mniej zawodników z tyłu. Grasz bardziej bezpośrednio i narażasz się na takie sytuacje, jakie przydarzyły nam się w tych dwóch przypadkach. Przegraliśmy jeden czy drugi pojedynek, a do tego doszła jakość przeciwnika w wykończeniu akcji. Takim zespołom nie trzeba zostawiać dużo miejsca, żeby zdobyły bramkę. I dzisiaj właśnie to wykorzystali - przyznał szkoleniowiec.
Do kadry meczowej wrócił Nik Prelec. - Nik pokazał na boisku, jak bardzo wartościowym zawodnikiem jest dla naszej drużyny. Bardzo się cieszę, że jego przerwa trwała krócej, niż początkowo zakładaliśmy. Wierzę, że przede wszystkim Nik będzie zdrowy i będzie mógł dalej pomagać zespołowi, bo jego jakość i obecność na boisku są nam bardzo potrzebne.
Była w tym meczu jedna kontrowersja z udziałem Ousmane Sowa. - Wtedy trochę zawrzało na ławce, bo z naszej perspektywy była to sytuacja, w której doszło do przewinienia. Sędziowie poinformowali mnie, że sprawdzili tę sytuację i według nich wszystko odbyło się zgodnie z przepisami, więc kontynuowaliśmy mecz. Na pewno z perspektywy przebiegu spotkania, przy wyniku 1:0, była to kluczowa sytuacja. Gdyby przewinienie miało miejsce poza polem karnym, prawdopodobnie byłaby czerwona kartka. Gdyby doszło do niego w polu karnym i otrzymalibyśmy rzut karny, być może wyrównalibyśmy wynik i mecz mógłby potoczyć się inaczej. Nie potoczył się jednak w tę stronę, tylko w drugą. Później przeciwnik przeprowadził dwa szybkie ataki i tak naprawdę zamknął spotkanie. Szkoda, bo uważam, że pierwsza połowa była może trochę zachowawcza z naszej strony, ale pod względem organizacji gry w obronie byliśmy konsekwentni i dobrze zorganizowani. W drugiej połowie mieliśmy sporo dobrych momentów, które mogliśmy wykorzystać nieco lepiej. Ciężko mi otwarcie powiedzieć, że był to mecz na 3:0, ale takim wynikiem się zakończył. Na pewno nie jesteśmy zadowoleni, bo znowu straciliśmy trzy gole, a to zdecydowanie za dużo.
- Kluczowa jest teraz głowa, bo w tym momencie potrzebuję piłkarzy, którzy będą walczyli do końca, nie będą się poddawać i wytrzymają presję oraz ciśnienie kolejnego spotkania. Wiadomo, że im więcej meczów nie wygrywasz, tym bardziej ta presja narasta. To będzie kolejny mecz, w którym nie będzie mnie na ławce i nie będę w stanie bezpośrednio pomóc zespołowi. Dlatego bardzo liczę na naszych kibiców, sztab i zawodników. Wierzę, że wszyscy razem udźwigniemy ten moment i weźmiemy za niego odpowiedzialność. Musimy wierzyć w codzienną pracę i każdego dnia walczyć o to, żeby odnaleźć drogę do zwycięstwa i odbudować pewność siebie. W piłce jeden moment może zdecydować o tym, że pójdziesz w jedną stronę, ale równie dobrze jeden moment może sprawić, że wszystko zacznie zmierzać w zupełnie innym kierunku. Dzisiaj jesteśmy w trudnym momencie, ale wierzę, że przyjdzie jedno, drugie, może trzecie zwycięstwo, drużyna odpali i wejdziemy na taki poziom, na którym nie będziemy już seryjnie przegrywać spotkań - zaznaczył szkoleniowiec.
