Trener Rusek podsumował sezon 2025/2026 w wykonaniu Jagiellonii II Białystok
Po zakończonym sezonie 2025/2026 porozmawialiśmy z trenerem Jagiellonii II Białystok Danielem Ruskiem. Zachęcamy do lektury.
Jaką ocenę w skali szkolnej wystawiłbyś drużynie za ten zakończony sezon?
- Myślę, że ocena musi być adekwatna do tego, co zespół osiągnął w przekroju całego roku. Odkąd przejąłem drużynę w styczniu, patrząc na podsumowanie, widzę dwie zupełnie różne rundy. Przez pryzmat okresu, w którym pracowaliśmy razem, wystawiłbym mocną piątkę. Nasza współpraca rozpoczęła się od gier kontrolnych, które przegrywaliśmy lub remisowaliśmy, dlatego skupiliśmy się na procesie – chcieliśmy, żeby zespół w niego uwierzył. Nie byliśmy w łatwej sytuacji, bo pozycja w tabeli zmuszała nas do walki o utrzymanie. Myślę jednak, że finalnie wytrzymaliśmy to ciśnienie, również pod względem wolicjonalnym. Zawsze chcemy dążyć do perfekcji, choć w piłce nożnej jest o to bardzo trudno. Mimo to, z czystym sumieniem, patrząc na progres i obciążenia, które udało nam się pokonać, wystawiam szkolną piątkę.
Oceniając zespół tą notą, patrzysz bardziej na sam progres niż na przebieg całego sezonu?
- Dokładnie. Wszedłem do zespołu z własnymi oczekiwaniami. Proces adaptacji trwał częściowo podczas gier kontrolnych. Choć do wyników sparingów nie przywiązuje się zazwyczaj większej wagi, to pewność siebie i wiarę w proces napędzają wygrane. Na początku ich brakowało, ale kluczowy okazał się pierwszy mecz ligowy w tej rundzie, który zwyciężyliśmy. Nie mogę oceniać zespołu przez pryzmat całego sezonu, ponieważ nie pracowałem z chłopakami przez cały ten czas, a jedynie przez jedną rundę.
Pod jakim względem twoim zdaniem zespół rozwinął się najbardziej? W jakim aspekcie poczynił największy progres, jeśli porównamy moment, w którym przejmowałeś drużynę, z tym, jak wygląda ona teraz?
- Nie chciałbym wysuwać daleko idących porównań z poprzednią rundą, ponieważ przed podpisaniem kontraktu obejrzałem tylko trzy lub cztery mecze – było mało czasu na podjęcie decyzji. Mogę jednak porównać początek mojej pracy z jej końcem w tej rundzie. W tych 15 rozegranych meczach zespół zdobywał średnio dwa punkty na mecz, co jest bardzo dobrym wynikiem. Przełożyła się na to liczba strzelonych bramek (średnio powyżej 1,5 na mecz) oraz obniżenie średniej bramek straconych (poniżej jednej na mecz). Suche statystyki jasno pokazują, dlaczego zespół lepiej punktował. Przychodząc tutaj, oczekiwałem od drużyny dużej intensywności i na tym skupiliśmy się na początku przygotowań. Stąd też brały się gorsze wyniki w sparingach – pracowaliśmy bardzo mocno, nie zważając na to, że gramy mecze kontrolne. Uważam, że atakowanie oraz obrona pola karnego muszą być bardzo dynamiczne w obu kierunkach i temu poświęciliśmy najwięcej uwagi. Oczywiście wspomniane liczby strzelonych i straconych bramek to efekt pracy treningowej nad wypełnianiem pola karnego, a także nad obroną niską i wysoką. Musieliśmy wziąć pod uwagę wiele czynników, ale praca sztabu i zespołu z meczu na mecz wyglądała coraz lepiej i stawała się dla zawodników bardziej zrozumiała.
A jak oceniłbyś młodych zawodników, którzy w rundzie wiosennej dostawali coraz więcej szans? Mam na myśli takich graczy jak Antek Kozłowski, Paweł Pakieła, Jan Kosmalski czy Krystian Tymoszczuk. Jak wyglądały ich początki w zespole rezerw z twojej perspektywy?
- Na początku naszej współpracy moment był trudniejszy ze względu na naszą sytuację w tabeli. Wiadomo, że zespół rezerw służy przede wszystkim ogrywaniu młodych chłopaków i zbieraniu przez nich minut, ale żeby stworzyć im do tego odpowiednie środowisko, musieliśmy najpierw utrzymać zespół w trzeciej lidze. Uważam jednak, że każdy z tych chłopaków miał swój dobry moment. Paweł Pakieła zaczynał rundę w wyjściowym składzie, choć później przytrafiła mu się kontuzja. Mniej minut zaliczyli pozostali, ale oni wszyscy są w procesie rozwoju. Trzeba im zaufać, dać szansę i duże wsparcie, bo na poziomie trzecioligowym błędy w ich wieku są nieuniknione. Nowy sezon zaczniemy z czystą kartą, jak każdy zespół w lidze, więc po odpoczynku i dłuższej wspólnej pracy przyjdzie czas na weryfikację. Krystian Tymoszczuk, Jan Kosmalski czy pozostali chłopcy to ogromny potencjał do pracy. Oczywiście niczego nie dostaną za darmo. Muszą udowodnić swoją wartość na treningach poprzez zaangażowanie i etykę pracy. Rozliczamy ich z założeń taktycznych i treningowych. Muszą funkcjonować w tym procesie i pokazywać jakość na boisku, bo kadra liczy 20 zawodników i każdy chce rywalizować oraz grać.
A jak według ciebie zawodnicy Jagiellonii II Białystok odnajdują się w odgórnie przyjętym modelu gry Akademii, który obowiązuje w każdym roczniku? Jak to wygląda z Twojej perspektywy na tym końcowym etapie rozwoju?
- Model gry Akademii musi być spójny. Dzięki temu rotacje zawodników między zespołami są płynniejsze i chłopakom łatwiej zaadaptować się do danej sytuacji. Nie zawsze jest to proste, bo mierzymy się z różnymi przeciwnikami i wymaganiami meczowymi.
Przychodząc tutaj, dostałem od dyrektora wolną rękę na wdrożenie swojej wizji i pomysłu na zespół, ponieważ nie był to moment na to, bym uczył się modelu gry Jagiellonii od zera. Oczywiście trzymałem się wyznaczonych ram, a moja wizja i założenia klubu okazały się bardzo spójne. Rozmawiałem o tym na początku z dyrektorem Papiernikiem, przedstawiłem swój pomysł i był on bardzo bliski temu, jak ma wyglądać zespół Akademii Jagiellonii. To świetna sprawa. Oglądając mecze zespołów U-19 czy U-17, widzę bardzo podobne koncepty w atakowaniu i bronieniu. Piłka nożna szybko się zmienia, ale wewnętrzne rozmowy i współpraca trenerów w Akademii sprawiają, że cały system jest spójny, co bardzo ułatwia zawodnikom przemieszczanie się między rocznikami.
Chciałem dopytać, czy styl gry na wiosnę przekładał się na wasze punktowanie? Mam na myśli to, że zespół zaczął grać ładniej dla oka i więcej biegać. Czy to miało bezpośredni wpływ na wyniki?
- Myślę, że tak. Początek wiosny był specyficzny – stan boisk nie pozwalał na cierpliwe budowanie akcji od własnej bramki czy radosną grę. Byliśmy na to przygotowani. Choć docelowo chcemy bronić wysoko, odbierać piłkę blisko bramki rywala i otwierać grę na krótko, to początek rundy nie był momentem na bycie piłkarskim romantykiem. Najważniejsze było zdobywanie punktów. Pracowaliśmy nad niską obroną, by wyczekać przeciwnika i zmusić go do błędu. Wykorzystywaliśmy fazy przejściowe, opierając się na wysokiej intensywności i świetnych zdolnościach motorycznych naszych zawodników. To przyniosło zamierzony skutek w pierwszych wygranych meczach. Rywale w tej lidze bywają silniejsi fizycznie, bardziej doświadczeni i wyrafinowani, dlatego początkowo ograniczyliśmy ryzyko krótkiego rozegrania. Często musieliśmy wydłużać podania i zbierać drugą piłkę, grając bardziej seniorski futbol. Z czasem jednak wracaliśmy do naszych pierwotnych założeń i konceptów Akademii Jagiellonii. Ta elastyczność miała kluczowy wpływ na naszą sytuację punktową.
Rozmawialiśmy o młodych piłkarzach, a jak wygląda sytuacja z graczami doświadczonymi oraz ich wpływem na młodzież? Mieliście w składzie kilku starszych zawodników – choćby Artura Amrozińskiego, Przemka Mystkowskiego z doświadczeniem w Ekstraklasie czy Dawida Polkowskiego. Jak z Twojej perspektywy wyglądała współpraca z nimi?
- Oceniam ją bardzo pozytywnie. Szatnia to specyficzne miejsce i odgrywa ważną rolę; starałem się w nią zbytnio nie ingerować, a rozmowy z graczami prowadziłem głównie na boisku. Kluczowe jest nastawienie starszych zawodników do ich roli w drużynie. Każdy chce grać, a w rezerwach naturalną intencją jest ogrywanie młodzieży. Jeśli doświadczony piłkarz to akceptuje, sumiennie pracuje i pomaga młodszym kolegom radami na boisku czy w szatni, stanowi to ogromną wartość dodaną. Nie zawiodłem się na tych chłopakach. Jestem też przekonany, że pomogliśmy im rozwinąć się pod kątem piłkarskim i motorycznym. Wspomniany Dawid Polkowski na początku pokonywał w meczu dystans około 10 kilometrów, a dzięki wspólnej pracy i zwiększeniu intensywności podnieśliśmy te wyniki do 12,5 kilometra, zachowując przy tym wysoką jakość piłkarską. Z tego trzeba się cieszyć, ale najważniejszym warunkiem zawsze pozostaje to, czy starszy zawodnik w pełni akceptuje zasady współpracy.
Patrząc na zmiany w zespole rezerw na przestrzeni ostatnich sezonów, jak widzisz budowę kadry na kolejny rok? Czy zamierzacie pozyskać nowych doświadczonych zawodników w miejsce tych, którzy odchodzą, aby wspierali młodzież, czy skupicie się wyłącznie na dopływie graczy z Akademii – z zespołów U-19 i młodszych?
- To bardzo dobre pytanie. Po rozmowach z dyrektorem doszliśmy do wniosku, że dawno nie było sytuacji, w której zespół rezerw przed wznowieniem rozgrywek byłby gotowy w 90%. Kwestie kontraktów i zawodników, którzy z nami zostają, mamy już prawie całkowicie domknięte. Pozostałe 10% rezerwujemy na ewentualny transfer jakiegoś młodego zawodnika. Komfort polega na tym, że kadra rozpoczyna przygotowania motoryczne od tego samego etapu. Na pierwszym treningu spotkamy się w pełnym składzie, pomniejszonym ewentualnie o graczy, którzy rozpoczną przygotowania z pierwszą drużyną – choć na to oczywiście nie mamy bezpośredniego wpływu. Cieszy fakt, że możemy pracować od początku w pełnym zestawieniu. Trzon zespołu będą stanowić starsi zawodnicy, którzy grali u nas do tej pory, uzupełnieni o naturalny napływ wyróżniających się chłopaków z zespołów U-19 i U-17.
Na koniec poproszę cię o podsumowujący przekaz dla sztabu i zawodników. Co chciałbyś im przekazać na zakończenie tej rundy i całego sezonu?
- Pewnie się powtórzę, bo rozmawiałem o tym ze sztabem i drużyną po ostatniej kolejce. Sztabowi przede wszystkim podziękowałem za to, jakimi są ludźmi i profesjonalistami. Przejąłem zespół w trudnym momencie, w środku sezonu, a pracujący tu ludzie wykonują świetną robotę i są wybitnymi fachowcami w swoich dziedzinach. Współpraca układała się bardzo dobrze. Rzecz jasna, miewaliśmy różne zdania, ale zawsze była to merytoryczna dyskusja na argumenty i konkretne propozycje rozwiązań korzystnych dla zespołu. Zawodnikom podziękowałem za cierpliwość i sportową rywalizację, bo rotacja w składzie była naturalna. Moim nadrzędnym celem było zachowanie sprawiedliwości w relacjach i podejmowanych decyzjach i myślę, że w dużym stopniu to się udało.To był wymagający okres z powodu nagromadzenia meczów: ligowych, Pucharu Polski, zaległych spotkań, a także gry kontrolnej pierwszej drużyny. Mieliśmy mało czasu na czystą pracę boiskową – dominowała regeneracja i bezpośrednie przygotowanie startowe. Mimo tych trudności podejście wszystkich do obowiązków było wzorowe. Uważam, że zarówno zawodnicy, którzy z nami zostają, jak i ci, którzy odchodzą, mają ogromny potencjał do dalszego rozwoju. To absolutnie nie jest jeszcze ich sufit możliwości.
Rozmowe przeprowdził Kamil Aleksandrowicz.
