Siemieniec: Nikt nie da nam punktów za to, że jesteśmy mistrzem
- Rok 2024 był fantastyczny, historyczny dla klubu, będziemy o nim pamiętać i wracać do niego z łezką w oku, ale to jest już historia, nie możemy nią żyć. Przed nami nowe cele, nowa runda. Nikt nie da nam punktów za to, że jesteśmy mistrzem Polski - powiedział na czwartkowym (09.01) briefiengu prasowym trener Jagiellonii Białystok, Adrian Siemieniec.
- Powitaliśmy dzisiaj dwóch nowych członków sztabu szkoleniowego. Mamy taki zwyczaj, że oficjalne powitanie wiążę się z brawami, a to, czy ktoś zasłuży na kolejne brawa zależy już od ludzi, którzy będą na to pracować (śmiech). Co do Tomasza Byszki oraz Fabio Riberio - ciesze się, że dołączyli do sztabu. Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której sukces i dobry wynik sportowy nie usypiają nas, a wręcz przeciwnie, motywują do coraz cięższej pracy oraz stałego rozwoju. Chcemy rozwijać klub wielopoziomowo. Jedną z komórek, która podlega takiemu działaniu jest sztab szkoleniowy. Dążyliśmy do tego, żeby sztab się rozrastał. W miejsce Arka Szczerbowskiego dołączył Tomek Byszko, a Fabio Ribeiro to dodatkowa osoba w sztabie, pełniąca funkcję analityka. Bardzo się z tego cieszymy, ponieważ zwiększy to nasze możliwości, a jakość naszej pracy pójdzie w górę. Mamy też nadzieję, że dzięki temu podniesiemy także jakość naszego zespołu. Okres rekrutacji był dosyć długi, trwał przez praktycznie cały okres świąteczno-noworoczny. Kiedy odpoczywają zawodnicy są takie osoby w klubie, które nie mają wolnego i muszą wykonać pracę, żeby stworzyć odpowiednie środowisko po powrocie oraz zrekrutować właściwe osoby. Proces rekrutacji był długi, wieloetapowy, dosyć szczegółowy, ale finalnie w jego rezultacie wyłoniono dwie osoby, z czego bardzo się cieszę - mówił szkoleniowiec Żółto-Czerwonych.

- To, że ponownie lecimy do Belek, ale tym razem do innego hotelu i na inne boiska jest podyktowane tym, że chcemy polepszyć narzędzia, którymi przygotowujemy się rundy. To jest właśnie ten wielopoziomowy, wielowymiarowy postęp, o którym mówię. Chcemy poprawiać wiele rzeczy. Chcemy, żeby warunki, które stwarzamy zawodnikom podczas przygotowań do rundy wiosennej były coraz lepsze. Fajnie, że jest to robione w sposób naturalny - nie zaczynamy od wielkich narzędzi, które wyprzedzają wynik sportowy. Pojawił się wynik i teraz nieustannie chcemy polepszać nasze warunki. Zawodnicy zapracowali na to, żeby stwarzać im coraz lepsze warunki do pracy. Będziemy analizować okres przygotowawczy, który za nami, ale przede wszystkim poprzednią rundę. Rozegranie 39 spotkań w poprzednim sezonie i 32 meczów na przestrzeni jednej rundy to są dwie różne dyscypliny sportu i to też trzeba brać pod uwagę. Wnioski są zupełnie inne, często nie będą spójne z tym, co jest przed nami. Musimy brać pod uwagę to, co jest przed nami, a nie skupiać się na tym co za nami. W lutym mamy siedem spotkań, do których musimy być jak najlepiej przygotowani już na początku. To będzie punkt wyjścia, żeby właściwie przygotować zespół fizycznie. Chcemy się też skupić na wymiarze taktycznym, ponieważ po analizie mamy swoje wnioski i przemyślenia, chcemy pewne rzeczy skorygować, zachowując tożsamość drużyny. Możemy mówić w detalach o taktyce, ale nie chcemy zbaczać z obranego kierunku. - stwierdził.

Czy odejście Nene oraz absencja Tarasa Romanczuka komplikują trenerowi przygotowania do rundy wiosennej? - Nie patrzę na to w ten sposób. W piłce nożnej jest tak, że zawodnicy odchodzą i przychodzą. Jeżeli chodzi o Nene to nie będę ukrywał, że był to zarówno dla nas jak i dla mnie bardzo ważny zawodnik. Rui był niesłychanie istotnym elementem drużyny, która zdobyła mistrzostwo Polski. Nie mówię tylko o statystykach, ale także o jego wpływie na drużynę oraz fakcie, że był trzecią osobą w kolejności do noszenia opaski kapitańskiej. Był dla nas kluczowym zawodnikiem. Zdajemy sobie sprawę z tego, że ostatnie pół roku nie było najlepsze w jego wykonaniu. Brało się to też z tego, że przyzwyczaił do czegoś innego, a oczekiwania wobec niego były wyższe. Miał swoje problemu, nierówno trenował, przyplątało mu się trochę urazów. W zasadzie nie miał procesu treningowego, cały czas grał, meczami dochodził do dyspozycji i nie ma jak się całkowicie wyleczyć. Ta runda miała swoją historię. Uważam, że to była najlepsza decyzja dla wszystkich stron. Tracąc takiego zawodnika nie jest łatwo, także od strony emocjonalnej. Jeżeli z kimś coś wygrasz masz do niego duże zaufanie. Niemniej na tym etapie uważam, że to była najlepsza decyzja dla wszystkich stron. Co do Tarasa, to zaraz zobaczymy jak to będzie wyglądać. Ciężko przepracował ten okres, kiedy wszyscy odpoczywali. Taras wówczas ciężko się rehabilitował, włożył w to mnóstwo pracy. Wierzę w to, że szybko do nas wróci. Zobaczymy, jak to się będzie układać. Nie chcemy doprowadzić do sytuacji, w której wprowadzimy go za szybko i wypadnie. Musimy zadbać o jego zdrowie. Po drugie pracujemy nad ruchami, które mają nas wzmocnić. Wydaje się, że czasu nie jest dużo, ale tak jak mówiłem pól roku temu - chcemy wytrzymać presję i ciśnienie na przyjście zawodników. Chcemy ściągnąc piłkarzy, którzy podniosą naszą jakość i naprawdę nas wzmocnią, a nie tylko uzupełnią skład. Chcemy być pewni ruchów, które będziemy wykonywać. Zastępstwo za Nene na pewno będzie, a jeżeli chodzi o Tarasa to będziemy robić wszystko, żeby szybko do nas wrócił. Musimy to zrobić naprawdę mądrze, bo Taras jest nam potrzebny. Nie na jeden mecz z Radomiakiem, ale na całą rundę wiosennę. Oczywiście pojedzie z nami na obóz.

Czy planowany jest transfer przychodzący w miejsce Jetmira Halitiego? - Zobaczymy. Jeżeli chodzi o profil zawodnika, którego szukamy na tę pozycję, to rozmawiamy z dyrektorem, żeby był to zawodnik w kontekście przyszłości, nie na "tu i teraz". Mamy trójkę stoperów, z których jesteśmy zadowoleni, czyli Adrian Dieguez, Dusan Stojinović i Mateusz Skrzypczak. Między tą trójką będzie toczyć się rywalizacja o miejsce w składzie. Może też się zdarzyć sytuacja, w której grać będą wszyscy, jak np. w meczu z Mladą Boleslav. Są różne możliwości - można grać na trzech obrońców, Dusan może grać na boku obrony. Na obóz zabieramy Dimitriosa Retsosa z drugiego zespołu i będziemy sprawdzać go w meczach kontrolnych. Zobaczymy, jak obroni się na boisku, wszystko zależy od niego. Postawą w drugim zespole zaplanował na swoją szansę. To młody, rozwojowy chłopak. Od niego zależy, czy zostanie w tym zespole, decyzję podejmiemy po zgrupowaniu.
Czy pozostanie dyrektora Łukasza Masłowskiego w klubie jest największym transferem Jagiellonii Białystok w zimowym oknie? - Duży paradoks, ponieważ dyrektor odpowiada za transfery, a teraz sam poniekąd stał się bohaterem jednego z nich (śmiech). Cieszę się, że Łukasz zostaje, ponieważ to po pierwsze kluczowe dla ciągłości projektu, a po drugie bardzo dobrze nam się współpracuje i to jest punkt wyjścia. Cieszę się, że jest z nami. Faktycznie, był szampan i balon, wspólnie z żoną wpadliśmy na taki pomysł. Widziałem, że dyrektor był zaskoczony, ale chyba zrobiło mu się miło. Bardzo cię cieszę. W mediach trwała pewna saga, o której nie rozmawialiśmy między sobą, tylko cały czas pracowaliśmy, a to zostawiliśmy na boku. W mediach dało się znaleźć wiele spekulacji, które dzisiaj są już zamknięte. Łukasz zostaje z nami na kolejne dwa lata. Nic tylko się cieszyć i zabierać się do dalszej pracy.

- Rok 2024 był fantastyczny, historyczny dla klubu, będziemy o nim pamiętać i wracać do niego z łezką w oku, ale to jest już historia, nie możemy nią żyć. Przed nami nowe cele, nowa runda. Nikt nie da nam punktów za to, że jesteśmy mistrzem Polski. To już było i teraz trzeba skupić się na tym, co przed nami. O tytuł grają wszyscy, taka jest stawka tych rozgrywek. Nie bronię się przed deklaracją, że gramy o tytuł mistrzowski. Uważam, że niczego to nie wnosi i nie wiem jakby to mogło pomóc drużynie. Jeżeli wygramy każdy kolejny następujący po sobie mecz będziemy mistrzem Polski. Do tego będziemy dążyć- zakończył.
